Kiedy za oknem świta, a miasto dopiero przeciera oczy, w niektórych kawiarniach już rozbrzmiewa muzyka elektroniczna, a parkiet wypełniają roztańczeni ludzie z kubkami kawy w dłoniach. To nie scena z alternatywnego filmu, ale nowy trend, który zdobywa popularność na świecie i właśnie wkracza do Polski – morning coffee club. Poranne imprezy taneczne, gdzie zamiast alkoholu serwuje się espresso, yerba mate czy zdrowe smoothie, to odpowiedź na zmieniające się potrzeby współczesnych imprezowiczów. Zamiast nocnych eskapad w zadymionych klubach, młodzi ludzie wybierają jasne, klimatyczne przestrzenie i energię płynącą z porannego rytmu. Czy ta moda, przyjmie się w Polsce?
Skąd się wzięły morning coffee clubs?
Morning coffee club nie jest polskim wynalazkiem – swoje korzenie ma w Londynie, gdzie w 2013 roku powstała pierwsza impreza pod szyldem Morning Gloryville. Grupa przyjaciół, zmęczona schematem nocnego życia, postanowiła stworzyć alternatywę: wydarzenia, które pozwolą na zabawę bez kaca i z energią na resztę dnia. Koncept szybko chwycił – poranne imprezy zaczęły przyciągać tłumy, od pracowników korporacji po artystów, którzy woleli zaczynać dzień od tańca zamiast scrollowania mediów społecznościowych. Z Londynu trend rozprzestrzenił się na inne miasta: Nowy Jork, Berlin, Sydney. Każde z nich dodało do formuły coś własnego – od jogi i medytacji po warsztaty kulinarne.
Morning coffee clubs w Polsce pojawiły się niedawno i budzą ciekawość. Pierwsze imprezy zorganizowano w Warszawie i Krakowie, gdzie kawiarnie i przestrzenie coworkingowe zamieniły się w taneczne areny. W odróżnieniu od tradycyjnych klubów, te wydarzenia zaczynają się wcześnie – często już o 6:30 rano – i trwają do godziny 9:00 lub 10:00, tak by uczestnicy zdążyli na swoje zaplanowane tego dnia sprawy. „To impreza, która nie rujnuje ci dnia” – śmieje się 29-latka z Warszawy, która na jednym z takich wydarzeń była po raz pierwszy. – „Wychodzisz naładowany energią, a nie zmęczony po nieprzespanej nocy”.
Kawa, taniec i zdrowy vibe
Co sprawia, że morning coffee clubs są tak wyjątkowe? Na pewno ich atmosfera. W przeciwieństwie do nocnych imprez, gdzie dominują alkohol i przyciemnione światła, poranne kluby stawiają na jasność i zdrowie. W menu znajdziesz świeżo parzoną kawę – często z lokalnych palarni – smoothie z superfoods, jak spirulina czy jagody acai, a czasem nawet napary z yerba mate dla tych, którzy szukają naturalnego kopa. Jedzenie też jest inne: zamiast fast foodów, które królują w nocnych klubach, serwuje się owsianki, tosty z awokado czy wegańskie ciasta. Wszystko to wpisuje się w rosnący trend zdrowego stylu życia, który w Polsce zyskuje coraz więcej zwolenników.
Muzyka to kolejny ważny element. Choć morning coffee clubs często sięgają po elektronikę – od house’u po chillout – jest ona lżejsza i mniej agresywna niż w typowych klubach. DJ-e miksują utwory tak, by pobudzać, a nie przytłaczać, często wplatając elementy funku, soulu czy nawet muzyki etnicznej. „To muzyka, która budzi, ale nie ogłusza” – mówi Kuba, DJ, który grał na jednej z warszawskich imprez. „Chodzi o to, żeby ludzie czuli się swobodnie, jakby tańczyli we własnym salonie”. I rzeczywiście, parkiet morning coffee club to miejsce, gdzie nikt nie przejmuje się perfekcyjnym wyglądem – zamiast szpilek i krawatów królują wygodne sneakersy i luźne ubrania.
Nie bez znaczenia jest też sama przestrzeń. Organizatorzy wybierają lokale, które mają duszę: lofty z wielkimi oknami, kawiarnie z drewnianymi stołami, czasem nawet ogrody miejskie. W Krakowie jedną z pierwszych imprez zorganizowano w starej fabryce przerobionej na przestrzeń kulturalną, co dodało wydarzeniu industrialnego klimatu. W Warszawie popularnością cieszą się kawiarnie w Śródmieściu, które na co dzień są miejscem spotkań freelancerów, a rano zamieniają się w taneczne oazy.
