Satyra i paragraf

sąd prawo teściowa ciekawostki temida

W ostatnich latach polskie sądy i prokuratura coraz częściej decydują o tym co w twórczości satyrycznej jest zabawne, a co nie jest. Coraz częściej dochodzi do spięć linii: twórczość satyryczna – prawo. Kiedyś był urząd cenzury, teraz każdy satyryk może mówić, pisać i drukować co zechce, a funkcje cenzury przejęły sądy i prokuratura, a także KRRiT. Czasami w roli cenzora występują poprawnie politycznie media.

Jak w każdym demokratycznym państwie, jeśli komuś nie podoba się np. jakieś działanie satyryczne, utwór, czy sformułowanie satyryka – może go podać do sądu, donieść na niego do prokuratury, lub straszyć podjęciem działań prawnych. Poniżej najsłynniejsze tego typu historie z ostatnich lat.

• 1997-2000. Studiujący w Polsce Kameruńczyk Samuel F. złożył doniesienie do prokuratury o ściganie miesięcznika Dobry Humor za opublikowane w jednym z numerów dowcipów i rysunków o Murzynach. Po oddaleniu sprawy przez prokuraturę, Samuel F. (wspierany wkrótce przez Fundację Helsińską) wystąpił do sądu, żądając od wydawcy przeprosin oraz wypłaty 100.000 zł zadośćuczynienia (wówczas równowartość ok. 25.000 USD). O sprawie stało się głośno po publikacji na 1 stronie „Gazety Wyborczej” w 1998 roku. Ta historia oraz sprawa sądowa opisywane były przez szereg polskich mediów. Do opublikowanych dowcipów niektórzy usiłowali dorobić… rasistowską ideologię. Pod petycją pewnego stowarzyszenia podpisało się szereg intelektualistów, a nawet jeden z ministrów ówczesnego rządu. Wydawca Dobrego Humoru wygrał we wszystkich kolejnych instancjach, włącznie z Sądem Najwyższym. Materiał na temat sprawy, wyprodukowany przez TVP, do którego kręcono materiały w kilku miejscach Polski, nie został wyemitowany do dziś. Poprawne politycznie media (głównie prasa) informujące o sprawie, ani w trakcie sprawy sądowej, ani po jej zakończeniu, nie chciały rozmawiać z przedstawicielami „rasistowskiego” wydawnictwa, wydając własny wyrok. t

• 1996-2001. Przed oblicze sądu trafia Stanisław Tym, a skarżącym jest prokurator Gorzkiewicz. O co chodzi? W roku 1996 w swoim felietonie opublikowanym we „Wprost” Tym w satyryczny sposób opisał sprawy związane z głośną wówczas sprawą „Olina” (agentem KGB „Olinem” miał być rzekomo premier Józef Oleksy). Skarżącym Tyma jest Gorzkiewicz, prowadzący sprawę „Olina”. W felietonie pod adresem Gorzkiewicza Tym użył m.in. sformułowań: „prokuratorzyna”, „zezowaty, umysłowy prokurator, który wąsy zapuścił i udaje, że jest dorosły”. Sprawę umorzono ze względu na „znikomą szkodliwość społeczną”, sąd jednak uznał że Tym przekroczył granicę dozwolonej satyry.

• Wojciech Cejrowski w jednym ze swoich satyrycznych programów powiedział na temat prezydenta RP: „Aleksander Kwaśniewski to pulpeciarz, który swoim tłustym dupskiem bezcześci urząd prezydenta”. W 1999 roku sąd skazał Cejrowskiego na zapłatę grzywny w wysokości 3.000 zł.

