Wywiad ze Szczepanem Sadurskim

Szczepan Sadurski satyryk karykaturzysta

Ze Szczepanem Sadurskim – rysownikiem i satyrykiem – Szefem Wydawnictwa Superpress, redaktorem naczelnym Dobrego Humoru rozmawia Damian Jarosz.

Wywiad z początku XXI wieku – dla istniejącego wówczas portalu Yoyo

DJ: Jak rozpoczęła się pana przygoda z satyrą i rysunkiem?

• Podobno nieźle rysowałem zanim jeszcze zacząłem chodzić! Ale czy tak rzeczywiście było tego nie pamiętam, bo pamięć ludzka tak daleko nie sięga. Potem był podstawówka, kiedy to zamiast biegać z kolegami po boisku wolałem rysować wesołe historyjki. Nic dziwnego, że zadebiutowałem bardzo wcześnie, w wieku 14 lat. Był to komiks o kosmicie podróżującym po galaktyce w poszukiwaniu smacznego, świeżego chleba. Wkrótce moje rysunki i komiksy zaczęły ukazywać się w Kurierze Lubelskim (pochodzę z Lublina), a w 18. urodziny zobaczyłem swój pierwszy rysunek w słynnych Szpilkach, co było wstępem do moich dalszych osiągnięć.

DJ: Czym powinien kierować się satyryk w swojej pracy?

• Satyryk to specyficzny zawód. To dziennikarstwo, ale niepoważne. Najważniejsze, to mieć oczy i uszy szeroko otwarte czyli interesować się wszystkim co dzieje się wokół i wyciągać z tego oryginalne wnioski. Takie, którym zwykłym ludziom nie przyszłyby do głowy. Na końcu wystarczy to przelać na papier i czekać czy kogoś to zainteresuje lub rozweseli. Proste, nie?

DJ: Satyryk pełni funkcje edukacyjne? Czy może, tworzy w myśl hasła – sztuka dla sztuki?

• Jest kilku satyryków traktujących swoją twórczość jako misję, ważne posłannictwo. Ale tak nie jest; satyryk nie jest w stanie swoją twórczością zmienić świata. On ma tylko komentować to co się dzieje wokół. A twórczość satyryczna to tylko rozrywka. Edukację zostawmy specjalistom, np. nauczycielom.

DJ: Dziennikarze kierują się kodeksem etyki, a satyrycy?

• Każdy człowiek, każdy satyryk jest inny i każdy sam sobie zakreśla granice, których nie powinien przekroczyć. Generalnie jednak satyrycy mogą sobie pozwolić w swojej twórczości na więcej swobody niż inni twórcy. Wiadomo, że to co mówi satyryk zawsze przyjmowane jest z przymrużeniem oka czyli średnio poważnie.

DJ: Czy zawód satyryka powinien być jakoś szczególnie unormowany np. w osobnych przepisach prawnych?

• Na szczęście satyrycy podlegają tym samym uregulowaniom prawnym, co wszyscy inni obywatele. Niestety ostatnio ich działania, ich twórczość coraz częściej trafiają na sądową wokandę i do prokuratury. Cóż, nie każdy ma poczucie humoru.

DJ: Czy zawód satyryka, jest obecnie zawodem niebezpiecznym?

• Bycie satyrykiem to nieustanne narażanie się innym ludziom i grupom osób. Oczywiście nie mam tu na myśli humorystów tworzących niewinne żarty, ale typowych satyryków, ironizujących, ośmieszających ludzką głupotę oraz idiotyczne działania np. urzędników i polityków. Dobry satyryk ma tyle samo przyjaciół, co i wrogów.

DJ: Ostatnio sądy skazują dziennikarzy za pisanie źle o władzy – czy satyrycy też mogą stać się grupą – niewygodnych? A co za tym idzie trafiać do więzień?

• Przypadek dziennikarza z Polic, którym został niedawno skazany na więzienie za swój artykuł jest wyjątkiem. Satyrycy mogą być karani np. finansowo, ale nie sądzę aby w XXI wieku chciano ich wsadzać do polskich więzień. Jest jednak kilka niezbyt demokratycznych państw, które chcą utemperować twórczość satyryczną. Jeden z rysowników tureckich trafił do więzienia za swój rysunek, na Białorusi o mało nie zamknięto gazety za to, że wydrukowała kilka dowcipów o prezydencie Łukaszence.

DJ: Od 1991 roku wydaje pan wiele satyrycznych czasopism – czy ciężko stać się liderem rynku?

• Liderem jest zostać łatwo, o wiele trudniej jest być nim przez długi okres czasu. Mnie się to udaje już od kilkunastu lat.

DJ: Czy czuje się Pan trochę monopolistą w wydawnictwach z dziedziny humor?

• Och, nie. Jest jeszcze paru innych wydawców. Tak się jednak składa, że choć wielu z nich próbowało, żaden z nich nie nawiązał dotąd równorzędnej walki. Czytelnicy wiedzą co dobre, ich nie tak łatwo oszukać. Mogą kupić jeden, dwa numery, ale jeśli pismo jest słabe, trzeciego numeru już nie kupią.

