Close Menu
Sadurski.com – ciekawostki, dowcipy, sennik, podróże
    Kategorie
    • ARCHITEKTURA (50)
    • BIZNES (95)
    • CIEKAWOSTKI (573)
    • DOM I OGRÓD (129)
    • DOWCIPY (360)
    • DZIECKO (66)
    • HISTORIA (87)
    • HOBBY (53)
    • INFORMACJE (189)
    • KARYKATURY (34)
    • KOBIETA (97)
    • KUCHNIA (66)
    • LIFESTYLE (16)
    • MEDIA (55)
    • MODA (44)
    • MOTORYZACJA (93)
    • MUZYKA (48)
    • NAUKA (20)
    • NIESAMOWITE (102)
    • PODRÓŻE (678)
      • AFRYKA (64)
      • AMERYKA (131)
        • USA (98)
          • NOWY JORK (28)
      • AUSTRALIA I OCEANIA (34)
      • AZJA (69)
      • EUROPA (115)
    • POLITYKA (30)
    • POLSKA (617)
      • ŁÓDZKIE (36)
      • ŚLĄSKIE (52)
      • ŚWIĘTOKRZYSKIE (30)
      • DOLNOŚLĄSKIE (7)
      • KUJAWSKO-POMORSKIE (35)
      • LUBELSKIE (50)
      • LUBUSKIE (21)
      • MAŁOPOLSKIE (63)
      • MAZOWIECKIE (34)
      • OPOLSKIE (20)
      • PODKARPACKIE (23)
      • PODLASKIE (19)
      • POMORSKIE (38)
      • WARMIŃSKO-MAZURSKIE (40)
      • WIELKOPOLSKIE (61)
      • ZACHODNIOPOMORSKIE (31)
    • PORADY (250)
    • PRACA (48)
    • PRAWO (47)
    • PRZEMYSŁ (37)
    • SATYRA (61)
    • SENIOR (32)
    • SHOW-BIZNES (38)
    • SNY (26)
    • SPORT (134)
      • PIŁKA NOŻNA (69)
    • SZTUKA (34)
    • TECHNOLOGIE (78)
    • TRANSPORT (24)
    • UBEZPIECZENIA (21)
    • WESELE (70)
    • Z ARCHIWUM (404)
    • ZAKUPY (43)
    • ZDROWIE (152)
    • ZWIERZĘTA (132)
    Facebook
    Sadurski.com – ciekawostki, dowcipy, sennik, podróże
    • CIEKAWOSTKI
    • NIESAMOWITE
    • DOWCIPY
    • PODRÓŻE
    • SPORT
    • ZDROWIE
    • KUCHNIA
    • MOTORYZACJA
    • BIZNES
    • SENNIK
    • KONTAKT
    Sadurski.com – ciekawostki, dowcipy, sennik, podróże
    Strona Główna»PRAWO»Copyright trolling. PicRights – chodzi o prawo czy kasę? 2026
    analiza roszczeń PicRights dane GPS zdjęcie Eric Harlow licencja Creative Commons
    analiza roszczeń PicRights dane GPS zdjęcie Eric Harlow licencja Creative Commons
    PRAWO

    Copyright trolling. PicRights – chodzi o prawo czy kasę? 2026

    14 stycznia 2026

    Zapraszamy do lektury rozmowy z mecenasem Adamem Kowalskim, doświadczonym prawnikiem specjalizującym się w prawie własności intelektualnej oraz zwalczaniu nieuczciwych praktyk rynkowych w sieci. W dobie lawinowo rosnącej liczby zautomatyzowanych wezwań do zapłaty, nasz ekspert demaskuje kulisy działalności firm, takich jak PicRights. Poniższy wywiad ma na celu uświadomienie właścicielom stron internetowych, że za groźnymi e-mailami często kryją się błędy algorytmów i próby psychologicznej manipulacji. Dowiesz się z niego, jak zweryfikować legalność roszczenia w zaledwie minutę i jakie kroki podjąć, aby skutecznie uchronić się przed próbą wyłudzenia pieniędzy za zdjęcia, które w rzeczywistości są dostępne na wolnych licencjach.

    Po naszych dziennikarskich śledztwach w sprawie Nationwide Legal oraz niemieckiego Copytrack, tym razem portal Sadurski.com bierze pod lupę PicRights – szwajcarską firmę, która nęka (nie tylko) polskich webmasterów żądaniami zapłaty za zdjęcia, na przykład z Wikipedii. Działamy w interesie publicznym i zgodnie z prawem przekazujemy rzeczywiste informacje na temat sprawy.

    Żądania zapłaty za bezpłatne zdjęcia – początek wywiadu

    Sadurski.com: – Właściciele stron www z całego świata coraz częściej dostają dziwnej treści e-maile, podobno od firm prawniczych. Najczęściej nieistniejący w rzeczywistości „prawnicy” żądają pieniędzy twierdząc, że mają prawo do opublikowanych w sieci ilustracji. Często dotyczy to zdjęć z Wikipedii, bezpłatnych banków zdjęć, a niektórzy mają nawet płacić za… wykonane przez siebie zdjęcia (!). O co tu chodzi?