• Rok 2002. Prawnicy działający na zlecenie przedstawicieli Adama Małysza zażądali wycofania ze sprzedaży publikacji „103 najlepsze dowcipy o Małyszu” oraz publicznych przeprosin. Publikacja ta miała według nich naruszać dobra osobiste Małysza. Przedstawiciele Małysza dawali do zrozumienia, że przed publikacją chcą konsultować dowcipy w których występuje nazwisko Małysz oraz rysunki satyryczne z jego podobizną. Sprawa była szeroko komentowana przez polskie media, pomysł cenzurowania dowcipów i rysunków został skutecznie ośmieszony, a najlepsi specjaliści od prawa prasowego wypowiadający się w mediach zgodnie mówili, że osoba publiczna nie ma szans, aby zabronić publikacji dowcipów i karykatur których jest bohaterem. Do sprawy sądowej nie doszło, a niedługo potem ukazała się  druga część publikacji. Tym razem bohaterem dowcipów i rysunków był… Dadam Nałysz.
Niedługo potem miała miejsce w Wiśle wystawa rysunku satyrycznego o  skokach narciarskich. Autorka, po konsultacji z przedstawicielem Małysza, zdecydowała się usunąć z ekspozycji rysunki, na których było nazwisko Małysz, pozostawiając imię: Adam lub słowo: skoczek. Ekspozycję obejrzał prezydent Aleksander Kwaśniewski, nie wiedząc, że była ona „ocenzurowana”.

• Rok 1999. Do kiosków w całej Polsce trafił pierwszy numer pisma satyrycznego „Kościotrup” (100.000 nakładu), Wydawnictwa Humoru Satyry Superpress. Do niektórych gazet trafiają reklamy z okładką tego numeru. Na okładce była karykatura: Marian Krzaklewski ze sztućcami w dłoniach nad talerzem na którym leży Polska, mówiący: SOLI (napisana tak, jakby to był początek charakterystycznego napisu-logo Solidarności). Druku płatnej reklamy (okładka + tekst: Pytaj w kioskach) odmówiła „Gazeta Wyborcza”, bez podania powodu (w świetle prawa prasowego redakcja nie musi tego robić).
Reklama trzeciego numeru pisma (na okładce Lepper z kosą mówiący: Polskę trza nalepperować) znów nie mogła ukazać się w „Wyborczej”. Także w dzienniku „Życie” i regionalnej gazecie „Nowa Trybuna Opolska”. Żadna z gazet nie podała powodu odmowy druku reklamy. Zastrzeżenia do reklamy (hasło reklamowe wraz z logo czasopisma drukowanego co tydzień przy krzyżówce) miał też red. naczelny „Życia Warszawy”.

• Rok 2000. Rysownik Henryk Cebula zorganizował cykl wystaw, z okazji 25-lecia swojej działalności artystycznej. Jedna z wystaw – w Sieniawie, rodzinnej miejscowości satyryka, zawisła w holu miejscowego ratusza. Szybko jednak znikła po tym, jak przedstawiciele Stowarzyszenia Civitas Christiana złożyli doniesienie do prokuratury. Fragment pisma do prokuratury: „Zetknęliśmy się z twórczością minionej epoki zniewolenia, ideologii komunizmu z nastawieniem antychrześcijańskim. Obok tego liczne wątki wulgaryzmów i pogardy dla symboli narodowych Polaków, nakazują zastanowić się, czy ma to coś wspólnego z kulturą”.

• Rok 2000. Przed Bożym Narodzeniem na billboardy reklamowe trafiła reklama internetowego serwisu aukcyjnego Aukcja.com. Był na nim rysunek humorystyczny: postać przypominająca św. Mikołaja goni ubraną w kostium kąpielowy dziewczynę, niżej podpis: „Święty jest zajęty. Sam kup prezenty”. Billboard uraził uczucia religijne jednego z mieszkańców Warszawy, który złożył doniesienie do prokuratury. Uzasadnienie? Święci nie ganiają za panienkami. Sprawę umorzono.

• Rok 2003. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał werdykt w sprawie: Wydawnictwo Iskry vs Adam Małysz. Przedstawiciele Małysza mieli za złe wydrukowanie w książce „Adam Małysz-Batman znad Wisły” prywatnych zdjęć skoczka oraz dowcipów, które nazwali „niewybrednymi”. Wyrok sądu: Iskry mają zapłacić 5 tys. zł i przeprosić skoczka za umieszczenie w książce zdjęć bez jego zgody. Nie muszą natomiast przepraszać za dowcipy. W uzasadnieniu wyroku napisano: „Trudno przyjąć, by formuła dowcipu, która wymaga pewnego przymrużenia oka, mogła naruszać czyjeś dobra osobiste”.

