24 maja 1895 roku w londyńskim Old Bailey zapadł wyrok, który zabił najjaśniejszą gwiazdę epoki – Oscar Wilde wychodził z sali w kajdankach, a tłum na ulicy wył z nienawiści. 1700 lat wcześniej, nad brzegiem Nilu, cesarz Hadrian szlochał nad ciałem utopionego 20-letniego Antinousa i ogłosił go bogiem. W 324 r. p.n.e. Aleksander Wielki leżał trzy dni na zwłokach swojego ukochanego Hefajstiona i nie pozwalał nikomu go pochować. Na wyspie Lesbos 2600 lat temu Safona pisała wiersze tak gorące, że Platon nazwał ją dziesiątą muzą, a Kościół później spalił prawie wszystko. To nie są bajki – to najlepiej udokumentowane miłości homoseksualne w dziejach ludzkości
Oscar Wilde i lord Alfred Douglas. Homoseksualna miłość, która kosztowała dwa lata piekła w więzieniu
3 kwietnia 1895 roku, hotel Cadogan, Knightsbridge. Oscar Wilde pije brandy z cytryną, kiedy do drzwi pukają policjanci. Ma 40 lat, jest najsłynniejszym pisarzem świata, zarabia równowartość miliona funtów rocznie (w dzisiejszych pieniądzach) i za chwilę straci wszystko – reputację, zdrowie, dzieci, wolność. Wszystko przez miłość do 23-letniego lorda Alfreda Douglasa, zwanego Bosie – blondyna o ustach jak wiśnie i charakterze jak dynamit.
Romans zaczął się w 1891 roku. Bosie był studentem Oksfordu, Wilde – żonatym ojcem dwójki dzieci. Spotykali się w mieszkaniu przy Tite Street 16 w Chelsea, w hotelu Savoy (pokój 362), w algierskim Biskra, gdzie dzielili łóżko z arabskimi chłopcami. Zachowały się rachunki – Wilde płacił po 3-4 funty za noc z młodymi mężczyznami (w 1895 to równowartość 400-500 dzisiejszych funtów).
Ojciec Bosiego, markiz Queensberry (tak, ten od zasad boksu), zostawił w klubie Albemarle wizytówkę: „To Oscar Wilde, posing as somdomite [sic]”. Wilde pozwał go o zniesławienie. Najgorszy możliwy ruch. Adwokat Queensberry’ego, Edward Carson, wyciągnął zeznania chłopców z londyńskich domów publicznych – Alfie Taylor, Sidney Mavor, Maurice Schwabe, Fred Atkins. Wszyscy zeznali pod przysięgą, że Wilde płacił im za seks oralny i analny.
Proces zakończył się 25 maja 1895 roku wyrokiem: dwa lata ciężkich robót za „gross indecency”. Wilde trafił najpierw do Pentonville, potem Wandsworth, wreszcie do Reading Gaol. Noszenie kuli, spanie na desce, wyrywanie włókien konopnych do krwi. W liście „De Profundis” napisze później do Bosiego: „Miłość jest ucztą, na której się umiera”.
Wilde wyszedł z więzienia 19 maja 1897 roku jako wrak człowieka. Zmarł trzy lata później w paryskim hotelu d’Alsace, a jago ostatnie słowa brzmiały: „Albo odchodzi ta tapeta, albo ja”.

Hadrian i Antinous. Cesarz, który zrobił z kochanka boga
W 123 roku cesarz Hadrian (władca od 117 r.) podróżował po prowincji Bitynia. W Klaudiopolis zobaczył chłopaka tak pięknego, że – według historyka Kasjusza Diona – „wszyscy wstrzymali oddech”. Antinous miał wtedy około 12-13 lat. Hadrian zabrał go do Rzymu.
Przez siedem lat byli nierozłączni. Razem polowali na lwy w Libii, razem brali udział w misteriach eleuzyńskich, razem spali w cesarskim namiocie. Na reliefach w Villa Adriana pod Rzymem widać ich trzymających się za ręce. Monety z Antinousem jako Dionizosem czy Apollo bito jeszcze za życia chłopaka, co było niespotykanym wyróżnieniem.
30 października 130 roku, w okolicach Memfis, Antinous utonął w Nilu. Miał 19-20 lat. Hadrian – według Historia Augusta – „płakał jak kobieta” i ogłosił żałobę w całym imperium. Wkrótce załozył miasto Antinoopolis (dzisiaj Sheikh Ibada), w którym co roku odbywały się igrzyska na cześć zmarłego kochanka. Zudował świątynie w Mantinei, Koryncie, Atenach. Na monetach Antinous pojawiał się jako Ozyrys-Antinous – zmartwychwstały bóg. Kult trwał aż do V wieku.
Do dziś w Luwrze stoi posąg Antinousa jako Ozyrysa – najwyższy przejaw miłości homoseksualnej w sztuce antycznej.

Aleksander Wielki i Hefajstion. „Kochał go jak samego siebie”
Arystoteles pisał, że Aleksander (336-323 p.n.e.) „kochał Hefajstiona jak samego siebie”. Plutarch: „Hefajstion był Aleksandrem”. Kurcjusz Rufus: „jeden duch w dwóch ciałach”.
Poznali się jako dzieci w szkole w Miezach. Hefajstion był wyższy, spokojniejszy, bardziej arystokratyczny. Aleksander mówił o nim „mój drugi ja”. W 324 roku w Ekbatanie Hefajstion umiera – prawdopodobnie na tyfus. Miał 32 lata.
Aleksander traci rozum. Trzy dni leży na zwłokach i nie je, nie pije. Każe ściąć grzywy wszystkim koniom w armii. Zabija lekarza, który nie uratował przyjaciela – krzyżuje go żywcem. Wydaje 12 000 talentów (ok. 300 ton srebra) na stos pogrzebowy w Babilonie – największy w historii. Pyta wyrocznię Amona w oazie Siwa, czy może czcić Hefajstiona jako boga. Dostaje odpowiedź: „nie jako boga, ale jako herosa”. I tak robi.
Po śmierci Hefajstiona Aleksander żyje jeszcze 8 miesięcy. Umiera w tym samym pałacu Nabuchodonozora w Babilonie w czerwcu 323 roku.
Safona z Lesbos. Kobieta, która kochała kobiety i nie bała się o tym pisać
Na wyspie Lesbos, w mieście Mitylena, Safona około 630-570 p.n.e.) prowadziła „dom Muz” – coś między szkołą poetycką a internatem dla dziewcząt z dobrych domów. Uczyła je śpiewu, tańca, gry na lirze i… miłości. Zachowało się tylko 650 wersów z 10 000, które napisała (Kościół spalił resztę w 1073 roku w Rzymie i Konstantynopolu). Ale te 650 wystarczą aby opisać jej twórczość.
Fragment 31: „Ten, który siedzi naprzeciwko ciebie i słucha twojego słodkiego głosu… Mnie zaś serce w piersi drży, gdy tylko spojrzę na ciebie – język mi kostnieje, ogień pod skórą płynie, w oczach ciemność, w uszach szum…”. Adresatką jest młoda kobieta. Fragment 94: „Chcę umrzeć, gdy mnie opuszczasz… płakałam bardzo”. Fragment 16: porównuje piękno armii do piękna ukochanej dziewczyny.
Już w starożytności Safonę nazywano„homoseksualistką” (Strabon), a od jej wyspy wzięło się słowo „lesbijka”.
Miłości homoseksualne: Historia Sadurski.com / GR
Zobacz też:
>
>