    Mec. Adam Kowalski: – Mamy do czynienia ze zjawiskiem automatyzacji roszczeń, gdzie algorytmy identyfikują podobieństwo wizualne bez weryfikacji źródła i licencji. Firmy te masowo rozsyłają wezwania, licząc na efekt skali i zastraszenie odbiorcy żargonem prawniczym. Systemy te są głęboko wadliwe, ponieważ boty ignorują status prawny obrazu, co prowadzi do absurdalnych żądań za zdjęcia z domeny publicznej, a nawet za własną twórczość autora strony. To agresywny model biznesowy nastawiony na szybką ugodę, a nie realną ochronę własności intelektualnej.

    Czy e-mail od PicRights to pismo procesowe?

    Co w tej sytuacji ma zrobić uczciwy, przestraszony webmaster? Tłumaczyć się, wyjaśniać? Przecież w e-mailu – żądaniu zapłaty nikt nawet nie próbuje uwiarygodnić tego, że ma prawa autorskie do konkretnej ilustracji. W e-mailu nawet nie było imienia i nazwiska osoby która rzekomo złamała prawo.

    Przede wszystkim należy opanować emocje i nie podejmować żadnych działań pod wpływem impulsu. Proszę pamiętać, że w świetle prawa ciężar dowodu spoczywa na osobie wysuwającej roszczenie, a ogólnikowy e-mail bez wskazania konkretnych danych dłużnika oraz dowodu nabycia autorskich praw majątkowych nie jest pismem procesowym, lecz ofertą handlową zawarcia ugody. Odradzam jakiekolwiek tłumaczenie się lub wchodzenie w dialog, gdyż każda odpowiedź potwierdza aktywność odbiorcy i zachęca nadawcę do dalszej presji. Najskuteczniejszą strategią jest fizyczne usunięcie spornego zdjęcia z serwera, aby wyeliminować stan rzekomego naruszenia, i całkowite zignorowanie korespondencji. Płacenie za zdjęcie, które pobrano z Wikipedii lub wykonano samodzielnie, byłoby legitymizowaniem bezprawnych praktyk.

    Analiza fachowości i języka korespondencji windykacyjnej

    A może wśród oszustów – bo tak należy nazwać te działania, są też autentyczne kancelarie prawne. Czy taka kancelaria postępuje w ten sposób?

    Poważna kancelaria prawna nigdy nie operuje w ten sposób, ponieważ naruszałoby to etykę zawodową i standardy procesowe. Autentyczne wezwanie musi być precyzyjne: powinno zawierać pełnomocnictwo od twórcy, dokładne wskazanie daty naruszenia oraz wykazanie posiadania autorskich praw majątkowych do konkretnego dzieła. Kancelarie dbające o reputację nie wysyłają tysięcy zautomatyzowanych e-maili do anonimowych odbiorców, lecz kierują zindywidualizowane pisma do konkretnych podmiotów. Działania polegające na masowym rozsyłaniu szablonowych gróźb bez uprzedniej weryfikacji stanu faktycznego są domeną podmiotów nie mających wiele wspólnego z działalnością o charakterze prawnym. Jeśli e-mail jest anonimowy i masowy, należy traktować go jako próbę wyłudzenia, nawet jeśli w stopce widnieje nazwa sugerująca podmiot prawny.

    PicRights siedziba Unterdorfstrasse 12, 8808 Pfäffikon SZ, Switzerland
    Według strony www, pod adresem Unterdorfstrasse 12, 8808 Pfäffikon SZ, Switzerland jest siedziba PicRights. W tym samym budynku swoje biura mają też inne firmy. Biurowiec stoi w sercu gminy słynącej z najniższych podatków w Szwajcarii, niektórzy nazywają ją szwajcarskim rajem podatkowym. Źródło: Google Street View

    Analiza fachowości i języka korespondencji windykacyjnej PicRights

    Nie jestem prawnikiem jak pan, ale gdybym miał 100% pewności że ktoś ewidentnie złamał prawo autorskie, wynająłbym kancelarię prawną, ta ustaliłaby osobę / firmę, wysłała do niej pocztą (nie elektroniczną) oficjalne pismo prawnicze i poprosiła o usuniecie ilustracji. W przypadku braku reakcji, podałbym do sądu i zażądał na przykład miliona dolarów. Dlaczego rzekomi prawnicy tak nie robią, ale wysyłają e-maila?

