Tabloidowe granice absurdu

tabloidy informacje ciekawostki

Kowboj bije polską staruszkę durszlakiem, pobita kiełbasą krakowską, kłótnie z transformatorem, ofiara chińskiej latarki… – czyli zamiast tabloidów mamy pisma satyryczne.

Nagłówek jak to nagłówek, ma zainteresować do przeczytania artykułu. Jednak dla polskich tabloidów to coś więcej. To wręcz element walki między redakcjami o to, kto wymyśli coś bardziej szokującego, a zarazem zabawnego. Dzięki czemu o najciekawszych z nich pisze się w sieci, a czytelnicy chętniej wybierają jeden z nich, gdyż zwyczajnie chcą więcej.

Wydawać by się mogło, że w gazetach brukowych było już wszystko. Tym bardziej aby zdziwić czytelników potrzebna jest obecnie wyjątkowa finezja łączenia pewnych faktów z często absurdalnymi skojarzeniami. Tak właśnie było w przypadku najnowszego hitu: „Kowboj pobił mnie małym sprzętem AGD!”

Rozłóżmy ten tekst na czynniki pierwsze. Najpierw zaskakuje kowboj. Ciekawe co on może robić w podkarpackiej wsi. Prawdziwość użycia tej postaci bronić ma jednak zdjęcie sąsiada/napastnika, który stoi z czapką kowbojską i pasem, przed niepasującymi do reszty puszkami piwa. Następnie jest mowa o pobiciu, którego można dokonać wieloma narzędziami. Pewnie łatwiej byłoby w ogóle sprzętem AGD, ale w tym wypadku cały nagłówek dopełnia dodanie informacji o tym, że był on mały.

A co znajdziemy w treści artykułu? Brak informacji o tym, czy napastnik rzeczywiście był kowbojem (ba to słowo ani razu w nim nie pada poza nagłówkiem). Bo osobę z pończochą na głowie trzymającą scyzoryk trudno nazwać kowbojem. Na szczęście więcej dowiadujemy się o małym sprzęcie AGD. Są to kolejno: sitko, chochla i durszlak.

Całości dopełniać mają jak zwykle wymowne fotografie. Widzimy na nich przemiłą starszą panią trzymającą narzędzia wykorzystane przez włamywacza. Połączenie: nagłówek, treść i dosłowne obrazki daje nam poczucie realności całego zdarzenia. Jednak czy aby na pewno musiało być tak jak napisała gazeta?

Trudno powiedzieć. Skąd bowiem redaktorzy tak często znajdują tak sensacyjne wydarzenia i od razu docierają do bezpośrednich świadków, czy uczestników zdarzenia? Najprawdopodobniej pomagają im w tym informacje policyjne w małych lokalnych czasopismach. Jednak często ważniejsze jest podkolorowanie całej historii, dopisanie czegoś, albo czasami wręcz wybranie się do kogoś znajomego na kluczową dla artykułu sesję zdjęciową.

Dlatego najważniejsze jest nie branie większości nagłówków za pewnik, a raczej za element obecnej popkultury. No ale czego mogą oczekiwać od redaktorów czytelnicy takich informacji jak: „Od 40 lat kłóci się z transformatorem”, „Pobił matkę kiełbasą krakowską”, czy „Jestem ofiarą chińskiej latarki”. Na szczęście „Nie bójcie się śmierci, w niebie jest Internet”.

Felieton: Jakub Sadurski / mediamoje.pl
18.01.2015

Spodobało się? UdostępnijShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Pin on Pinterest
Pinterest
Share on VK
VK
Email this to someone
email