W relacjach na linii Biały Dom – Pentagon – Dolina Krzemowa następuje właśnie trzęsienie ziemi. Donald Trump, grożąc gigantowi Raytheon (RTX) odebraniem kontraktów za brak inwestycji w nowe fabryki, nie tylko uprawia polityczny teatr, ale dotyka najbardziej bolesnego problemu zachodniej obronności: potwornych kosztów i ślamazarnego tempa produkcji. Czy amerykański model „luksusowego uzbrojenia” ma szansę przetrwać w starciu z brutalną, tanią masowością Rosji i garażowymi nowinkami z Ukrainy? Sadurski.com analizuje, dlaczego uzbrojenie USA musi przejść terapię szokową, by wygrać ewentualny długotrwały konflikt światowy
Raytheon na celowniku. Dlaczego Trump żąda fabryk, a nie dywidend?
Na początku stycznia 2026 roku Donald Trump wywołał panikę na Wall Street, uderzając w RTX (dawniej Raytheon), producenta systemów Patriot. Prezydent postawił ultimatum: albo koncern przeznaczy miliardy z zysków na budowę nowych, zautomatyzowanych linii produkcyjnych, albo straci status kluczowego dostawcy dla Armii USA.
Dla postronnego obserwatora może to brzmieć jak atak na wolny rynek, ale w rzeczywistości to reakcja na patologię bazy przemysłowo-obronnej (DIB). Przez dekady amerykańscy giganci zbrojeniowi działali w systemie „plus marża”, gdzie im droższy był projekt, tym większy był zysk firmy. Zamiast inwestować w moce przerobowe, firmy te często wydawały miliardy na skup akcji własnych, by zadowolić inwestorów. Efekt? W 2026 roku USA produkują systemy przeciwlotnicze i rakiety manewrujące w tempie, które wystarczyłoby na tydzień intensywnej wojny z mocarstwem takim jak Chiny. Trump chce wymusić przejście z modelu „rzemieślniczego” na masową produkcję taśmową.
Kosztowna precyzja NATO kontra rosyjska „masówka”
Problem wysokich cen uzbrojenia Zachodu staje się jaskrawy, gdy zestawimy go z rosyjskim podejściem. System Patriot to technologiczny majstersztyk, ale koszt jednej baterii to około 1-1,5 mld dolarów, a wystrzelenie pojedynczej rakiety PAC-3 MSE kosztuje podatnika blisko 4-5 mln dolarów.
W tym samym czasie rosyjskie systemy S-400 Triumf, choć często mniej skuteczne w testach laboratoryjnych, są produkowane za ułamek tej ceny. Rosja postawiła na model gospodarki wojennej:
Praca 24/7: Rosyjskie fabryki pracują na trzy zmiany, produkując miesięcznie więcej amunicji artyleryjskiej niż cała Unia Europejska i USA razem wzięte.
Mniejsza precyzja, większa skala: Rosyjskie rakiety nie muszą trafiać „w okno” z odległości 200 km, jeśli można ich wystrzelić dziesięć zamiast jednej.
W długotrwałym konflikcie światowym, który staje się wojną na wyniszczenie, zasoby są ważniejsze od parametrów. Jeśli strzał z Patriota za 5 mln dolarów ma neutralizować rosyjską rakietę za 200 tys. dolarów, to Zachód zbankrutuje szybciej, niż przeciwnikowi skończy się amunicja.
Ukraiński poligon: jak drony za 500 dolarów niszczą sprzęt za miliony
Największą rewolucję w myśleniu o cenach uzbrojenia przyniosła Ukraina. To tam narodziło się „garażowe zbrojenie”, które rzuca wyzwanie potęgom takim jak Lockheed Martin. Ukraińcy udowodnili, że:
Dron FPV warty 500-1000 dolarów, wyposażony w prosty ładunek wybuchowy, jest w stanie wyeliminować czołg warty 10 milionów dolarów.
Drony dalekiego zasięgu (np. Lutyj czy Bober), budowane z włókna szklanego i żywicy, kosztują około 200 tys. dolarów i skutecznie paraliżują rosyjskie rafinerie, zastępując w tej roli zachodnie pociski manewrujące warte miliony.
Dla Pentagonu to zimny prysznic. Okazuje się, że nowoczesne pole walki wymaga tysięcy tanich systemów „jednorazowych”, a nie tylko garstki ultradrogich samolotów stealth. Trump, atakując Raytheona, zdaje się rozumieć ten trend – chce odchudzić biurokrację i zmusić przemysł do myślenia o koszcie jednostkowym.
Jak uzdrowić system? Więcej rakiet za mniejszą cenę
Aby USA odzyskały przewagę finansową i produkcyjną w wyścigu zbrojeń, konieczne są radykalne kroki, które administracja Trumpa zaczyna wdrażać w budżecie na rok fiskalny 2026:
Automatyzacja i robotyzacja: Zamiast budować rakiety ręcznie, jak luksusowe auta, fabryki muszą przejść na standardy gigantów motoryzacyjnych (jak Tesla czy Toyota).
Wykorzystanie rozwiązań cywilnych: Rezygnacja z certyfikatów „military-grade” dla każdego śrubki na rzecz ogólnodostępnej elektroniki tam, gdzie to możliwe (tzw. COTS – Commercial Off-The-Shelf).
Konkurencja z Doliną Krzemową: Otwarcie rynku dla firm takich jak Anduril czy SpaceX, które operują w kulturze „szybkich błędów” i niskich kosztów, zamiast polegać tylko na starej gwardii (Raytheon, Boeing).
Długoterminowe kontrakty zakupowe: Państwo musi gwarantować odbiór milionów sztuk amunicji przez 10 lat, aby firmy miały pewność, że budowa nowej fabryki się opłaci.
Czy „kij w mrowisku” Trumpa przyniesie stabilność?
Donald Trump, uderzając w Raytheona, stosuje swoją ulubioną taktykę negocjacyjną – eskalację. Wbijając kij w mrowisko kompleksu wojskowo-przemysłowego, chce wymusić zmianę paradygmatu. Jeśli koncerny przestaną traktować budżet obronny jak nieskończone źródło dywidend, a zaczną jak poligon do optymalizacji produkcji, USA mogą stać się prawdziwym „arsenałem demokracji” na miarę XXI wieku.
W obliczu rosnących zagrożeń na Pacyfiku i w Europie, zdolność do produkowania dziesięć razy większej ilości sprzętu za tę samą cenę nie jest tylko kwestią ekonomii. To kwestia przetrwania. Trump może nie być ekspertem od inżynierii rakietowej, ale jako biznesmen widzi jedno: obecny system jest niewydajny. Jeśli presja Trumpa doprowadzi do powstania „super-fabryk” uzbrojenia, bezpieczeństwo USA i sojuszników NATO może paradoksalnie stać się bardziej stabilne niż kiedykolwiek.
Uzbrojenie USA: (c) Uzbrojenie i polityka Sadurski.com / GM
Zobacz też:
> Piraci morscy na usługach Kremla
> III wojna światowa zacznie się od Grenlandii?


