PiSiory i POpaprańcy – czyli satyra epoki PiS

satyrycy pis platforma rząd opozycja władza

Satyrycy, władza, rząd. Od czego zależy poczucie humoru Polaków

Podziały wewnątrz polskiego społeczeństwa są obecnie tak duże, że jeszcze kilka lat temu nikt o zdrowych zmysłach nie był w stanie tego przewidzieć. Kubły pomyj rozlewają się na każdego, kto ma konkretne zdanie na temat obecnej polityki i życia w Polsce. Zarówno tych, którzy (wciąż są tacy) kompletnie nie interesują się polityką, jak i tych którzy nie są ani zwolennikami PiS, Kaczyńskiego i Dudy czyli generalnie obecnego obozu władzy, ani równocześnie nie lubią Platformy, opozycji i kogokolwiek kto publicznie zabiera zdanie na tematy społeczne i polityczne. Ci, którzy nie mają zdania, uważają że „i tak jakoś będzie” albo po prostu obawiają się zabierać głosu na tematy politycznie drażliwe (bo mają pracę, znajomych, po prostu żyją wśród ludzi o różnych sympatiach politycznych) zdarza się, że też obrywają. Nawet w najmniej oczekiwanym momencie i z najmniej oczekiwanej strony, na przykład od osoby którą cenili i do której mieli sympatię oraz zaufanie.

Obie strony politycznego i publicznego sporu zajęły miejsca po dwóch stronach wzmacnianych codziennie okopów, ostrzą bagnety i ani myślą ustąpić o krok. Oczywiście takie tezy oburzają skrajnych zwolenników obu stron. Przecież to oni bezsprzecznie mają rację i nawet nie ma już potrzeby o tym dyskutować. Jesteśmy MY i ONI. Walka trwa i po drodze obrywa się tym, którzy nie są ani „mymi” ani „onymi”. Topnieją więc szeregi tych, którzy dotychczas nie byli ani po jednej, ani po drugiej stronie. Reszta nie chce mieszać się do polityki i zajmować jakiegokolwiek stanowiska w ważnych dla kraju i społeczeństwa sprawach.

Wojna. Nie brać jeńców

Walka polityczna, jaką zafundowali Polsce politycy zwycięskiej partii oraz pozostałych (a wcześniej wyborcy, bo zagłosowali tak a nie inaczej albo znów nie chcieli pójść do urn) rozlewa się na kolejne obszary naszego życia. Mamy nie tylko coraz ostrzejsze wypowiedzi polityków, ale też dziennikarzy. Używają coraz dosadniejszych określeń zarówno w publikowanych (przez media „naszych” i „onych”) tekstach, jak i w swoich prywatnych wypowiedziach w mediach społecznościowych. A każda reakcja budzi reakcję i okopu obu stron są coraz bardziej głębsze. To samo dzieje się w innych społecznościach. Wypowiedzi ludzi kultury, prawa, i tak dalej. W każdej społeczności są zwolennicy jednych i drugich.

Szczególnie ostre wypowiedzi można zaobserwować w portalach społecznościowych, szczególnie tych gdzie łatwo i szybką reakcję na wypowiedź politycznego wroga. Kiedyś hejterzy wypowiadali się pod pseudonimami, komentując testy na portalach. Nikt już się nie patyczkuje, na Facebooku pod własnym imieniem i nazwiskiem można przeczytać obelgi pod adresem politycznych adwersarzy, których nie znamy osobiście. Takie dyskusje wywołują ostre spory, szybko kończące się zablokowaniem osoby, która nie tylko ma odmienne poglądy, ale wyraża je w sposób dosadny i obraźliwy.

Oczywiście to „my” zawsze mamy rację, a „oni” to idioci. Polityczne, publiczne dysputy przedstawicieli obu stron barykady mają czasem zabarwienie satyryczne i humorystyczne. Wiadomo – satyra to potężna broń i umiejętnie używana, potrafi wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Dlatego tak chętnie używane są pejoratywne określenia o charakterze niby-humorystycznym, które mają zdyskredytować rywali. Mamy więc POpaprańców, Palikmiotów, Tuskomatołków i PiSiorów, Kooruskich – to tylko niektóre przykłady takich określeń. W zażartej dyskusji padają co chwila, mają ośmieszyć przeciwnika i oczywiście wzmacniają spiralę nienawiści wśród dyskutantów – pod warunkiem, że jeszcze mają ochotę dyskutować.