    Pańska intuicja trafnie definiuje rzetelną ścieżkę prawną, jednak w tym przypadku cel jest zupełnie inny niż realna ochrona prawa. Firmy te operują e-mailowo, ponieważ koszt wysłania miliona wiadomości jest niemal zerowy, podczas gdy wynajęcie kancelarii i poświęcenie godzin pracy do indywidualnej sprawy o 800 złotych jest ekonomicznie nieopłacalne. Wybierają drogę elektroniczną, bo ich model biznesowy opiera się na statystyce: jeśli na tysiąc wysłanych gróźb dziesięć osób zapłaci „dla spokoju”, firma osiąga czysty zysk bez ponoszenia kosztów sądowych. Oficjalna droga pocztowa wymagałaby od nich ustalenia konkretnych danych adresowych i poniesienia opłat, co przy masowej skali i wątpliwych dowodach zrujnowałoby ich budżet. Oni nie chcą procesu, bo w sądzie musieliby wykazać dowody, których często nie mają – oni chcą jedynie szybkiego przelewu wygenerowanego przez strach.

    Mechanizm działania globalnych firm windykacyjnych i prawo autorskie

    „Często nie mają”? Ile dotychczas było takich spraw sądowych na świecie? Obawiam się, że to pojedyncze przypadki – proszę powiedzieć, ile ich było.

    W skali milionów rozsyłanych wezwań, liczba spraw, które faktycznie trafiają na wokandę, jest marginalna i statystycznie bliska zeru. W Polsce nie odnotowano dotychczas żadnego wyroku, w którym zagraniczny podmiot typu PicRights skutecznie pozwałby małego wydawcę lub blogera o pojedyncze zdjęcie; zazwyczaj kończy się na etapie e-mailowego nękania. Na świecie takie procesy to rzadkie przypadki pokazowe, wymierzone w duże korporacje, gdzie gra toczy się o ogromne kwoty, a nie o kilkaset złotych. Dla tych firm proces to ryzyko – przegrana przed sądem mogłaby stworzyć precedens, który zniszczyłby ich cały model biznesowy oparty na zastraszaniu. Dlatego wolą wysłać milion darmowych e-maili, niż zaryzykować jeden kosztowny i niepewny proces w obcym kraju.

    screen prawo autorskie copyright trolling
    Flagi na internetowej stronie PicRights sugerują globalny zasięg firmy. Dlaczego tylko 20, skoro ONZ zrzesza 193 państwa? Czy według PicRights webmasterzy z reszty państw mogą łamać prawo i są poza ich zasięgiem?

    Tego typu e-maile dostaję średnio raz w tygodniu, jest kilka powtarzających się podmiotów – najczęściej nie istniejących w rzeczywistości, które co jakiś czas zmieniają adresy swoich stron www. Jak poważne jest to obecnie zjawisko? Liczba postów od nękanych osób lawinowo rośnie.

    Mamy obecnie do czynienia z globalną epidemią nadużyć, którą w środowisku prawniczym określamy mianem „przemysłu roszczeniowego”. Fakt, że te podmioty regularnie zmieniają domeny i adresy, jest typowy dla operacji typu hit-and-run, mających na celu uniknięcie odpowiedzialności i blokad antyspamowych. Skala zjawiska jest bezprecedensowa – tysiące nowych postów na forach dla webmasterów to tylko wierzchołek góry lodowej, świadczący o tym, że ataki są generowane przez coraz doskonalsze skrypty AI. Ta lawinowa liczba zgłoszeń potwierdza, że nie jest to działanie prawne, lecz masowa operacja psychologiczna nastawiona na eksploatację masowego odbiorcy. Poważne firmy i kancelarie nie działają w modelu, który wymaga ciągłego ukrywania własnej tożsamości i migracji serwerów.

    Jeden z takich e-maili Pan przeczytał. Czy jest napisany fachowo, prawniczo? Czy taka osoba i firma w ogóle istnieje?

    Ten e-mail to klasyczny przykład masowej korespondencji windykacyjnej, która z profesjonalnym pismem prawniczym ma niewiele wspólnego. Język jest nienaturalny, pełen kalk językowych i błędów (np. „przez zł800.00”), co sugeruje użycie automatycznego tłumacza, a nie nadzór polskiego prawnika. PicRights Europe GmbH faktycznie istnieje jako podmiot zarejestrowany w Szwajcarii, jednak działa on jako komercyjna, prywatna agencja windykacyjna, a nie kancelaria prawna. Postać wymieniona jako „Compliance Officer” to pracownik administracyjny działu egzekucji, a nie mecenas reprezentujący stronę przed sądem i na 99,9% nie zna sprawy, po prostu zostało tu użyte jego nazwisko. Pismo to nie zawiera żadnych dowodów na posiadanie praw do zdjęcia, a jedynie linki do ich własnego systemu, co w polskim procesie cywilnym nie stanowiłoby wystarczającego dowodu naruszenia.

    PicRights Switzerland e-mail
    Fragment screena e-maila od PicRights. Za obrazek np. z Wikipedii 800 zł możesz zapłacić na konto bankowe albo na PayPal

    Cudowna zamiana. Jak bezpłatne zdjęcie stało się płatnym

    W żądaniu zapłaty, PicRights powołuje się na PA Images. Co to za firma i jakim cudem mogła wejść w posiadanie zdjęcia zrobionego przez Erica Harlowa, z którego każdy może korzystać bezpłatnie?

