Żaba i rekord świata

Józef Szmidt, mistrz olimpijski w trójskoku, opowiada zabawną anegdotę związaną z pobitym przez niego w 1960 roku rekordem świata:

To było w sierpniu, niecały miesiąc przed igrzyskami olimpijskimi w Rzymie. Było parno, siąpił deszcz, żużlowa nawierzchnia była mokra, a ciśnienie niskie. Nie chciało mi się oddawać wszystkich sześciu skoków, myślałem o tym, żeby jak najszybciej wrócić do domu. Nie dość, że warunki były fatalne, to jeszcze podczas rozgrzewki tu mnie strzyka, a tam boli. I biegałem zbyt wolno. W dodatku, kiedy już szykowałem się do skoku, zobaczyłem na rozbiegu żabę. Myślę sobie – poczekam, niech ona sobie pójdzie, bo ją niechcący rozdepczę. Ale ona nie chciała współpracować. Wziąłem ją więc, żeby przenieść na trawnik, i wtedy obsikała mi rękę, ropucha jedna. Wszystko przed tym skokiem. Tak mnie rozluźniła tym sikaniem, że roześmiałem się i poszedłem na luzie. Skoczyłem 17 metrów i 3 centymetry. Rekord świata”.
„Rzeczpospolita”