Tą sprawą żyła Polska. W 1999 roku Murzyn podał mnie do sądu, bo wydałem Dobry Humor – „Dowcipy o Murzynach”. Śmiertelnie obrażony, chciał 100 000 złotych – to tak, jakby dziś ktoś chciał ode mnie pół miliona. Ekipa z TVP w 2000 roku jeździła po Polsce i kręciła sensacyjny reportaż. To miał być super-materiał o sponiewieranym dowcipami Murzynie i najbardziej obrzydliwym rasiście 1000-lecia. Dlaczego materiału do dziś nie wyemitowano i jest rekordzistą w historii TVP? Poznaj kulisy tej niezwykłej historii
Smutny Murzyn chce 100.000 zł. Wrocławski sąd i Gazeta Wyborcza
W 1998 lub na początku 1999 r. do drzwi mojego mieszkania na Tarchominie zastukał dzielnicowy. Trochę rozbawiony spytał, czy to ja wydałem książeczkę z dowcipami o Murzynach. Gdy potwierdziłem, wręczył wezwanie na przesłuchanie. Szczegółów nie pamiętam, zeznawałem i sprawa przycichła na pół roku.
O tym, że Murzyn chce ode mnie 100 tysięcy, dowiedziałem się z sądowego pisma, jakie dotarło pocztą jako list polecony. Pisał sąd z Wrocławia. Dziwne, bo jak się potem dowiedziałem – zgodnie z polskim prawem podaje się wydawcę lub czasopismo / red. naczelnego w miejscu, gdzie jest zarejestrowane, wydawnictwo ma siedzibę lub jest siedziba redakcji. Ale i tak miałem szczęście, że Murzyn był z Wrocławia, a nie z Zambezi, Nairobi albo Maputo, bo pewnie tam musiałbym dojeżdżać na sprawy sądowe.
O tym, że we Wrocławiu ruszyła sprawa sądowa, dowiedziałem się z Gazety Wyborczej w 1999 r. Jeden numer poświecił sprawie stronę 1, 2 i 3 niemal w całości. Na pierwszej stronie tytuł – wyrok: Rasistowskie dowcipy przed sądem. Podobno przed publikacją dziennikarz z wrocławskiej Gazety Wyborczej chciał się ze mną skontaktować, ale nie miał numeru. Sąd też coś wysyłał, ale zdaje się na adres pod którym już dawno nie mieszkałem. Olano adres wydawcy, redakcji i redaktora naczelnego oraz ten który podałem w piśmie do sądu. Wymyślono jakiś inny adres.
Pierwsza sprawa sądowa, której bohaterami były dowcipy, była w Polsce szeroko opisywana i komentowana. Ponieważ niewiele osób wtedy wiedziało, co to jest Internet i media społecznościowe – do opinii publicznej dochodziły oficjalne przekazy od moich hejterów czyli oficjalnych mediów, z Wyborczą na czele. Dla nich sprawa była prosta jak drut i bezdyskusyjna: biedny Murzyn kontra rasistowskie dowcipy czyli bogaty satyryk-wydawca, w dodatku straszny rasista, pluje humorem na wszystkich czarnoskórych.

100 tysięcy złotych w 2000 roku i dziś – porównanie
| Produkt | Wartość w 2000 r. | Wartość w 2026 r. |
| Nieruchomości (Warszawa) | Mieszkanie 35-40 m² | ok. 750 000 zł |
| Zarobki (Średnia krajowa) | ok. 53 pensje netto | ok. 500 000 zł |
| Nowe samochody | 2 auta klasy średniej | ok. 300 000 zł |
„Obiektywni” dziennikarze, „obiektywne” media
Murzyn biegał po mediach, a może to media biegały za nim. Ze mną NIKT nie chciał rozmawiać – taka obiektywność dziennikarska wtedy była. Media i opinia publiczna wyrobiły sobie zdanie o sprawie, więc po co poznać stanowisko drugiej strony? To zburzyłoby przekaz, który zbudowano. Wydał dowcipy o Murzynach – niech płaci 100 tysięcy. A jak się zgłoszą inni Murzyni których też obraziły te dowcipy – niech każdy też idzie do sądu. Na samą myśl, ile na świecie jest Murzynów i gdyby tak każdy chciał ode mnie 100 tysięcy…
Znana zasada dziennikarska jest taka: jeśli pies pogryzł człowieka – to żaden temat, jeśli człowiek ugryzł psa – to jest sensacja. Tu sprawa była jasna (?): Murzyn dostał od kogoś w zęby i postanowił udowodnić w sądzie, że napastnik działał pod wpływem moich dowcipów (to znaczy tych wydrukowanych w Dobrym Humorze o Murzynach). Zatem pięść jakiegoś pijaczka była przedłużeniem mnie – obrzydliwego rasisty oraz wydrukowanych dowcipów. Byłem prowodyrem i jako zły Polak-rasista muszę za to ponieść finansową karę.
Bubel był od dowcipów o Żydach, Sadurski od dowcipów o Murzynach. Skoro nie można dobrać się do Bubla (a wielu próbowało), to może na początek załatwić rasistę?