    PA Images to marka należąca do PA Media, czyli brytyjskiej narodowej agencji prasowej (dawniej Press Association). To potężny gracz, odpowiednik Polskiej Agencji Prasowej. Dysponują gigantycznym archiwum, a  obecność nazwy PA Images w piśmie ma wywołać u odbiorcy „efekt mrożący”. Masz odnieść wrażenie, że zadarłeś z instytucją państwową. Jak to możliwe, że (podobno) PA Images rości sobie prawo do darmowego zdjęcia? Scenariusze są dwa i oba stawiają PicRights w fatalnym świetle.

    Pierwszy to błąd „nienasyconego algorytmu”. PA Images masowo skupuje archiwa mniejszych agencji i fotografów. Ich boty indeksują miliony zdjęć. Jeśli Eric Harlow (link do prawy poniżej) kiedykolwiek współpracował z jakąś agencją lub jego zdjęcie zostało „zassane” przez komercyjną bazę bez weryfikacji metadanych CC, system automatycznie flaguje je jako płatne. Algorytm nie sprawdza, czy autor wcześniej udostępnił ten kadr światu za darmo – on szuka jedynie wizualnego podobieństwa.

    Drugi scenariusz jest bardziej cyniczny. To bezzasadna uzurpacja. PicRights liczy na to, że nikt nie będzie „kopać” w historii pliku sprzed prawie 20 lat. Powołanie się na taką potęgę jak PA Images służy uwiarygodnieniu swego działania. Kwota 800 zł w przypadku amatorskiego zdjęcia z projektu Geograph jest absurdalnie wysoka i całkowicie oderwana od realiów rynkowych. W ten sposób prywatna firma próbuje sprzedać „darmową wodę z kranu” w cenie luksusowego szampana – licząc na to, że wystraszony logotypem wielkiej państwowej agencji webmaster nie sprawdzi faktycznego źródła zdjęcia.

    WAŻNE

    > Tu opisana szerzej sprawa zdjęcia Erica Harlowa 

    Dlaczego muszę się logować na zewnętrznej stronie, żeby zobaczyć „dowody”?

    Osoby korzystające z Internetu mają świadomość spamu, nie klikają w linki z nieznanych e-maili, a tutaj żeby dowiedzieć się czegoś więcej – trzeba wejść na stronę www, zalogować się, podać hasło, swoje dane. Czy tak działa kancelaria prawna?

    Absolutnie nie – żadna szanująca się kancelaria prawna nie zmusza adresata do logowania się w zewnętrznych systemach, aby poznać treść zarzutów czy zobaczyć dowody. W rzetelnym obrocie prawnym dowody naruszenia powinny być dołączone bezpośrednio do pisma w formie czytelnych załączników. Wymóg logowania, podawania hasła i danych osobowych na prywatnej platformie podmiotu trzeciego stoi w sprzeczności z zasadami bezpieczeństwa cyfrowego oraz ochrony danych osobowych (RODO). Takie rozwiązanie służy wyłącznie celom operacyjnym firmy windykacyjnej: pozwala im śledzić aktywność odbiorcy, zbierać jego metadane i potwierdzać, że „ofiara” podjęła interakcję, co z punktu widzenia prawa nie ma żadnego znaczenia merytorycznego. To mechanizm typowy dla platform sprzedażowych i windykacyjnych, a nie dla profesjonalnej komunikacji procesowej.

    PicRights: Globalny potentat czy sprytny model biznesowy?

    www.picrights.com – co to za strona, do kogo należy, co na niej jest? Czy wygląda na uczciwy biznes?

    Strona ta należy do komercyjnej korporacji windykacyjnej z siedzibą w Szwajcarii, która pozycjonuje się jako podmiot zarządzający prawami autorskimi w imieniu wielkich agencji prasowych. Witryna jest zaprojektowana profesjonalnie i nowocześnie, prezentując ofertę „technologii ochrony obrazu”, co ma budować wizerunek nowoczesnej i legalnie działającej firmy technologicznej. Pod płaszczem estetycznego designu kryje się jednak centrum operacyjne mechanizmu, który służy do masowego generowania wezwań do zapłaty. Choć formalnie jest to zarejestrowany biznes, jego model operacyjny opiera się na kontrowersyjnych praktykach, które trudno nazwać etycznymi – polegają one na automatycznym monetyzowaniu zdjęć zlokalizowanych w sieci, przy braku merytorycznej weryfikacji. W środowisku prawniczym taka działalność, mimo pozorów profesjonalizmu, jest powszechnie klasyfikowana jako agresywny windykacyjny trolling.

    Ryzyko sądowe: Czy groźba procesu jest realna?