Społeczność ponad wszystko
Morning coffee clubs to nie tylko taniec i kawa – to także sposób na budowanie relacji. W świecie, gdzie wielu z nas żyje w biegu, takie wydarzenia dają szansę na nawiązanie kontaktu z ludźmi o podobnych wartościach. „Na imprezie nocnej trudno rozmawiać, bo muzyka jest za głośna, a ludzie często są pod wpływem” – zauważa 34-latka z Krakowa, która regularnie bywa na porannych imprezach. – „Tutaj możesz zamienić kilka słów, dowiedzieć się, czym ktoś się zajmuje, a nawet umówić na wspólny projekt”. Organizatorzy często wzbogacają wydarzenia o dodatkowe atrakcje: warsztaty jogi, sesje mindfulness czy rozmowy o ekologii, co sprzyja integracji.
W Polsce ten aspekt społecznościowy jest szczególnie ważny. W dużych miastach, gdzie łatwo poczuć się anonimowo, morning coffee clubs przyciągają ludzi szukających autentycznych doświadczeń. Na jednej z warszawskich imprez można było zobaczyć zarówno studentów, jak i managerów w średnim wieku, a nawet rodziców z dziećmi – bo niektóre wydarzenia są otwarte także dla rodzin. „To miejsce, gdzie nikt nikogo nie ocenia” – mówi Marek, organizator imprez w stolicy. „Chcemy, żeby każdy czuł się jak u siebie, niezależnie od tego, czy jest imprezowym weteranem, czy dopiero zaczyna”.
Czy poranna moda się przyjmie?
Mimo entuzjazmu, morning coffee clubs stoją w Polsce przed wyzwaniami. Pierwszym jest mentalność – dla wielu Polaków impreza wciąż kojarzy się z nocą, alkoholem i odreagowaniem stresu. Wstawanie o świcie, by tańczyć przy kawie, może wydawać się ekscentryczne, zwłaszcza w mniejszych miastach, gdzie trend dopiero raczkuje. „Na początku ludzie patrzyli na nas jak na wariatów” – przyznaje Marysia, która organizuje imprezy w Gdańsku. – „Ale kiedy spróbowali, wielu z nich wracało. To kwestia przełamania przyzwyczajeń”.
Kolejną przeszkodą jest logistyka. Poranne imprezy wymagają od organizatorów elastyczności – lokale muszą być dostępne w nietypowych godzinach, a DJ-e i barmani gotowi do pracy o świcie. Do tego dochodzi kwestia frekwencji: choć w dużych miastach zainteresowanie rośnie, w mniejszych miejscowościach wciąż brakuje chętnych. „To jeszcze nisza, ale widzę potencjał” – mówi Marek. – „Polacy lubią nowości, a poranne imprezy to coś, co może trafić w ich gust, zwłaszcza wśród młodszych pokoleń”.
Na korzyść morning coffee clubs przemawia jednak zmieniająca się kultura. W erze, gdy coraz więcej osób stawia na work-life balance, zdrowie i ekologię, poranne imprezy wpisują się w ducha czasu. W Polsce rośnie popularność jogi, weganizmu czy slow living, a morning coffee clubs łączą te elementy w jedną, atrakcyjną całość. Dodatkowym atutem jest brak kaca – zarówno fizycznego, jak i moralnego. „Po takiej imprezie czujesz się, jakbyś zrobił coś dobrego dla siebie” – mówi Ola. – „To zupełnie inne uczucie niż po nocy w klubie”.
W Warszawie i Krakowie morning coffee clubs już zyskały wiernych fanów, a kolejne miasta, jak Wrocław czy Poznań, zaczynają eksperymentować z podobnymi wydarzeniami. Organizatorzy wierzą, że to dopiero początek. „Chcemy pokazać, że impreza nie musi oznaczać zmęczenia i chaosu” – mówi Zosia. „Poranek może być czasem na zabawę, radość i bycie razem”. Czy Polacy pokochają ten trend na dobre? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – morning coffee clubs to coś więcej niż moda. To zaproszenie do nowego sposobu życia, w którym poranki stają się magiczne.
Morning coffee clubs: (c) Sadurski.com / GR
Zobacz też:
>
>


