Oto mroczna wizja geopolitycznego domina: od błyskawicznej aneksji Grenlandii przez umierającego Donalda Trumpa, przez szokujący atak USA na Polskę, aż po finałowy cios ze strony Rosji. Prawdziwa wojna w Europie – ten artykuł to wyłącznie political fiction i literacka fantazja, mrożący krew w żyłach scenariusz „co by było, gdyby”. Jednak w dobie upadających sojuszy i nieprzewidywalnych liderów, granica między literacką fikcją a brutalną rzeczywistością staje się niebezpiecznie cienka. Zapraszam do lektury artykułu o świecie, w którym stare zasady przestały obowiązywać w ciągu jednej nocy
Świt nad Nuuk: koniec arktycznego spokoju
Nikt nie spodziewał się, że koniec świata zacznie się od lodu. Środa, godzina 4:12 rano czasu lokalnego. Nad Grenlandią, autonomicznym terytorium Danii, niebo rozdarł huk silników odrzutowych. Bez wypowiedzenia wojny, bez dyplomatycznych not, USA rozpoczęły operację „Arctic Shield”. Precyzyjne uderzenia rakietowe zniszczyły stacje radarowe i skromne punkty oporu duńskiej marynarki. Kilka minut później niebo nad Nuuk wypełniło się czaszami spadochronów 82. Dywizji Powietrznodesantowej.
Donald Trump, przemawiając z Gabinetu Owalnego zaledwie godzinę później, nie szukał wymówek. Nie było mowy o „broni masowego rażenia” czy „walce z narkotykami”. – Grenlandia jest nam potrzebna. Grenlandia jest teraz nasza. To biznes, a ja robię najlepsze deale – powiedział, patrząc prosto w kamerę z dziwnym, gorączkowym błyskiem w oku.
Europa zamarła. Bruksela milczy, sparaliżowana strachem przed nieobliczalnością człowieka, który jeszcze niedawno był gwarantem bezpieczeństwa Europy. Tylko jeden głos wyłamał się z tej głuchej ciszy.
Protest prezydenta Polski i obrażony Trump
Prezydent Nawrocki, stojąc przed kamerami w Warszawie, wyglądał na człowieka, który rozumie, że właśnie pękła oś świata. Polska, dotąd najwierniejszy sojusznik USA, stanęła przed wyborem: lojalność wobec tyrana czy honor i wierność zasadom. – Przyjaźń z narodem amerykańskim jest fundamentem naszej strategii, ale nie możemy milczeć wobec brutalnego gwałtu na suwerenności europejskiego państwa – grzmiał Nawrocki. – Panie Prezydencie Trump, żądamy natychmiastowego opuszczenia Grenlandii. Polska nie będzie milczącym świadkiem nowego imperializmu.
Reakcja Trumpa była błyskawiczna i przerażająca. Na platformie X (dawniej Twitter) pojawił się wpis: „Niewdzięcznicy. Polska zapomniała, komu zawdzięcza istnienie. Lekcja pokory nadchodzi szybciej, niż myślicie”.
Czarny czwartek: Rakietowy cios brata
48 godzin później Bałtyk przestał być morzem pokoju. USS Gerald R. Ford, krążący „przypadkowo” w pobliżu Bornholmu, obrócił swoje systemy uzbrojenia w stronę polskiego wybrzeża. Bez ostrzeżenia wystrzelono salwę pocisków Tomahawk.
To nie była wojna totalna, to była „chirurgiczna amputacja” polskiej dumy. Rakiety uderzyły w bazy w Łasku, Powidzu i Redzikowie – miejscach, które miały nas chronić, a stały się celem tego, który jeszcze kilka dni wcześniej był największym sprzymierzeńcem. Jednak „precyzja” była tylko hasłem marketingowym. Światowe portale podają przerażające informacje z Polski. Jedna z rakiet zboczyła z kursu i uderza w warszawski Mordor, grzebiąc pod gruzami biurowców tysiące cywilów. Inna spada na dworzec główny we Wrocławiu.
Wynik amerykańskiego ataku jest makabryczny: 12 tysięcy żołnierzy zginęło w bazach, które stały się ich grobowcami. Ponad 5 tysięcy cywilów zginęło w płonących miastach. Polska infrastruktura krytyczna – energetyka, węzły komunikacyjne – przestała istnieć w ciągu kwadransa. Europa nadal milczy. Paryż i Berlin wydały jedynie „oświadczenia o głębokim zaniepokojeniu”, potajemnie negocjując z Waszyngtonem nowe strefy wpływów.

Agonia cesarza świata
Gdy polskie służby ratownicze próbują ratować rannych spod gruzów Warszawy i Wrocławia, Donald Trump umiera. Rzadka, agresywna postać nowotworu mózgu sprawia, że jego procesy decyzyjne stały się ciągiem paranoicznych impulsów. Wiedząc, że odchodzi, postanowił „zapisać się w historii” jako ten, który przywrócił Ameryce absolutną dominację, bez względu na koszty. Otaczał się jedynie lojalistami, którzy bali się sprzeciwić człowiekowi trzymającemu palec na guziku nuklearnym.