    Zaraz… Mają podobno oddziały na całym świecie (Kanada, Australia, Brazylia, kraje Europy), chwalą się logotypami (czyli chyba współpracą) z Paris Match, Reuters, AFP, wielkimi organizacjami dziennikarskimi i fotograficznymi. Działalność na skalę światową. Na pewno poza stroną picrights.com są tysiące informacji i opinii na temat wielkiego, światowego potentata prawnego. Naprawdę to globalna marka czy może ściema?

    To nie jest ściema w sensie istnienia, to globalna korporacja windykacyjna, która najprawdopodobniej faktycznie ma podpisane umowy z gigantami takimi jak Reuters czy AFP. Paradoks polega na tym, że te wielkie agencje, nie chcąc same ścigać drobnych blogerów, „outsourcują” to zadanie podmiotom takim jak PicRights, dając im prawo do używania swoich logotypów dla uwiarygodnienia presji. Globalny zasięg nie oznacza jednak, że ich metody są uznawane za standard prawny. W sieci znajdziemy tysiące negatywnych opinii i poradników prawnych z całego świata, które określają ich działalność mianem „legalnego wymuszenia”. Ich potęga to nie autorytet prawniczy, lecz potęga procesora i algorytmu AI, który pozwala im na globalną skalę monetyzować drobne uchybienia, na które żadna poważna redakcja nie traciłaby czasu. To globalny potentat, ale w branży, która budzi ogromne kontrowersje etyczne i prawne w każdym z krajów, w których operuje.

    licencja Creative Commons. Ile szwajcarską firmę kosztowałby sądowy proces w Warszawie o 800 zł?

    Taki potentat na pewno obraca milionami i nie będzie miał problemu z udowodnieniem w sądzie że jakiś bloger z Polski ukradł zdjęcie. Nawet jeśli sprawa sądowa przed sądem w Warszawie będzie ich sporo kosztować.

    Właśnie na tym polega najczęstszy błąd w ocenie sytuacji: zakładamy, że skoro kogoś stać na proces, to go wytoczy. W rzeczywistości korporacje takie jak PicRights kierują się wyłącznie chłodnym rachunkiem zysków i strat, a nie chęcią wymierzania sprawiedliwości. Wytoczenie procesu w Polsce wymagałoby od nich udowodnienia pełnego łańcucha uprawnień do konkretnego pliku, co przy zdjęciach agencyjnych sprzed lat jest procesowo karkołomne i ryzykowne. Przegrana w warszawskim sądzie byłaby dla nich katastrofą wizerunkową i prawną, ponieważ stworzyłaby publicznie dostępny precedens, który mogliby wykorzystać inni nękani właściciele stron www. Oni wolą zachować status „niepokonanego potentata” który tylko grozi, niż ryzykować konfrontację z polskim sędzią, który mógłby uznać ich roszczenie za bezzasadne lub kwotę za rażąco wygórowaną.

    PicRights screen www logo
    Na głównej stronie PicRights są 53 logotypy firm, organizacji, redakcji z różnych krajów. Kolejny sposób, aby uwiarygodnić swój biznes i masowe rozsyłanie żądań zapłaty. Ciekawe czy Associated Press, Reuters, Paris Match i inni wiedzą, że ich logotypy uwiarygadniają to, że PicRights chce pieniądze za wykorzystanie zgodnie z prawem zdjęć z Wikipedii

    Dlaczego duże agencje unikają konfrontacji w polskich sądach?

    Gdzie jest siedziba tej firmy? Ile konkretnie kosztowałby ich proces w Warszawie, który na pewno by wygrali (przecież ostro twierdzą że na pewno mają prawa autorskie), więc koszta zostaną im zwrócone. Proszę oszacować koszty takiego procesu.

    Siedziba PicRights Europe GmbH znajduje się w Szwajcarii, w miejscowości Pfäffikon (kanton Schwyz). Choć Szwajcaria kojarzy się z prestiżem, w tym przypadku jest to lokalizacja strategiczna, utrudniająca bezpośrednią komunikację prawną i reklamacyjną spoza ich systemu.

    Jeśli chodzi o koszty procesu w Warszawie o kwotę 800 zł, to kalkulacja wygląda następująco:

    • Wpis sądowy: To najmniejszy wydatek, około 100 zł (przy tej wartości przedmiotu sporu).

    • Tłumaczenia przysięgłe: To ich „pięta achillesowa”. Musieliby przetłumaczyć na polski pełnomocnictwa, umowy z agencjami (np. AFP czy Reuters) oraz dokumentację techniczną zdjęcia. Koszt: minimum 1500–3000 zł, którego sąd często nie zwraca w całości.

    • Zastępstwo procesowe: Koszt wynajęcia polskiego adwokata, który musiałby stawić się w sądzie (lub brać udział online). Nawet przy wygranej, sąd zasądziłby im zwrot kosztów zastępstwa według stawek minimalnych, czyli zaledwie kilkaset złotych, co nie pokryłoby realnej faktury kancelarii.