Prawi satyrycy

Wśród grup zawodowych i społecznych, które chcąc czy nie chcąc uczestniczą w aktualnych politycznych sporach, są także satyrycy oraz osoby które co jakiś czas zajmują się lub kiedyś zajmowały się twórczością satyryczną. Na przedwyborczych konwencjach PiS występował Janusz Rewiński (ur. 1949) młodszym znany jako „Siara” z filmu Kiler, nieco starczym jako skaut piwny i przewodniczący Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, która wraz z nim w 1991 r. wesoła do Sejmu. Coraz ostrzejszy ton wypowiedzi, mających coraz mniej wspólnego z satyrą ma Jan Pietrzak (ur. 1937) – kultowa postać sceny kabaretowej (Hybrydy, Kabaret Pod Egidą), autor okrzykniętej w stanie wojennym drugim hymnem pieśni „Żeby Polska była Polską”. W 1995 r. oficjalnie i całkiem na poważnie startował w wyborach na prezydenta RP obrażając się, gdy ktoś mówił, że to jego kolejny żart. Obecnie publikuje w prawicowych mediach i jest gorącym zwolennikiem obecnej władzy. Podobnie Marcin Wolski (ur. 1947) – pisarz, radiowiec, ale najbardziej znany jako satyryk. W ostatnich latach określił się politycznie po stronie obecnej władzy i jest coraz wyżej w prawicowej hierarchii, dyrektorując Programowi I Polskiego Radia, a aktualnie TVP2. Ryszard Makowski (ur 1955) zasłynął szerszej publiczności z występów z kabaretem OT.TO, potem trafił do Domu Kultury na warszawskiej Pradze które traktował jako polityczna zsyłkę Platformy Obywatelskiej. Obecnie główna postać „Studia Yayo” – satyrycznego programu w TVP3, któremu wielu zarzuca polityczną stronniczość, a nawet niskie loty poziomu humoru. Nie tylko wyżej wspomniani satyrycy zaangażowali się po stronie obecnej władzy, ale to oni dali jej swą twarz.

Nieprawi satyrycy?

Po drugiej stronie sporu politycznego nie widać konkretnych nazwisk i twarzy znanych satyryków, przynajmniej oficjalnie. Ale zwolennicy obecnej władzy nie lubią, jak się ją krytykuje i ośmiesza, więc mają swoje zdanie. Każdy twórca, który ośmieli się stworzyć ten czy inny utwór satyryczny komentujący poczynania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, obecnego szefa MON Antoniego Macierewicza, prezydenta Andrzeja Dudy, a nawet Bartłomieja Misiewicza – 26-latka odznaczonego orderem i przez chwilę zasiadającego w świetnie płatnych radach kilku spółek Skarbu Państwa – ma przechlapane u zwolenników PiS. Zaczyna się od kąśliwych uwag, które szybko przeradzają się w personalne ataki na satyryków.

Dostaje się satyrykom za to, że trzymają rękę na pulsie aktualnych wydarzeń i dobrze wykonują swój zawód. Zawsze tak było, nie tyko w Polsce i nie tylko w ostatnich latach, że satyrycy komentowali poczynania władzy. Jedna ze stron politycznego sporu o tym zapomniała. Zwolennicy PiS woleliby, aby wszyscy satyrycy przeszli na ich stronę, zaakceptowali ich sposób widzenia świata, włącznie z akceptacją teorii o spisku i zamachu pod Smoleńskiem. Wtedy byliby „dobrymi” satyrykami”, którzy stanęli po „właściwej stronie”.