W tym samym czasie na Kremlu Władimir Putin otwiera najlepszego szampana. Scenariusz, o którym marzył przez dekady – rozpad NATO i ten o którym nawet nie marzył: otwarty konflikt militarny między USA a Polską – ziścił się bez jego udziału. Ale Putin nie zamierzał poprzestać na roli widza.
Niedźwiedź wchodzi do gry. Wojna w Europie
Sobota, godzina 3:00. Polska jest w szoku, pogrążona w ciemnościach po amerykańskim ataku. Właśnie wtedy niebo nad wschodnią granicą rozbłyskuje tysiącem sztucznych słońc. Rosja, wykorzystując Białoruś jako trampolinę, rozpoczyna operację „Ostateczne Rozwiązanie”.
Kilkadziesiąt rakiet balistycznych Iskander i Kindżał spada na to, co zostało z infrastruktury polskiej armii. Resztki dywizji pancernych, które próbowały organizować obronę na Wiśle, zostają zmiecione z powierzchni ziemi. Z Brześcia i Grodna ruszyła stalowa lawina. Czołgi T-90, wspierane przez hordy piechoty, wjechały w polskie terytorium jak w masło. Brak łączności, brak wsparcia z powietrza (amerykańskie F-35 stacjonujące w Polsce zostały zdalnie zablokowane przez kody producenta) i całkowity paraliż dowodzenia sprawiają, że opór ma charakter jedynie lokalny i heroiczny, ale jest skazany na porażkę.
Szok! Warszawa w ogniu
W poniedziałek rano rosyjskie jednostki specnazu były już na przedmieściach Warszawy. Prezydent Nawrocki, odmawiając ewakuacji do Rumunii, nadaje ostatnie orędzie z podziemnego bunkra pod Pałacem Prezydenckim. – Zostaliśmy zdradzeni przez Zachód i zaatakowani przez Wschód. Niech historia osądzi tych, którzy patrzyli, jak płoniemy.
Gdy sygnał radiowy urwał się w połowie zdania, świat zrozumiał, że Polska jako suwerenne państwo przestała istnieć. Wszystko wydarzyło się w ciągu 120 godzin.
Co dalej? Mroczna przyszłość
To, co wydarzyło się później, mrozi krew w żyłach bardziej niż sam upadek Warszawy. USA i Rosja zamiast wejść ze sobą w konflikt, ogłosili „Nowy porządek świata”. Na tajnej konferencji w Rejkiawiku – teraz amerykańskim mieście, podzielili Europę na nowe strefy wpływów.
Polska została przekształcona w „Kraj Nadwiślański”, protektorat rosyjski pod twardym zarządem wojskowym.
Państwa Bałtyckie zostały wchłonięte przez Rosję w ciągu jednej nocy, przy całkowitej bierności reszty świata.
USA wycofały się z Europy kontynentalnej, tworząc „Twierdzę Ameryka”, kontrolującą oceany i Arktykę.
Kilka tygodni później w Stanach Zjednoczonych wybucha wojna domowa. Połowa stanów ogłasza secesję. Nowy Jork i Kalifornia nie chciały być częścią „Imperium Śmierci” i oddzieliły się od reszty USA, podobnie jak Teksas i szereg innych stanów. Światowa gospodarka przestaje istnieć – dolar traci 65% wartości, a łańcuchy dostaw zostają przerwane. Do Japonii zbliża się armada chińskich lotniskowców.
Epilog: Zima, która nie ma końca
Marzec 2027. Dziś, rok po tamtych wydarzeniach, nad Europą Środkową unosi się dym zgliszcz. Warszawa jest miastem garnizonowym, gdzie język rosyjski jest jedynym oficjalnym, do specjalnie wykopanych pod Pruszkowem przez gigantyczne koparki dołów, zwożone są pokrwawione ciała polskiej elity z dziurami w potylicach. Na Grenlandii powstają gigantyczne bazy rakietowe skierowane w stronę każdego, kto odważyłby się zakwestionować amerykańskość wyspy.
Najgorsza jest jednak cisza. Cisza radiowa z Waszyngtonu, gdzie po śmierci Trumpa władzę przejęła junta wojskowa, i cisza z Brukseli, która stała się skansenem dawnej cywilizacji, odgrodzonym murami od reszty świata.
To nie była wojna, którą ktokolwiek wygrał. To był zbiorowy upadek ludzkości, wywołany przez ego jednego umierającego człowieka i oportunizm drugiego, który czekał w cieniu na dogodną chwilę. Nadchodzi zima, jakiej ludzkość jeszcze nie widziała – zima ducha, w której pojęcie „wolności” zostało wymazane z encyklopedii.
Wojna w Europie – political fiction 2026: (c) Niesamowite Sadurski.com / GM
Zobacz też:
> Political fiction: sobowtór Putina zamordowany na Alasce
> Świat za 100 lat