    Twierdzenie, że „na pewno by wygrali”, jest ich najsilniejszą bronią psychologiczną, ale procesowo to bardzo kruchy lód. W Polsce muszą udowodnić nie tylko naruszenie, ale przede wszystkim precyzyjny łańcuch praw autorskich od fotografa przez agencję, aż do ich firmy. Jeśli zdjęcie pochodzi z darmowego źródła lub zostało błędnie oznaczone przez bota, przegrywają z kretesem i muszą pokryć koszty Twojego prawnika. Ryzyko wydania kilku tysięcy złotych bez gwarancji sukcesu sprawia, że proces o 800 zł jest dla nich biznesowym samobójstwem.

    Nowe plagi w sieci: Wyłudzenia linków i spam prawny

    Światowa firma, tylu prawników. Nikt nie miał minuty, żeby zlokalizować zdjęcie, które dla każdego na świecie jest natychmiast w zasięgu ręki, tak po prostu wysuwa poważne zarzuty prawne i chce pieniędzy? Takich przykładów są tysiące, webmasterzy opisują swoje sprawy w sieci. Moim zdaniem to nie jest pomyłka – to NIE są pojedyncze przypadki.

    Ma pan całkowitą rację – w skali przemysłowej, przy milionach operacji, takie działanie przestaje być pomyłką, a staje się świadomie wkalkulowanym ryzykiem operacyjnym. Z perspektywy prawnika muszę stwierdzić, że jest to cyniczne wykorzystanie asymetrii informacji i zasobów: firma ma świadomość, że znaczna część ich wezwań dotyczy obrazów z domeny publicznej lub wolnych licencji, ale koszt „ręcznej” weryfikacji każdego przypadku przez prawników (ich prawa kosztuje), zabiłby ich zyskowność. Wolą wysłać tysiąc bezzasadnych gróźb, wiedząc, że większość osób nie ma wiedzy ani czasu, by w minutę zlokalizować źródło na Wikipedii. To nie jest przypadek, lecz statystyczna strategia eksploatacji strachu, gdzie ewentualna kompromitacja w jednym przypadku jest wkalkulowana w zysk z setek innych osób, które zapłacą dla świętego spokoju, nie sprawdzając faktów.

    Szantaż „link za zdjęcie”: Jak buduje się zaplecze dla kasyn

    Opisany wyżej e-mail to jeden z wielu przypadków. W minionym tygodniu dostałem 2 maile od innych „firm prawniczych”. Pierwsza oprócz podania kwoty do zapłaty, podała linka do mojego artykułu. Na stronie jest 5 zdjęć: 2 z Wikipedii i 3 bezpłatne z Pixabay. Cały czas tam są. Nawet nie raczyli napisać do którego z tych pięciu zdjęć rzekomo mają prawa autorskie. Druga „firma” napisała, że nielegalnie korzystam ze zdjęcia (też jest w Wikipedii), ale nie muszę im płacić. Wystarczy że umieszczę linka do kasyna (link był w „wezwaniu”). Trzy dziwne e-maile i tylko jeden tydzień. To jest już plaga.

    To, co pan opisuje, to podręcznikowy obraz „nowej fali” cyber-wymuszeń, gdzie prawo autorskie jest jedynie parawanem dla zwykłego oszustwa lub agresywnego marketingu (tzw. SEO spam). W pierwszym przypadku mamy do czynienia z „zarzucaniem sieci” – wysyła się ogólnikowe oskarżenie, licząc na to, że przestraszony właściciel sam przyzna się do winy lub zapłaci, byle uniknąć kłopotów. Drugi przypadek to nowa, niezwykle bezczelna metoda budowania zaplecza linkowego dla stron hazardowych. Naciągacz podszywa się pod właściciela praw zdjęć, by wymusić na webmasterach darmową reklamę kasyna. To już nie jest ochrona własności intelektualnej, lecz zorganizowana działalność o charakterze przestępczym i spamerskim, która bazuje na masowości i bezkarności w globalnej sieci.

    Dlaczego warto walczyć o prawdę w Internecie

    Co właściciele stron www mogą zrobić (lub czego nie robić) w przypadku otrzymania takiego e-maila? A gdyby takie coś zgłosić na policję lub do prokuratury, ktoś potraktowałby sprawę poważnie? Jeśli ktoś chce wymusić zapłatę np. 1200 euro albo linka – w kraju, gdzie za reklamę hazardu webmaster może dostać ogromną karę finansową (znam takie przypadki) – czy uznano by takie e-maile za coś, czym należy się poważnie zająć i ścigać?

