Początki kamikaze w japońskiej armii
Idea samobójczych ataków lotniczych narodziła się w obliczu rosnącej przewagi aliantów na Pacyfiku, gdy Japonia traciła kolejne wyspy i floty. W październiku 1944 roku wiceadmirał Takijirō Ōnishi, dowódca Pierwszej Floty Powietrznej, zaproponował formację specjalnych jednostek ataku, zwanych tokko tai, co oznaczało grupy uderzeniowe specjalnego przeznaczenia. Inspiracją dla nazwy kamikaze stał się historyczny tajfun z XIII wieku, który zniszczył flotę mongolską najeżdżającą Japonię, interpretowany jako boska interwencja. Ōnishi przekonał przełożonych, argumentując, że konwencjonalne metody walki nie wystarczą, by powstrzymać amerykańską ofensywę.
Pierwsze misje wystartowały podczas bitwy o Leyte, gdzie piloci celowo taranowali okręty, niosąc ze sobą bomby dla maksymalnych zniszczeń. Ta strategia szybko rozprzestrzeniła się na lądowe i morskie siły Japonii, obejmując nie tylko lotnictwo, ale też inne formy ataków samobójczych. W ten sposób kamikaze stali się częścią szerszej doktryny wojennej, gdzie indywidualne życie podporządkowano zbiorowemu przetrwaniu narodu.
Motywacje i decyzje pilotów kamikaze
Wielu pilotów zgłaszało się na ochotnika, napędzanych głęboką lojalnością wobec cesarza Hirohito, postrzeganego jako boska figura w tradycji shintoistycznej. Propaganda wojskowa podkreślała honor w poświęceniu, malując obraz wojowników kontynuujących samurajską tradycję bushido, gdzie śmierć w walce przynosiła chwałę rodzinie i ojczyźnie.
Jednak nie wszyscy decydowali się dobrowolnie; presja ze strony dowódców, rówieśników i społeczeństwa często zmuszała młodych mężczyzn do wyboru misji, z obawą przed oskarżeniem o tchórzostwo lub hańbę. Listy pozostawione przez pilotów ujawniają mieszankę emocji – od entuzjazmu patriotycznego po głęboki smutek i tęsknotę za bliskimi, z refleksjami nad sensem życia w cieniu nieuniknionej klęski. Psychologicznie, indoktrynacja od najmłodszych lat w szkołach i mediach budowała przekonanie, że osobiste poświęcenie jest najwyższym aktem miłości do Japonii. Wpływ rodziny był subtelny, lecz silny; matki i ojcowie często zachęcali synów, wierząc w propagandę o niepokonanej duszy japońskiej. Te czynniki łączyły się, tworząc atmosferę, w której odmowa wydawała się zdradą.

Dla niektórych pilotów decyzja wynikała z praktycznych względów, takich jak brak paliwa na powrót z misji czy świadomość, że konwencjonalne loty kończą się śmiercią w starciach z lepiej wyposażonymi siłami wroga. Relacje ocalałych świadków wskazują, że szkolenia podkreślały duchową czystość, z rytuałami oczyszczającymi przed startem, co wzmacniało poczucie misji transcendentnej. Krytycy poza Japonią widzieli w tym fanatyzm, lecz dla samych pilotów był to często akt desperackiej nadziei na ocalenie bliskich przed okupacją. Badania powojenne ujawniły, że wielu było studentami uniwersytetów, rekrutowanymi w pośpiechu, co dodawało tragizmu ich losowi. Ich listy, pełne poezji i filozoficznych rozważań, pokazują wewnętrzną walkę między obowiązkiem a instynktem przetrwania. W efekcie, motywacje łączyły elementy kulturowe, społeczne i militarne, czyniąc z kamikaze unikalny fenomen wojenny.