• Marzec 2006. Zaproszony do radia TOK FM rysownik satyryczny Marek Raczkowski i szef tygodnika „Nie” Jerzy Urban dyskutowali na temat granic wolności słowa. Raczkowski powiedział: „Przy tej ilości kup na trawnikach w Warszawie (…) Muszę się państwu przyznać, że z obecną tu Agnieszką wetknęliśmy ostatnio 70 malutkich biało-czerwonych flag w kupy na trawnikach w Warszawie”. Ta wypowiedź i późniejszy komentarz Urbana sprawiły, że do KRRIT trafiła skarga o ukaranie radia; było też zgłoszenie do prokuratury. Potem Kuba Wojewódzki w swoim telewizyjnym show prowokacyjnie zachęcił Raczkowskiego, aby wetknął w plastikową kupę flagę biało-czerwoną. Ta sprawa też trafiła do prokuratury, a wkrótce została umorzona.

• Listopad 2009 r. Stowarzyszenie gejowskie podało do sądu dziennik „Rzeczpospolita”, który kilka miesięcy wcześniej opublikował m.in. rysunek satyryczny Andrzeja Krauze z kozą, na temat związków homoseksualnych. Rozpoczyna się tzw. „Kozia wojna”.

• Styczeń 2010 r. Do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji trafia skarga w sprawie wypowiedzi satyryka Andrzeja Czeczota, który (jak na ironię losu) na antenie radia TOK FM mówił o wolności słowa.

Na deser coś ze świata

• Rok 2000. Egipski rysownik Essam Hanafy trafił do więzienia po tym, jak narysował jeden ze swoich rysunków (wieczne pióro w celi więziennej). W Internecie zorganizowano międzynarodową akcję polegającą na wysyłaniu do władz egipskich maili z żądaniem uwolnienia rysownika.

• Białoruś, rok 2003. Zastępca red. naczelnego gazety „Narodnaja Wola” tłumaczy się w Prokuraturze Generalnej z dowcipu opublikowanego w numerze primaapilisowym. Był to dowcip, jakoby Saddam przybył na Białoruś i otrzymał tu azyl polityczny. Prokuratura uznała, że gazeta naruszyła ustawę o druku, która wymaga podawania prawdziwych informacji. Gazeta otrzymała upomnienie. Dwa upomnienia są na Białorusi jednoznaczne z likwidacją gazety.

• Bośnia, sierpień 2003. W świetle ustanowionego nowego prawa, związanego z równouprawnieniem obu płci, zakazano opowiadania bardzo popularnych tu dowcipów o blondynkach. Odtąd każda blondynka może podać do sądu każdą osobę opowiadającą dowcipy o blondynkach i sprawę tę, jak się należy spodziewać, na pewno wygra. Nieco wcześniej dla gazety „Nezavisne Novine” wypowiedziała się Savima Terzic, dyrektor Międzynarodowego Towarzystwa Praw Człowieka: „Prawo powinno pozwalać blondynkom pozywać każdego, kto opowiada o nich dowcipy”.

• Brazylia, rok 2010. W lipcu weszły w życie przepisy wprowadzone przez Najwyższy Trybunał Wyborczy. Zakazują one w jakikolwiek sposób do poniżać lub ośmieszać kandydatów, partii politycznych lub koalicji, w trakcie kampanii wyborczej. Chodzi m.in. o satyrę podczas programów telewizyjnych i radiowych, ale też o umieszczanie satyrycznych fotomontaży. Satyrycy protestują.

Informacje na Sadurski.com od dawna, od jakiegoś czasu nie były uzupełniane

Spodobało się? UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on VKEmail this to someone