    Właściciele stron muszą przede wszystkim zrozumieć, że w tej grze ich największym wrogiem nie jest prawo, lecz własny strach. Najważniejszą zasadą jest: nie wchodzić w polemikę. Każda próba wyjaśniania, że zdjęcie pochodzi z Wikipedii, jest dla naciągacza sygnałem, że po drugiej stronie siedzi osoba przejęta sprawą, którą warto dalej nękać. Należy zabezpieczyć dowód pochodzenia zdjęcia (np. zrzut ekranu z serwisu Pixabay czy Wikimedia), nawet dla świętego spokoju fizycznie usunąć plik z serwera, by uciąć argument o „trwającym naruszeniu”, i na tym zakończyć sprawę (choć nadal będą przychodzić e-maile z żądaniem zapłaty). W przypadku szantażu „link za zdjęcie” sprawa jest jeszcze prostsza: to ewidentna próba wymuszenia, która z prawem autorskim i w ogóle z prawem nie ma nic wspólnego.

    Jeśli chodzi o polskie organy ścigania, sytuacja jest złożona. Zgłoszenie próby wyłudzenia (art. 286 Kodeksu karnego) lub złośliwego niepokojenia jest możliwe, jednak prokuratura często umarza takie sprawy ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu lub trudność w ustaleniu sprawcy ukrytego za zagranicznym serwerem. Niemniej jednak, w przypadku szantażu dotyczącego reklamowania hazardu, sprawa nabiera innego ciężaru gatunkowego. Nakłanianie do popełnienia czynu zabronionego (reklama hazardu jest w Polsce surowo karana) pod groźbą sankcji finansowej, to już poważne przestępstwo. Gromadzenie takich maili i zgłaszanie ich do organów takich jak UOKiK czy prokuratura jest jedyną drogą, by państwo polskie zauważyło skalę zjawiska i podjęło działania systemowe przeciwko konkretnym domenom. Oszuści o tym wiedzą i czują się bezkarni.

    Dekalog bezpiecznego webmastera – radzimy:

    1. Nigdy nie płać na podstawie e-mailowego żądania, które nie zawiera twardych dowodów prawnych.

    2. Sprawdź źródło zdjęcia (Google Image Search / TinEye).

    3. Weryfikuj licencję (Wikipedia, Pixabay, Unsplash).

    4. Zrób screenshoty dowodzące darmowego pochodzenia pliku.

    5. Usuń zdjęcie z serwera (nie tylko z wpisu, ale fizycznie z FTP).

    6. Nie loguj się do systemów nadawcy.

    7. Nie odpisuj na anonimowe i zautomatyzowane maile.

    8. Ignoruj „ostateczne wezwania” wysyłane zwykłym e-mailem.

    9. Archiwizuj korespondencję w osobnym folderze.

    10. Edukuj innych – udostępnij ten wywiad, żeby ostrzec innych twórców stron www.

    Na koniec: kim jest autor zdjęcia o którym pisaliśmy

    Eric Harlow ma oficjalny profil na platformie Geograph Britain and Ireland. Link z jego konkretnym zdjęciem to ostateczny dowód na to, że mamy do czynienia z legalnym, darmowym źródłem, a nie „kradzieżą” zdjęcia i trzeba za nie płacić każdemu, kto zażąda zapłaty. Na profilu widzimy, że Eric Harlow to niezwykle aktywny twórca – udostępnił w serwisie ponad 23 tysiące zdjęć. System Geograph, na którym operuje, jest zintegrowany z licencjami Creative Commons. Pod każdym jego zdjęciem widnieje wyraźna informacja: „This work is licensed under the Creative Commons Attribution-ShareAlike 2.0 License”. To szanowany dokumentalista brytyjskiego krajobrazu. Ludzie tacy jak on udostępniają zdjęcia po to, by służyły edukacji i dokumentacji (jak na Wikipedii), a nie po to, by szwajcarska firma windykacyjna wyłudzała za nie pieniądze od webmasterów.

    PicRights: (c) Sadurski.com / GM
    Z uwagi na charakter sprawy oraz fakt, że mecenas Adam Kowalski (dane zmienione na prośbę eksperta) na co dzień reprezentuje klientów w sporach z agencjami windykacyjnymi, zdecydowaliśmy się na publikację wywiadu pod pseudonimem, aby chronić toczące się postępowania i strategię procesową jego klientów.

    P.S. Wprawdzie opisana wyżej sprawa nie dotyczy bezpośrednio Sadurski.com, ale zdecydowaliśmy się zająć tematem, który jest bulwersujący i dotyczy (nie tylko) polskich webmasterów.

    NOTA PRAWNA

    Niniejszy artykuł powstał w celu ochrony interesu publicznego oraz edukacji użytkowników sieci w zakresie ich praw. Wszystkie logotypy, nazwy firm oraz zrzuty ekranu zostały użyte na podstawie art. 29 ustawy o prawie autorskim (prawo cytatu) w celu analizy krytycznej i dokumentacji opisywanych praktyk. Publikacja danych adresowych oraz technicznych (metadane GPS) służy weryfikacji faktów i jest niezbędna dla rzetelności dziennikarskiej. Naszym celem nie jest naruszenie dóbr osobistych żadnego podmiotu, lecz rzetelne naświetlenie mechanizmów działania rynku licencyjnego w 2026 roku.

