Gospodarka polska – październik 2020

gospodarka przemysł Polska fabryki fabryka

Banki duszą gospodarkę

W trzecim kwartale tego 48,2 proc. polskich przedsiębiorców nie rozpoczęło żadnych inwestycji – podaje sondaż BIG InfoMonitor. W czwartym kwartale, w miarę pogarszającej się sytuacji gospodarczej Polski, skłonność do działań inwestycyjnych będzie zapewne jeszcze słabsza. Wpływa na to polityka banków komercyjnych działających w naszym kraju. Banki uznają bowiem, że pożyczki, udzielone przedsiębiorstwom w ramach tarcz antykryzysowych, zmniejszają ich zdolność kredytową – i nie chcą im udzielać własnych kredytów, do czasu wywiązania się z zobowiązań, nałożonych na firmy przez tarcze antykryzysowe. Bankierzy uważają, iż subwencja ze strony państwa polskiego zwiększa zadłużenie. Tymczasem przedsiębiorstwa, korzystające z tarcz antykryzysowych, nie oczekiwały takiego podejścia ze strony banków. To nie pierwszy przypadek, gdy banki komercyjne działające w Polsce, próbują dusić rozwój gospodarczy naszego kraju, zamiast go wspierać.

Kolos na cementowych nogach

Polska jest trzecim w Europie producentem cementu (1. – Niemcy, 2. – Włochy), a sektor ten ma łączną wartość wynoszącą około 3,8 miliarda złotych w skali roku. W 2019 r. produkcja cementu w Polsce wyniosła 18 653 tys. ton. Daje to średnie zużycie cementu na mieszkańca około 500 kg rocznie. Wcześniejsze prognozy na rok 2020 wskazywały, że zapotrzebowanie na cement powinno utrzymać się na poziomie 19 mln ton, jednak mijający rok przyniósł światową epidemię koronawirusa i obecne szacunki wynoszą około 18 mln ton.

“Obecnie przemysł cementowy stanął wobec kluczowych wyzwań, które muszą być zrealizowane w ciągu kolejnych lat. Jest to przede wszystkim realizacja celów Europejskiego Zielonego Ładu. Jednak brak możliwości ubiegania się o rekompensaty z tytułu rosnących kosztów energii elektrycznej, spowodowanej przez ceny uprawnień do emisji CO2 w Europejskim Systemie Handlu Emisjami (EU ETS) oraz inne czynniki, takie jak ryzyko ucieczki emisji czy zmiany legislacyjne, stają się ogromnym problemem dla branży“ – podkreśla Krzysztof Kieres, przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu.

Nakłady inwestycyjne na modernizację zakładów cementowych przekraczające 10 miliardów złotych pozwoliły między innymi na ograniczenie emisji CO2 o ponad 30 proc. Dzięki pracom badawczym powstają innowacyjne produkty, takie jak beton pochłaniający smog, który znalazł zastosowanie m.in. w Warszawie. Nie wiadomo jednak, w jakiej kondycji polska branża cementowa zdoła przetrwać najbliższe lata.

Spokojniej, lecz niewesoło

Barometr koniunktury na IV kwartał tego, opracowany przez Europejski Fundusz Leasingowy, pokazuje, że nastroje wśród mikro, małych i średnich firm w Polsce uspokoiły się, ale nadal są kiepskie. Poziom 48,5 pkt. jest tylko o 1,7 pkt. niższy niż w III kwartale br. i o 1,2 pkt. niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, ale zdecydowanie wyższy niż w II kwartale tuż po wybuchu pandemii (32,5 pkt.). Przedstawiciele EFL zwracają jednak uwagę, że druga fala epidemii może pokrzyżować plany przedsiębiorców, którzy odbudowują swoje biznesy po pierwszym „uderzeniu” koronawirusa. Kwarantanny rodzin i pracowników, zamknięcia szkół, a w ostateczności lockdownu, wiele polskich MŚP może nie przetrwać.

– Za nami już siedem miesięcy z COVID-19. Po bardzo ciężkich pierwszych tygodniach, od maja sytuacja powoli zaczęła się uspakajać. Przedsiębiorcy zaczęli wracać do normalności korzystając zarówno z rządowych pakietów pomocowych jak i wsparcia prywatnych instytucji, w tym finansowych. Również statystyki z rynku pracy wskazują na stabilizację – stopa bezrobocia od czterech miesięcy pozostaje na takim samym poziomie. Jednak ostatnie dni i tygodnie wyraźnie pokazują, że nie pożegnaliśmy pandemii, wręcz przeciwnie, może być jeszcze gorzej. A tego „gorzej” może nie przetrwać wiele polskich biznesów, szczególnie tych z sektora MŚP. Reżim sanitarny, który generuje dodatkowe koszty, braki kadrowe z uwagi na zwolnienia lekarskie czy kwarantannę, mniej klientów – to wszystko spowoduje, że tylko najlepiej przygotowane firmy, i to zarówno od strony organizacyjnej jak i finansowej, wyjdą cało z tego kryzysu – powiedział Radosław Woźniak, prezes EFL.