Liczba samobójczych ataków i ich skuteczność
Szacuje się, że w misjach kamikaze zginęło około 3800 pilotów, głównie w okresie od października 1944 do sierpnia 1945 roku. Te ataki skoncentrowały się na Pacyfiku, szczególnie podczas bitew o Okinawę i Filipiny, gdzie japońska marynarka straciła zdolność do konwencjonalnych operacji. Skuteczność mierzono liczbą trafionych okrętów; około 19 procent misji kończyło się sukcesem, uszkadzając lub zatapiając ponad 300 jednostek alianckich. W bitwie o Okinawę kamikaze zatopili kilkadziesiąt okrętów, w tym niszczyciele i lotniskowce, powodując śmierć ponad 7000 marynarzy, głównie amerykańskich. Jednak wysoki koszt w ludziach i maszynach nie zmienił biegu wojny, gdyż alianci szybko dostosowali taktykę, wzmacniając obronę przeciwlotniczą i radarową. Piloci startowali w falach, czasem po kilkuset naraz, co przytłaczało systemy obronne wroga. Mimo to, większość samolotów była zestrzeliwana przed celem, co podkreślało desperacki charakter strategii.

Debata nad sensem tych śmierci trwa; z japońskiej perspektywy były bohaterskie, jako ostateczna obrona przed inwazją, lecz z punktu widzenia aliantów jawiły się jako bezsensowne marnotrawstwo życia. Statystyki wskazują, że jeden udany atak wymagał średnio pięciu pilotów, co czyniło taktykę nieefektywną w dłuższej perspektywie. Wpływ na morale wroga był jednak znaczny, siewając strach wśród załóg okrętów, które musiały radzić sobie z nieprzewidywalnymi uderzeniami. Powojenne analizy wykazały, że kamikaze opóźnili inwazję na wyspy japońskie, dając czas na negocjacje pokojowe. Ich liczba rosła wraz z pogarszającą się sytuacją Japonii, osiągając szczyt w kwietniu 1945 roku.
Budowa samolotów i łodzi używanych w misjach kamikaze
Samoloty kamikaze opierały się na istniejących modelach, takich jak Mitsubishi A6M Zero, lekki myśliwiec o zasięgu do 3000 kilometrów i prędkości maksymalnej 565 kilometrów na godzinę. Modyfikacje obejmowały dodanie większych bomb, czasem do 250 kilogramów, montowanych pod kadłubem dla zwiększenia siły uderzenia. Produkcja odbywała się w fabrykach Mitsubishi w Nagoya i Hiroshima, gdzie inżynierowie upraszczali konstrukcje, rezygnując z uzbrojenia obronnego na rzecz ładunków wybuchowych. Specjalny typ, Yokosuka MXY-7 Ohka, był latającą bombą o drewnianej konstrukcji, długości 6 metrów i rozpiętości skrzydeł 5 metrów, napędzaną rakietami, osiągającą 650 kilometrów na godzinę w locie nurkowym. Ohka startowały z bombowców-nosicieli, jak Mitsubishi G4M, budowane w zakładach w Osace, gdzie skupiano się na szybkości montażu. Parametry techniczne podkreślały jednorazowość: brak podwozia lądowego i minimalne paliwo na dojście do celu.

W morskich wariantach kamikaze wykorzystywano łodzie Shinyo, małe jednostki motorowe o długości 5-6 metrów, napędzane silnikami benzynowymi o mocy 60 koni mechanicznych, osiągające 50 kilometrów na godzinę. Budowane w stoczniach w Yokosuce i Kure, miały kadłub z drewna wzmocnionego stalą, z ładunkiem 300 kilogramów trotylu w dziobie. Piloci, zwani maruta, sterowali nimi bezpośrednio na wrogi okręt, detonując ładunek przy kontakcie. Inny typ, Kaiten, to ludzkie torpedy o długości 14 metrów, średnicy 1 metra, napędzane silnikami tlenowymi, rozwijające 55 kilometrów na godzinę pod wodą. Produkowane w tajnych zakładach w Otsujimie, miały zasięg 78 kilometrów i głowicę 1550 kilogramów trotylu. Konstruktorzy, tacy jak Hiroshi Kuroki, skupiali się na precyzji nawigacji przez peryskop.