    Zobacz też – podobne sprawy: 
    > Jak nie dać się oszwabić Niemcowi z Copytrack
    > National Legal – oszuści już w Polsce

    Copyright Trolling Creative Commons etyka biznesu firma windykacyjna PA Images Pfäffikon
    Udostępnij Facebook Twitter LinkedIn Email Copy Link

    Powiązane wpisy

    Koniec ery cyfrowego Januszostwa. Wielka blokada VOD w 2026

    Czy masz nieważny dowód osobisty? Sprawdź datę – unikniesz problemów i kary!

    Ciekawostki prawne, które zaskoczą laików

    Nie tylko w Luwrze. Najsłynniejsze kradzieże w historii Francji

    Justyna Kowalczyk gorsza od żużlowca. W Toruniu są inne przepisy?

    Najlepsze dowcipy o sędziach. Żarty na wokandzie

    LOSOWE ARTYKUŁY

    Najlepsze dowcipy o świętym Mikołaju

    Dowcipy o carycy Katarzynie

    Orbitalna inwigilacja. Sekrety monitoringu wojskowego z satelitów

    Barbados, brodata wyspa – ciekawe fakty

    Kategorie
    • ARCHITEKTURA (50)
    • BIZNES (95)
    • CIEKAWOSTKI (573)
    • DOM I OGRÓD (129)
    • DOWCIPY (360)
    • DZIECKO (66)
    • HISTORIA (87)
    • HOBBY (53)
    • INFORMACJE (189)
    • KARYKATURY (34)
    • KOBIETA (97)
    • KUCHNIA (66)
    • LIFESTYLE (16)
    • MEDIA (55)
    • MODA (44)
    • MOTORYZACJA (93)
    • MUZYKA (48)
    • NAUKA (20)
    • NIESAMOWITE (102)
    • PODRÓŻE (678)
      • AFRYKA (64)
      • AMERYKA (131)
        • USA (98)
          • NOWY JORK (28)
      • AUSTRALIA I OCEANIA (34)
      • AZJA (69)
      • EUROPA (115)
    • POLITYKA (30)
    • POLSKA (617)
      • ŁÓDZKIE (36)
      • ŚLĄSKIE (52)
      • ŚWIĘTOKRZYSKIE (30)
      • DOLNOŚLĄSKIE (7)
      • KUJAWSKO-POMORSKIE (35)
      • LUBELSKIE (50)
      • LUBUSKIE (21)
      • MAŁOPOLSKIE (63)
      • MAZOWIECKIE (34)
      • OPOLSKIE (20)
      • PODKARPACKIE (23)
      • PODLASKIE (19)
      • POMORSKIE (38)
      • WARMIŃSKO-MAZURSKIE (40)
      • WIELKOPOLSKIE (61)
      • ZACHODNIOPOMORSKIE (31)
    • PORADY (250)
    • PRACA (48)
    • PRAWO (47)
    • PRZEMYSŁ (37)
    • SATYRA (61)
    • SENIOR (32)
    • SHOW-BIZNES (38)
    • SNY (26)
    • SPORT (134)
      • PIŁKA NOŻNA (69)
    • SZTUKA (34)
    • TECHNOLOGIE (78)
    • TRANSPORT (24)
    • UBEZPIECZENIA (21)
    • WESELE (70)
    • Z ARCHIWUM (404)
    • ZAKUPY (43)
    • ZDROWIE (152)
    • ZWIERZĘTA (132)
    OSTATNIE WPISY

    Skandal, miliardy i Narodowy Fundusz Karykatur Sadurskiego

    16 lutego 2026

    Koniec ery „znajomego diagnosty”. Nowe badanie techniczne samochodu to dla wielu wyrok

    15 lutego 2026

    Legendarny powrót New York Cosmos. Sadurski.com na meczu!

    14 lutego 2026

    Wystawa otwarta! Międzynarodowy Fundusz Karykatur Sadurskiego w Bratysławie

    13 lutego 2026
    Zobacz także

    Wniosek o urlop – w jakiej formie go złożyć?

    Województwo zachodniopomorskie – ciekawostki, atrakcje

    Kraj wiśni i bunkrów. Ciekawostki o Albanii

    Janusz Rewiński – ciekawostki

    Popularne

    Ciekawostki o stanie wojennym. Od czołgów na ulicach po podziemny humor

    Mecze piłkarskie, które przeszły do historii

    Japoński humor – kawały o Japończykach

    Rozmiary penisów zwierząt i tajemnice kopulacji

    SADURSKI.COM REALIZACJA MSAD.DEV
    • KONTAKT
    • LINKI
    • POLITYKA PRYWATNOŚCI
    • MAPA STRONY

    Wpisz powyżej i naciśnij Enter, aby wyszukać. Naciśnij Esc, aby anulować.

    Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.