– Dlaczego ciągle rysuje pan Kaczyńskiego, Dudę, PIS? Przecież jest jeszcze Tusk, Platforma, Kijowski, Petru, Rzepliński? – słyszę co chwilę, właśnie od zwolenników obecnej władzy. Zwolennicy PiS i władzy zdają się dostrzegać wyłącznie satyrę, której bohaterami (zwykle niekoniecznie pozytywnymi) są ich polityczni idole. Według nich, władza nie zasługuje, aby przedstawiać ją tak, jak robią to satyrycy uznawani od zawsze za satyryków nie stojących po żadnej ze stron obecnego sporu. Jeśli są obiektywnymi komentatorami – powinni równie często komentować działania opozycji.

Znikająca opozycja

Problem jednak w tym, że opozycja i to na własne życzenie, w zasadzie przestała istnieć, do tego znikła z publicznej (w zasadzie rządowej) telewizji. Jeżeli już o przedstawicielach opozycji mówi się w Wiadomościach TVP albo czyta się w prawicowych (obecnie prorządowych) mediach – to wyłącznie wtedy, aby jej przyłożyć. Ci, którzy karmią się wyłącznie informacjami w telewizji publicznej orz czytają sztandarową prasę prawicy – mają skrystalizowane poglądy polityczne. Wiedzą że cała opozycja, to „komuniści i złodzieje” Lech Wałęsa zawsze stał tam „gdzie stało ZOMO”, że (do niedawna) prezes Trybunału Konstytucyjnego Rzepliński to zdrajca, że na pokładzie Tupolewa na 110 procent był zamach. Mając obecnie taką „wiedzę” łatwo zostać poprawnym polityczne satyrykiem. Albo dziennikarzem, sędzią, wojskowym, i tak dalej. A jak dobre pójdzie, można nawet załapać się na stanowisko w jednej ze spółek Skarbu Państwa.

Niezależny czy zależny satyryk?

Osoby, które w portalach społecznościowych starają się być obiektywne i nie wypowiadać się po żadnej z dwóch stron, obie strony traktują podejrzanie. Podobnie jest z satyrykami. Każdy kabaretowy skecz, rysunek, felieton, każda wypowiedź – nie spodoba się albo jednej albo drugiej stronie. Satyryk który w swojej twórczości stara się być ponad wszystkim, zawsze będzie „naszym” albo „wrogiem” – w zależności od tego, kto właśnie został bohaterem jego satyry. Satyrycy niezależni są obecnie zwalczani przez obie strony, bo mają odwagę stawać po stronie rozumu. Bo komentują tego polityka, kto w danym momencie coś zrobił i powiedział i nie było to zbyt rozsądne, więc należy to satyrycznie skomentować. Bezpieczniej jest być satyrykiem poklepywanym przez zwolenników tylko jednej z dwóch stron politycznego sporu, jaki trwa teraz w Rzeczpospolitej. Lepiej być tym, który opowiada się po stronie obozu władzy, bo prędzej czy później zostanie to przez władzę dostrzeżone i wynagrodzone. Stąd ostatnio rozkwitają kariery „prawicowych” satyryków.

Niezależny satyryk biorący na warsztat raz władzę, raz opozycję – staje się wrogiem wszystkich. Jest ostro komentowana i atakowana nie jego twórczość, ale on sam, a nawet jego rodzina. Nie należy się więc dziwić, że na wszelki wypadek wielu satyryków bierze na przeczekanie i na wszelki wypadek zapomina o tematach politycznych. Może kiedyś wrócą normalne czasy.

Tekst: (c) Szczepan Sadurski

Szczepan Sadurski sadurski.com satyryk

Ur. 1965. Niezależny satyryk, karykaturzysta i dziennikarz, w polskich mediach komentujący aktualne wydarzenia od wielu lat. W połowie lat 80. był najczęściej publikowanym rysownikiem „Szpilek”, w latach 1991-2012 kierował Wydawnictwem Superpress (m.in. „Dobry Humor”). Miał wystawy w USA, Australii, RPA i Europie. W Nowym Jorku napisano, że jest „jednym z najszybszych karykaturzystów świata”. Publikuje w prasie, nie tylko polskiej. 

Spodobało się? UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on VKEmail this to someone