DJ: Został Pan posądzony o szerzenie nienawiści do czarnoskórych mieszkańców Ziemi, publikując kawały o Murzynach – jak odnosi się pan do tej sytuacji?

• To była paranoja. Bohater dowcipów obraził się na czasopismo „Dobry Humor” i chciał z tego powodu 100.000 złotych. Twierdził, że gdy wygra, podzieli się tą kwotą z innymi Murzynami. Gdyby wygrał, nastałyby ciężkie czasy nie tylko dla satyryków i wydawców wesołych czasopism, ale dla zwykłych „opowiadaczy dowcipów”. Do sądów ruszyłyby blondynki, policjanci, krasnoludki i bohaterowie innych dowcipów. Także miliony innych Murzynów, bo wystarczyłoby w sądzie powiedzieć, że „Obraził mnie jakiś dowcip, więc chcę dostać za to pieniądze”. Na szczęście polskie sądy nie dały się na to nabrać, Murzyn przegrał z we wszystkich kolejnych instancjach, z Sądem Najwyższym włącznie.

DJ: Był Pan też atakowany przez prawników Adama Małysza, za rysowanie jego karykatur bez jego zgody – jak ocenia Pan tę sytuację?

• Po upublicznieniu przeze mnie w Internecie pisma od prawników, ruszyła w mediach lawina publikacji. Wypowiadali się najlepsi specjaliści od prawa prasowego i autorskiego. Wszyscy dali do zrozumienia, że Adaś może spadać na drzewo. To chyba przekonało jego przedstawicieli, że zrobili z siebie idiotów, więc na jednym piśmie się skończyło. Był to pierwszy na świecie przypadek, kiedy publiczna osoba zabrania rozpowszechniania dowcipów i rysunków, których jest bohaterem.

DJ: Kto jest najlepszym obiektem do żartów? Czy tylko grupa zajmująca się polityką?

• Nie ma grup ludzi bez wad i nie popełniających głupstw. Jako satyryk uważam, że nie może być tematów tabu i świętych krów, których satyryk nie może ruszyć. Śmianie się z polityków jest łatwizną, nie trzeba tu wielkiej finezji. Może dlatego coraz mniej satyryków bierze się za ten temat.

DJ: Jest pan przewodniczącym Partii Dobrego Humoru (PDH). Czemu ma służyć taki happening?

• Przede wszystkim to wesoła zabawa – chyba nie było dotychczas organizacji międzynarodowej, grupującej osoby z poczuciem humoru, propagującej optymistyczny styl życia. Fakt posiadania poczucia humoru jest niezależny od miejsca zamieszkania i języka jakiego na co dzień się używa. To jedna z nielicznych cech odróżniająca nas od zwierząt. Poprzez powstanie PDH chciałem uporządkować polską scenę polityczną. Dotychczas nie było wiadomo co w polityce dzieje się na serio, a co jest robione „dla jaj”. Wielu poważnych polityków zachowuje się jak satyrycy, a przecież polityka to poważna rzecz. Niech odtąd Partia Dobrego Humoru zajmuje się śmiechem, a poważani politycy niech działają na serio, bo od tego oni są.

DJ: Czy według Pana satyra często wykorzystywana jest w walce politycznej?

• Satyra to jeden z najpoważniejszych oręży współczesnego świata. Potrafi być tak celna, że może zniszczyć człowieka. Na szczęście w polskiej polityce nie jest używana zbyt często. A może ci którzy chcieliby użyć tego oręża nie umieją go wykorzystać?

DJ: Czy nie odnosi Pan wrażenia, że Internet jako nowe medium pozwolił na wymknięcie się satyrze spod jakichkolwiek reguł?

• Internet traktowany jest przez wiele osób jako najmniej ważne medium. Przegrywa z prasą, telewizją i radiem. Każdy może zrobić swoją stronę i dać na niej to co chce. Gdy Internet stanie się popularniejszy i będzie można na nim zarobić tyle co w tradycyjnych mediach, znajdzie się tu miejsce dla specjalistów także z dziedziny satyry. Wtedy podniesie się poziom internetowych stron satyrycznych. Obecnie królują amatorskie serwisy tworzone przez młodzież, z dowcipami i obrazkami. Na tle serwisów amatorskich takie serwisy jak Sadurski.com czy DobryHumor.pl wyglądają jak by były z innej bajki.

DJ: Przyszłość humoru, satyry i rozrywki to według Pana…?

• To stanie się wówczas, gdy Internet będzie ogólnodostępny i będzie duża łatwość w płaceniu za różne usługi, czyli stanie się zwykłym miejscem dla każdego z nas. W każdej chwili, jedynym przyciskiem klawisza będzie można zamówić na przykład za dostęp do interesującego nas zestawu tekstów, obrazków, filmów, itp. Liczę też na reklamodawców. Biznes jest tam gdzie jest duża liczba potencjalnych klientów, niezależnie od tego czy interesują się finansami, motoryzacją, czy humorem.

DJ: Dziękuję za rozmowę.

Spodobało się? UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on VKEmail this to someone