Ostatnie chwile przed startem
Przed wyruszeniem piloci przechodzili rytuał, w tym ceremonię z sake i opaskami hachimaki na głowach, symbolizującymi determinację. Pisali listy pożegnalne, pełne refleksji nad rodziną i krajem, często recytując wiersze o kwitnących wiśniach jako metaforze ulotnego życia. W bazach, takich jak Chiran, gromadzili się w grupach, dzieląc posiłki i śpiewając pieśni patriotyczne, co budowało poczucie braterstwa. Dowódcy wygłaszali mowy o chwale, wręczając miecze ceremonialne lub kwiaty jako ostatni gest. Fizycznie przygotowywali się, zakładając mundury i sprawdzając sprzęt, z minimalnym bagażem osobistym. Emocje sięgały zenitu; niektórzy śmiali się nerwowo, inni płakali cicho, świadomi nieuniknionego. Start następował o świcie, z salutami od personelu naziemnego, co nadawało chwili podniosłości.
W przypadku łodzi kamikaze, jak Kaiten, operatorzy wchodzili do ciasnych kabin, żegnając się z załogą okrętów podwodnych-nosicieli. Rytuały obejmowały modlitwy shintoistyczne i wymianę talizmanów na szczęście. Ostatnie instrukcje dotyczyły nawigacji, z naciskiem na celność uderzenia. Ci mężczyźni, często marynarze z doświadczeniem, medytowali nad misją. Atmosfera w bazach morskich była napięta, z odgłosami fal i silników w tle. Po wejściu do pojazdu, drzwi zamykały się nieodwracalnie, pozostawiając ich w samotności z przeznaczeniem.

Dziedzictwo kamikaze w literaturze i filmie
Literatura powojenna obficie czerpie z historii kamikaze, z książkami takimi jak „Listen to the Voices from the Sea” zbierającymi listy pilotów, ukazującymi ich ludzką stronę. Autorzy jak Yukio Mishima w swoich esejach eksplorowali bushido w kontekście tych poświęceń, mieszając podziw z krytyką militaryzmu. Powieści historyczne, takie jak „The Nobility of Failure” Ivana Morrisa, analizują kulturowe korzenie samobójstwa jako szlachetnego aktu. W japońskiej prozie współczesnej motywy te pojawiają się w pracach o traumie wojennej, podkreślając konflikt między obowiązkiem a indywidualizmem. Filmy, jak „The Eternal Zero” z 2013 roku, opowiadają o pilocie kamikaze przez pryzmat wnuka, budząc debaty o glorifikacji wojny. Klasyki, takie jak „Wings of Defeat” z 2007, dokumentują wywiady z ocalałymi, ujawniając złożoność ich doświadczeń. Te dzieła kształtują pamięć zbiorową, balansując między hołdem a ostrzeżeniem.
Wpływ na kulturę popularną
W mangach i anime, jak „Space Battleship Yamato”, elementy kamikaze pojawiają się jako heroiczne poświęcenia w futurystycznych konfliktach. Gry wideo, takie jak „Ace Combat”, symulują misje samobójcze, inspirując dyskusje o etyce wojennej. Muzyka rockowa i pop w Japonii, z piosenkami zespołów jak The Blue Hearts, odnosi się do tych symboli w kontekście pacifizmu. W zachodniej kulturze kamikaze stały się metaforą ekstremalnego oddania, pojawiając się w filmach hollywoodzkich jak „Pearl Harbor”. Muzea, takie jak Chiran Peace Museum, przechowują artefakty, edukując o ludzkim koszcie wojny.
Kamikaze: (c) Sensacje Sadurski.com / GR
Zobacz też:
> Ostatnie chwile życia Hitlera
> Najsłynniejszy snajper świata


