Smak PRL-u: gumy do żucia Donaldówki

Donald guma balonowa ciekawostki

Osoby pamiętające czasy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i wtedy dorastające, z sentymentem wspominają balonowe gumy do żucia z Pewexu

Pewexy, to sieć luksusowych sklepów w socjalistycznej Polsce, w których nie można było nic kupić za złotówki. W kasach przyjmowano wyłącznie dolary lub bony towarowe. Kupon przypominający mały banknot, wartości prawie tej samej jak USD. Nominalnie tej samej. Skąd u zarabiających w złotówkach Polaków dolary oraz bony i dlaczego władze założyły takie elitarne sklepy – to temat na oddzielny tekst.

Jeansy z Pewexu

Oprócz deficytowych towarów czyli takich, których nie można było kupić w innych sklepach, w Pewexie były m.in. jeansy. Za tymi kapitalistycznymi spodniami wyprodukowanymi za „żelazną kurtyną” czyli na Zachodzie, wzdychali wszyscy. A przynajmniej młodzież. Założyć jeansy-wycieruchy i pokazać się w towarzystwie – to było coś!

Młodsi marzyli jednak nie o jeansach, lecz o tańszych Donaldówkach. Donaldówy to gumy do żucia, sprzedawane w Pewexach bodaj za 35 centów za opakowanie, w którym było 10 sztuk. To był prawdziwy smak Zachodu!

bony dolar bon PRL ciekawostki Pewex

Bon towarowy wartości 20 centów USA. PRL ciekawostki

Donald lepszy, bo amerykański

Polskie dzieci znały Donalda i inne postacie Walta Disneya z kreskówek puszczanych w TVP. Zresztą innych stacji telewizyjnych wtedy nie było. Na co dzień dla dzieci były Dobranocki i kreskówki polskie, za to w święta i czasem też w niedziele był Kaczor Donald i jego koledzy. Zdarzało się, że na emisję czekały przed telewizorami całe rodziny. Kaczor Donald w polskiej telewizji – to było wydarzenie.

Kreskówka z postaciami Disneya była produktem lepszym od swojskiego, bo wyprodukowano ją w USA. W miejscu, który dla wielu Polaków było niczym raj. Polacy marzyli wówczas o paszporcie, który umożliwiłby jakąkolwiek podróż na Zachód. Tego zaszczytu w socjalistycznym kraju doznawali tylko nieliczni.

Postacie z kreskówek Disneya były bardziej kolorowe od naszych i miały ciekawsze przygody. Tak wtedy dzieciom się wydawało, bo wszystko co z Zachodu, było lepsze. Nie inaczej było z Donaldówami.

Przyjemny w dotyku papierek z dzióbkiem Donalda i nieziemski zapach, jeszcze zanim gumę wyjęło się ze środka. I guma, z której można było robić balony! Polskie gumy w cienkich listkach były w „normalnych” sklepach spożywczych, ale takiego smaku i zapachu nie miały. W dodatku próba zrobienia z nich balonika, zwykle kończyła się niepowodzeniem. To nie było to.

Zanim gumę z wizerunkiem Donalda (były w 4. kolorach: czerwony, zielony, niebieski i żółty) wzięło się do ust, koniecznie trzeba było obejrzeć historyjkę czyli mini-komiks. To był rytuał taki sam, jak kupowanie wtedy „Świata Młodych”. Każdy lekturę zaczynał od komiksu na ostatniej stronie, obojętnie czy był tam Tytus, Kajko i Kokosz, Kleks czy inny bohater.

Rozpakowując Donalda, każdy z podnieceniem czekał na kolorowy papierek zgięty na kilka razy. Była na nim dowcipna przygoda z psem Pluto, kaczorem Donaldem lub innymi postaciami Walta Disneya. Bez żadnego tekstu, więc każdy dzieciak od razu kumał gdzie jest żart czyli puenta 3- lub 4-obrazkowego komiksu.

Donald guma balonowa do żucia donaldówka

Kolekcja historyjek z gum do żucia sprzed lat. Donald, Fix und Foxi (na dole z lewej)

Kolekcjonerzy historyjek

Historyjek do uzbierania było dużo, ponad setka. Niestety co jakiś czas się powtarzały, a przecież każdy kolekcjoner chciał mieć każdą inną historyjkę. Wtedy wymieniało się z innymi kolekcjonującymi historyjki dzieciakami, uzupełniając swoją kolekcję. Niektórzy mieli klasery na znaczki pocztowe, w których trzymali swoją kolekcję.

Wtedy nie było Internetu, nikt o tym nie pisał, więc nikt nie wiedział ile tych historyjek można było uzbierać. Teraz wiadomo, że w latach 70. seria miała 108 historyjek (miały większy rozmiar, nad komiksem było logo z napisem DONALD). Druga seria z innymi historyjkami (lata 80.) liczyła 103 wzory.

