|
|
| |
|
| |
|
ZGOLĘ WĄSY! Marcin Daniec - specjalny wywiad dla pisma satyrycznego Twój Dobry Humor (lipiec 2001)  | |
| | | | | • Pańskim scenicznym debiutem była rola... grzyba. Było to wiele lat temu, w przedszkolu. W jakie inne, niezwykłe postacie wcielał się pan później? - W podstawówce parodiowałem Jacka i Agatkę. Teraz jestem dumny, że śmiałem się z tego, iż można założyć dwie piłeczki ping-pongowe na palce i opowiadać dzieciom bajki... Pisałem też sztuki teatralne i... bezczelnie obsadzałem się w trzech rolach równocześnie.
• 90-sekundową walkę Gołoty skomentował pan 40-minutowym skeczem. A gdyby Gołota przegrał już po 30-sekundach? - Trwałoby to 13 minut i 20 sekund. Teraz mam monolog o tym, że można w najmniej spodziewanym momencie "pozabierać wszystkie zabawki" i... pójść do domu.
• Satyryk Daniec wciąż podkreśla, że nie interesuje go polityka. Czy prywatnie Dańca polityka też absolutnie nie interesuje? - Prywatnie śledzę wszystko, co "góra" wyprawia. Nie chcę jednak zanudzać widza tą tematyką. O najistotniejszych rzeczach mówię jednak ze sceny, ale bez używania nazwisk i tzw. kopania leżącego.
• W konkursie czytelników "Tele Tygodnia" zdeklasował pan wszystkie znane z polskich mediów postacie. Aktor Reagan został niegdyś prezydentem USA. A jeśli kiedyś dostanie pan propozycję objęcia jakiegoś eksponowanego, niekoniecznie politycznego, stanowiska, to co? - Nieustannie powtarzam, że w Polsce wystarczy wykonać kilkadziesiąt prostych posunięć, żeby żyło nam się lepiej. Niestety, nikt nie ma zamiaru tego zrobić. Zresztą gdybym był "kimś" i potknął się na chodniku, to facet "od chodników" już by u mnie nie pracował! Może więc lepiej, że żadne stanowiska mnie nie interesują.
• Przyznaje pan, że omija jedynie tematy ludzkich ułomności oraz wiary. Pamiętam pański skecz o Murzynie, gdzie wielokrotnie padało określenie: "asfalt". Wszyscy na widowni ryczeli ze śmiechu. Nie przyczepiali się później obrońcy praw człowieka? - Proszę pamiętać, że to nie JA, tylko Kogut używał tego okrślenia. Jestem pewien, że wszyscy odczytali to jako parodię słownictwa tzw. kibiców.
• W tym roku obchodzi pan 25-lecie swoich wąsów. Czy zamierza pan jakoś to uczcić? - Tak! Zgolę je.
• Czy gdyby Lech Wałęsa chciał założyć klub wąsaczy, zapisałby się pan do tego klubu? - Kiedyś było mi "po drodze" z panem Wałęsą, ale nie z powodu wąsów...
• Oprócz wąsów, z Wałęsą ma pan jeszcze coś wspólnego. Kto zwyciężyłby w ping-pongowym meczu: Daniec, czy Wałęsa? - Ze względu na to, że Lech Wałęsa 21 lat temu zafundował nam jeden z najpiękniejszych dni na tej planecie, dałbym mu wygrać!
• Zagranie w filmie i występ sceniczny to dwie inne rzeczy. Wiem, że padają propozycje występu w komediach i któraś z nich zostanie w końcu przez pana przyjęta. Będzie to bliższe Benny Hilla, Jasia Fasoli, czy Monty Pythona? - Powinno to być najbliższe Mellowi Brooksowi. Zawsze interesują mnie dobre dowcipy słowne oraz sytuacyjne. Bez dziur w butach, łat na łokciach, bez głupich min i głupich kroków. Przy okazji: proszę przekazać panu Politowi, że gdyby choć raz obejrzał mój program wiedziałby, że jest w nim parę mądrych min./*
Pytania zadawał: Szczepan Sadurski.
/* - aluzja do wierszyka zamieszczonego na okładce styczniowego (2001) n-ru czasopisma Twój Dobry Humor. Przeczytaj inne wywiady
|
|
|
|