Jak media nas oszukują

media manipulacja telewizja Norwegia sport

Mało kibiców na imprezie sportowej? Nie szkodzi, telewizja ich pomnoży i na ekranach zobaczymy wirtualną rzeczywistość

Co ma wspólnego koncert rockowy z zawodami sportowymi? Najczęściej żywiołowo reagującą publiczność. Problem pojawia się wtedy, gdy zgromadzeni na stadionie kibice zachowują się zbyt cicho, a realizatorzy przeprowadzają transmisję z danego wydarzenia dla kilkudziesięciu krajów świata. Na szczęście, jest awaryjnie przygotowana ścieżka dźwiękowa i pomysł na dokonanie manipulacji… prawie doskonałej.

Manipulacje w stacjach telewizyjnych już mnie nie dziwią. Niedawno opisywałem sprawę „dublerki rąk” podczas programu kulinarnego, oraz porównywałem serwisy informacyjne różnych stacji, w których w zależności od ujęcia kamery było kilkadziesiąt osób lub kilka tysięcy. Tyle, że to wszystko miało miejsce w Polsce, bo krajów zachodnich (szczególnie skandynawskich) jakoś z manipulacjami dotąd nie utożsamialiśmy. Przecież Skandynawia to światowa czołówka, jeśli chodzi o wolne media. Taka Norwegia (z której pochodzi telewizja publiczna NRK, której niniejsza informacja dotyczy) znajduje się na drugim miejscu w rankingu Reporterów bez Granic. Liczylibyśmy więc na rzetelność i pokazywanie wszystkiego tak, jak odbywa się w rzeczywistości.

Uczciwość mediów

Niestety, każdy kto wierzy w uczciwość mediów ponownie się zawiódł, bo w trakcie mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Oslo w 2011 roku pod wiwatującą publiczność podstawiano dźwięk… szalejących fanów muzyki rockowej. Jeden z dziennikarzy dopiero po ponad 4 latach zidentyfikował to, co słyszał podczas transmisji, z jeszcze wcześniejszym koncertem przed ratuszem w stolicy Norwegii. Dzięki takiemu zabiegowi telewizyjnemu widzowie na całym świecie mieli być pod wrażeniem wyjątkowego zainteresowania mieszkańców tego kraju biegami narciarskimi i skokami (tu akurat głos publiki podkładano tylko częściowo).

Tak naprawdę najgorsza jest jednak inna kwestia. Norweska telewizja publiczna zupełnie nie poczuwa się do winy. Uważają, że to co zrobili nie było manipulacją, tylko lekkim podkolorowywaniem atmosfery na trybunach. Co więcej, nie wiedzą skąd nagle takie oburzenie, skoro odgłosy publiczności modyfikują już od… Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1994 roku.

Główny dźwiękowiec odpowiedzialny za całe zamieszanie również wydaje się z siebie dumny i chwali się używaniem  nowoczesnego syntezatora z wieloma przyciskami, więc w zależności od sytuacji emituje określony dźwięk. Myślicie, że publika z koncertu rockowego i odgłosy kijków nart to wszystko? No nie do końca, bo ów spec podczas mistrzostw uruchamiał nawet odgłos szczekającego psa.

Dopingowe oszustwo?

Wychodzi na to, że od ponad 20 lat podczas niektórych transmisji sportowych jesteśmy oszukiwani, a doping to nie tylko korzystanie przez sportowców z nielegalnych środków wspomagających, ale i manipulacja realizatorów telewizyjnych. Skoro tak, to po co w ogóle się wysilać? Można przecież zrobić konwencję wyborczą partii z powiedzmy piętnastoma dobrze skadrowanymi osobami, do tego dźwięki z koncertu rockowego i mamy polityczny sukces.

Jak tak dalej pójdzie, zachodnia telewizja zacznie równać do Korei Północnej (posłuchajcie sobie wiwatujące tłumy w KCTV i będziecie wiedzieć o co chodzi). Póki co, możemy być dumni, że TVP nie nadąża aż tak za trendami. Gdyby było inaczej, z transmisji z Lubelskie Cup (gdzie momentami publiki prawie w ogóle nie było) oglądalibyśmy w telewizorach drugi Woodstock.

Autor: Jakub Sadurski / mediamoje.pl
Tekst na Sadurski.com od lipca 2015

Spodobało się? UdostępnijShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on VKEmail this to someone