Przedsiębiorcy czekają na dalszy rozwój sytuacji. Próg ograniczonego rozwoju firm wynosi co najmniej 50 pkt. Cały czas barometr pokazuje wartości poniżej tego poziomu. Na końcowy pomiar składają się dane zgromadzone w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących czterech sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej oraz zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Skala wartości wynosi od 0 do 100, a łączny wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw. Wynik niższy oznacza oczywiście, że warunki te są niekorzystne. Poziom 48,5 pkt. osiągnięty w IV kwartale oznacza, że warunki do rozwoju są mniej korzystne w porównaniu z poprzednim pomiarem. Niestety, przy skali zaniedbań ekipy PiS-owskiej w walce z pandemią, trudno żeby było inaczej. Generalnie, większość wskaźników dotyczących IV kwartału br. jest zbliżona do tych z czerwcowego pomiaru.

Nadal zdecydowana większość respondentów (80,3 proc., poprzednio 81,2 proc.) chce zachować dotychczasowy poziom inwestycji i spodziewa się takiego samego zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne (81 proc., poprzednio 78,3 proc.). Nie zmieniły się też odsetki optymistów, jeśli chodzi o inwestycje czy możliwość uzyskania kredytów. W porównaniu z poprzednim pomiarem spadł natomiast odsetek osób, które uważają, że sytuacja poprawi się w odniesieniu do sprzedaży (21 proc., poprzednio 25,8 proc.) i płynności finansowej (11,7 proc., poprzednio 16,7 proc.). Podobnie jak kwartał wcześniej, większy jest odsetek osób, które nie oczekują zmian poziomu sprzedaży (48,3 proc.) i płynności finansowej (66,8 proc.) – niż spodziewających się pogorszenia (odpowiednio 29,85 proc. i 21,3 proc.).

Państwowe banki ukarane

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wymierzył dwie kary za nielegalne postanowienia określające zasady ustalania kursów walut. Ukarane zostały banki PKO BP i Pekao, na łączną kwotę około 62 mln zł. UOKiK zakwestionował postanowienia zawarte w aneksach do umów kredytów hipotecznych odnoszących się do walut obcych, oferowanych przez wspomniane banki. Postanowienia te nieuczciwie określają zasady ustalania kursów, w oparciu o które banki przeliczają raty kredytów. W rezultacie banki te mogą dowolnie kształtować kursy walutowe, a kredytobiorcy nie są w stanie przewidzieć wysokości płaconych rat. Podstawą do zajęcia się sprawą były sygnały od konsumentów. – Uznałem, że zarówno PKO BP, jak i Pekao stosują w aneksach do umów postanowienia, które rażąco naruszają zbiorowe interesy konsumentów. W efekcie oba banki mają możliwość jednostronnego wpływania na wysokość kursów a tym samym na wysokość zadłużenia konsumentów. Niedopuszczalne jest przyznawanie sobie przez banki tak daleko idącej swobody w ustalaniu kursu walutowego – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

UOKiK uznał za niedozwolone postanowienia dotyczące sposobu określania wysokości kursów walut stosowanych przez wskazane banki. Są one nieprecyzyjne, ustalane dowolnie. Przykładowo PKO BP zastrzega, że kurs oblicza w oparciu o „średni kurs międzybankowy”, „płynność rynku wymiany walut”, „konkurencyjność kursów”. Z kolei Pekao odsyła konsumentów do „kursów rynkowych”. Jednak ani przepisy, tak jak i postanowienia umowne lub inne obiektywne i dostępne źródła, nie precyzują żadnego z powyższych pojęć. Aby poznać kurs międzybankowy, PKO BP odsyła konsumentów do serwisu Reuters. Pekao wyjaśniło w toku postępowania, że również z tego serwisu bierze swoje kursy. Żaden z tych banków jednak nie określa, o którą dokładnie stronę internetową chodzi. Wątpliwości UOKiK wzbudziła również klauzula dająca PKO BP prawo do zmiany źródła danych, jeśli kursy walutowe w serwisie Reuters przestaną być dostępne – bank nie wskazuje jednak zasad na jakich odbywać będzie taka zmiana. Ponadto, PKO BP przyznaje sobie prawo do jednostronnej zmiany wysokości spreadu, jeżeli zrobią to „przynajmniej 2 z 10 największych pod względem sumy aktywów banków o co najmniej 0,5 proc.” Zarówno PKO BP jak i Pekao odsyłają konsumentów do tabel, które same sporządzają. Jednak nie wskazują kiedy będą opracowywane i publikowane. W rezultacie, kredytobiorca nie może sam oszacować kursu, po którym bank przeliczy ratę. Istnieje zatem możliwość, że banki narzucą konsumentom najkorzystniejsze dla siebie stawki. Tym samym, mają możliwość swobodnego kształtowania wysokości zadłużenia konsumentów.

Za stosowanie klauzul niedozwolonych prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył następujące kary: PKO BP – 40 741 440 zł, natomiast Pekao – 21 088 642 zł. Po uprawomocnieniu się decyzji banki mają również powiadomić o nich konsumentów i poinformować ich, że zakwestionowane postanowienia jako niedozwolone nie są wiążące dla konsumentów – więc należy je traktować tak, jakby w ogóle ich nie było w aneksie do umowy. Ułatwi to również konsumentom dochodzenie swoich roszczeń. Decyzje w podobnych sprawach prezes UOKiK wydał już wobec: Deutsche Bank Polska (prawie 7 mln zł kary), Getin Noble Bank (prawie 13,5 mln zł), BNP Paribas (26,6 mln zł), Bank Millennium (10,4 mln zł), Santander Bank Polska (23,6 mln zł). Urząd prowadzi także postępowania wobec banku Raiffeisen AG oraz BPH. Jak widać, banki państwowe w Polsce stosują takie same metody, jak banki komercyjne.

Polska gospodarka październik 2020: (c) Trybuna.info