O ówczesnej popularności gumy Donald świadczy fakt, że Majka Jeżowska śpiewała wówczas piosenkę zatytułowaną „Z Donaldem w kieszeni”. Jej dwa fragmenty:
1) „Bo Donald w kieszeni / Nam humor odmieni”,
2) „Donald potrafi, zaraz sprawi / Że wkoło będzie owocowo”.

Konkurencja dla Donaldów

Szał na balonowe Donaldy próbowała wykorzystać konkurencja, która w którymś momencie się pojawiła. Nikt nie wnikał w szczegóły, ale skoro inne gumy do żucia wyglądały podobnie, a zamiast napisu Donald miały napis: Fix & Fox, to musiał być inny produkt i producent czyli konkurencja. Choć wcale nie musiało tak być. W środku też były historyjki, a ich bohaterami był Fix i Fox (tak się mówiło, choć były to Fix und Foxi). Owo „und” sugerowało, że to produkt niemiecki lub przynajmniej niemieckojęzyczny.

O ile do Polski oprócz kreskówek z Donaldem docierały czasem z Zachodu także komiksy z Donaldem, to Fix und Foxi nad Wisłą nie był znany. Okazuje się, że to też były komiksy, w dodatku tworzone znacznie bliżej Polski. Wydawcą komiksów był Rolf Kauka (1917-2000), prawdziwe nazwisko: Paul Rudolf Kauka, nazywany niemieckim Waltem Disneyem.

Mało kto obecnie pamięta zapach i smak tych gum do żucia (był podobny lub taki sam), jedno jest pewne: też można było robić z nich balony. Jednak polskie dzieci nie znały niemieckich komiksów, więc Fox i Foxi poznały wyłącznie dzięki gumom do żucia. Ani wtedy ani potem, komiksy z tymi postaciami nie trafiły na polski rynek. Chyba szkoda.

Młodzi kolekcjonerzy mieli więc dwie serie z historyjkami. Ale historyjki z Donaldów były wśród kolekcjonerów wyżej cenione. Trzeba też pamiętać, że socjalistyczna władza komiksów nie lubiła i były one traktowane jako sztuka trzeciej kategorii. A skoro komiksów prawie nie można było kupić, ich miłośnicy mieli chociaż mini-historyjki z Donaldem i spółką. To jeden z powodów fenomenu powodzenia Donaldówek nad Wisłą.

Donald guma do żucia balonowa historyjki ciekawostki

Historyjki obrazkowe wyjete z gumy Donald, lata 70. XX wieku

Skąd wzięła się ta moda?

Po raz pierwszy do gumy do żucia kolekcjonerskie karteczki dodawano w latach 30. XX wieku. Amerykańska firma Hamilton Chewing Gum Ltd dołączyła wtedy do gum wizerunki znanych sportowców. Obecnie te karteczki uzyskują na aukcjach 1000 USD za sztukę.

Historia gumy do żucia Donald

Gdyby kiedyś spytać w jakim kraju produkowano Donaldówki, każde dziecko odpowiedziałoby, że w USA. Przecież stamtąd pochodził kaczor Donald. Tymczasem te gumy do żucia produkowała holenderska firma Maple Leaf B.V.

Firmę Maple Leaf (Liść klonowy) założyli w 1948 r. Jules i Robert Markusowie. Do biznesu zainspirował ich fakt, że podczas wojny żołnierze nie tylko chętnie palili papierosy, ale też żuli gumę. W latach 70-ych firma została kupiona przez koncern General Foods, co oznaczało dalszy rozwój i ekspansję na cały świat. Wkrótce w USA zakupiono licencję na wykorzystanie wizerunków z kreskówek Disneya i zaczęto produkować gumę Donald, do której załączane były historyjki. To wtedy produkt trafił do socjalistycznej wówczas Polski.

Guma Donald w XXI wieku

Obecnie w polskich serwisach aukcyjnych można czasem kupić historyjki z dawnych Donaldówek. Nawet za złotówkę od sztuki. Czasem też nierozpakowane opakowania po 10 sztuk, w cenie kilkudziesięciu złotych. Guma raczej nie nadaje się już do żucia, ale w środku na pewno są historyjki.

Kilka lat temu do sklepów Biedronki wróciła produkowana w Turcji guma Turbo. Była sprzedawana w Polsce w latach 90. czyli już po epoce gumy Donald. I podobnie jak o Donaldówkach pisze się, że to obecnie kultowy produkt. Kilka lat temu ktoś wstawił do sieci petycję, która miała spowodować powrót gumy Donald do Polskich sklepów. Petycję poparło zaledwie kilka osób. Lepiej więc nie robić sobie nadziei, że Donaldówki które nie są od dawna produkowane, znów trafią do sprzedaży i do polskich sklepów.

Tekst: (c) Sadurski.com

Zobacz też:
> Guma do żucia ciekawostki
> Historia roweru
> Ciekawostki o pączkach

Spodobało się? UdostępnijShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Pin on Pinterest
Pinterest
Share on VK
VK
Email this to someone
email