Karykatura – co to takiego?

karykatura ze zdjęcia karykatury karykaturzysta

Stereotypowe postrzeganie zawodu karykaturzysty próbuje tym tekstem zmienić karykaturzysta, tworzący kilka tysięcy karykatur rocznie

Zwykle karykatury kojarzą się nam z zabawnymi portretami, na których przedstawiona osoba ma wielki nos lub inną deformację twarzy. A jeśli cała postać – to głowa jest zdecydowanie większa od reszty ciała. Karykatury oglądamy w prasie. Karykaturzystów widzimy czasem na deptaku, gdzie latem przechadza się dużo osób (jego potencjalnych klientów). Jeśli na karykaturze jest znana powszechnie osoba, każdy z nas może ocenić czy podobieństwo postaci przedstawionej na karykaturze jest trafione. Na tym wiedza przeciętnego człowieka o karykaturach się kończy.

Karykaturzysta i stereotypy

Słowo karykatura pochodzi od włoskiego słowa: caricare – czyli przesadzać, szarżować. I słusznie – karykatury to portrety, na których wyolbrzymiono niektóre części twarzy lub ciała. Jednak jest to zrobione tak sprytnie, że wciąż każdy z nas wie o kogo chodzi.

Nieraz spotkałem się z twierdzeniem, jakoby stworzenie karykaturki, rysuneczku (te zdrobnienia świadczą o lekceważeniu pracy karykaturzysty) było czymś wyjątkowo łatwym. Co ciekawe – ten, kto tak uważa, sądzi też, że za narysowanie karykatury jej twórca powinien co najwyżej dostać 10-20 złotych, bo najwyżej tyle taki obrazek jest wart. A w zasadzie, to karykaturzysta powinien swoje karykatury rysować i rozdawać za darmo, wówczas będzie miał reklamę! – z takimi spostrzeżeniami też się spotkałem; i to od osób, które na idiotów nie wyglądały.

Pragnę niniejszym wyprowadzić niedowiarków z błędu. To, że karykaturzystów nie jest zbyt wielu – świadczy o tym, że sztuka karykatury (tak, sztuka) nie jest dziedziną łatwą do nauczenia. Ci, którzy są dobrymi karykaturzystami – musieli się uczyć swego fachu latami, zarysowując tysiące (wiele tysięcy) kartek papieru.

Karykatury na świecie

W USA i Kanadzie gazety wysyłają rysowników do sądów, aby ci relacjonowali słynne procesy sądowe. Powód jest prosty: tamtejsze prawo zabrania umieszczania w prasie zdjęć z sądowej sali. Ale artystycznego przetworzenia, wizji tego, co w sali sądowej artysta widzi oraz późniejszego wydrukowania tego w prasie – prawo już nie zabrania. W USA popularność (w tym: polityków) mierzy się liczbą wydrukowanych karykatur. Gdy karykatury polityka znikają z prasy – to oznaka, że jego popularność mija. Czy należy się dziwić, że amerykańscy politycy zabiegają o karykaturzystów, o publikację swoich karykatur w prasie? W obecnej, pokomunistycznej Polsce politycy na szczęście nie zabraniali jeszcze druku swoich karykatur. Nie było żadnej sprawy sądowej z tym związanej. Tymczasem pierwszą osobą w Polsce (a może i na świecie) która próbowała zabraniać publikacji oraz prezentacji na wystawach swojej podobizny był… Adam Małysz. Sprawa była głośna na początku 2002 roku, kiedy to przedstawiciele Małysza sugerowali, że za takie rzeczy mistrz powinien otrzymywać tantiemy, a karykaturzyści i redakcje wcześniej winny uzyskać u nich zezwolenie przed publikacją. Na szczęście szybko wycofano się z tego pomysłu, więc nie zostaliśmy odcięci od możliwości oglądania karykatur Małysza.

Spośród polskich polityków chyba najbardziej rozsądne podejście do swojego wizerunku miał prezydent Lech Wałęsa. Swojego czasu nawet kolekcjonował swoje karykatury opublikowane w prasie światowej, a jeden z jego współpracowników doprowadził do wydania zbioru karykatur Wałęsy, z czego ich bohater był zadowolony. Nawet książeczkę wręczył papieżowi. Ale było to jeszcze zanim powstał tygodnik NIE, w którym wiele karykatur Wałęsy było wyjątkowo ostrych.

Trzeba mieć dystans

Każdy z karykatur lubi się śmiać, ale gdy to on ma być (lub już jest) na karykaturze – zdarza się, że znika uśmiech z jego twarzy. Raz widziałem, jak jeden ze skarykaturowanych mężczyzn obraził się na karykaturzystę. Twierdził, że osoba na planszy absolutnie nie jest do niego podobna, mimo że wszyscy stojący obok zwijali się ze śmiechu mówiąc, że nigdy nie widzieli tak celnej karykatury.

Niektórzy mają obsesję na punkcie swego wyglądu. Jeden z zamawiających karykaturę z góry poinformował, że wszystko na jego karykaturze może być nienaturalnie duże – poza uszami. A ponieważ była to karykatura rysowana na zlecenie, tak właśnie się stało – uszy były mniejsze niż na zdjęciu, a bohater karykatur zadowolony. I tu dochodzimy do sedna: tak naprawdę osoby zamawiające narysowanie (namalowanie) karykatury, chciałyby mieć nie karykatury, ale raczej wesołe portrety. Takie, na których są uśmiechnięci, a elementy ich twarzy nie są zbytnio zniekształcone. Bo kto zapłaci (i potem powiesi sobie na ścianie) obrazek za 150 lub więcej złotych, na którym jest jego paskudna morda?

Moda na karykatury?

Wraz ze zmianami w życiu codziennym, obserwuję w ostatnich latach powstawania czegoś w rodzaju mody na karykatury. Na firmowe eventy, targi, konferencje, imprezy promocyjne, a czasem nawet na wesela – coraz częściej zapraszany jest karykaturzysta. Ale nie ten tani, z ulicznego deptaka. Najczęściej liczy się doświadczenie, znane nazwisko i fakt, że w 2-3 minuty postanie coś, co rozweseli wszystkich wokół oraz będzie oryginalną pamiątką po imprezie. Dlatego ci, którzy nie chcą wpadki, zatrudniają najlepszych fachowców, więc profesjonaliści z popularnego serwisu Karykatury.com nie narzekają na brak zleceń.

Poza tym karykatura, to znakomity i niezobowiązujący upominek dla każdego i niemal na każdą okazję. A ponieważ zamawiający mają różne gusta i różnej zasobności portfele, w internecie mogą wybierać usługę zarówno młodego, taniego amatora ledwo umiejącego trzymać ołówek w ręku, jak i artystów znanych z prasy i telewizji.

Wszystko wskazuje na to, że karykatury będą się cieszyć popularnością dopóty, dopóki istnieje ludzkość. Nawet jeśli wielu z nas wciąż nie umie śmiać się z samego siebie…

Tekst i karykatury na ilustracji: Szczepan Sadurski

Spodobało się? UdostępnijShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Pin on Pinterest
Pinterest
Share on VK
VK
Email this to someone
email