TVP wyczuła temat
Wtedy wielu o tym pisało, a sprawa była jeśli nie dla Hollywood, to na pewno dla telewizji. Był wtedy w TVP 1 wieczorny program z różnymi reportażami. Nie pamiętam czy co tydzień czy codziennie, nie pamiętam też nazwy. W każdym razie redaktor, który planował zrobienie sensacyjnego reportażu, którym miał być maksymalnie za kilka dni puszczony, zatelefonował do mnie. Argument: nikt pana nie chce słuchać, ale my chcemy dać panu szansę wypowiedzieć się przed kamerami. Niech Polska pozna, jak ta sprawa wygląda naprawdę. To będzie obiektywny materiał.
Propozycja wyglądała kusząco, choć nie byłem zachwycony. Ekipy z kamerą nie chciałem wpuścić do domu. Po co Murzyn, sąd i cała Polska mają zobaczyć, że żyję w luksusie jak król, więc stać mnie na te 100 tysięcy. Zaproponowali nagranie w bibliotece TVP na Woronicza 17. Spokojnie, bez stresu. A ponieważ emisja miała być jak najszybciej, bo sprawa medialnie gorąca – umówiliśmy się nazajutrz.
Odpowiadałem spokojnie i rzeczowo. Nie jako naczelny rasista kraju, lecz satyryk, który wydał dziesiątki tematów z kawałami, w tym jeden z dowcipami o Murzynach. Ekipa była chyba zadowolona. Powiedzieli, że jutro specjalnie jadą samochodem do Wrocławia, bo tam mieszka Murzyn. Wrócą, zmontują, puszczą.
Mnie nagrali, Murzyna we Wrocławiu na pewno też, może jeszcze jeździli gdzieś po Polsce, aby uzupełnić materiały. TVP wydała kasę, żeby zrobić gorący materiał, którym żyje Polska. Jednak materiał się nie ukazywał, więc po tygodniu zatelefonowałem do pana z TVP. Film o rasiście i Murzynie jest gotowy, ale ktoś zdecydował, że jednak nie puszczą. Więcej powiedzieć nie może.
Gazeta Wyborcza 2.0
Dziennikarz z Wyborczej, z Wrocławia – ten sam, który nie mógł się ze mną skontaktować przed pierwszą publikacją, umówił się ze mną telefonicznie. Przyjechał specjalnie do Warszawy, w Reducie na Ochocie rozmawialiśmy przez kilka godzin, w kawiarni. Podobno miał powstać obiektywny materiał, pokazujący nie tylko Murzyna, ale także (jak to się mówi) drugą stronę medalu. Zadzwonił kilka dni później. W redakcji uznano, że materiał nie jest ciekawy i nie pójdzie do druku. Zrozumiałem, że gdybym nie był satyrykiem, ale zawziętym rasistą z Ku-Klux-Klanu – to byłby znakomity materiał do druku.

Rekordowy „półkownik” w historii Telewizji Polskiej
Wróćmy do TVP i ekipy, która w poszukiwaniu jak najlepszych ujęć jeździła po Polsce. Dotychczas najdłuższym „półkownikiem” w historii Polski był film „Ósmy dzień tygodnia” w reżyserii Aleksandra Forda. Wyprodukowany w 1958, premierę miał w 1983 roku, ćwierć wieku później. Film, który jest bohaterem tego tekstu, właśnie pobił jego rekord.
Reportażu o nieszczęśliwym Murzynie i rzekomym rasiście nigdy nie wyemitowano. Wciąż leży w przepastnym archiwum TVP i czeka na lepsze czasy. A może materiał, którego nakręcenie wydano sporo pieniędzy, były faktury za benzynę, zapłacono za pracę ekipy – po prostu zapadł się pod ziemię i już go nie ma? Nie znam realiów TVP, nie wiem jak i kogo spytać, ale chętnie dowiem się po ćwierć wieku, co się z reportażem stało i czy kiedyś będzie puszczony widzom. Choćby tylko tym, którzy jeszcze płacą za abonament. W końcu poszła na to kasa z pieniędzy Polaków.
Chętnie obejrzę moje dawne wypowiedzi i zobaczę gotowy od 25-26 lat reportaż, teraz już historyczny. Może po tylu latach Polska pozna, jak było naprawdę. Rzetelność dziennikarska tego wymaga.
Na koniec
W 2024 r. okładkę Dobrego Humoru wydanego w 1997 r., przeklętego przez ówczesny establishment, pokazano na wystawie w Muzeum Karykatury. Była częścią wystawy o humorze i satyrze tamtych lat. Nikt nie protestował, nie pokazywał palcami i nie podawał do sądu.
Nigdy o tym nie mówiłem, ale w 1999 i 2000 r. atmosfera była tak gęsta, że kilku prawników, do których się zwróciłem o pomoc, po przestudiowaniu dokumentów, odmówiło mi obrony. Mówili wprost: – Panie Szczepanie, to jest sprawa polityczna, a ja się do polityki nie mieszam. Za Murzynem stali ludzie z Fundacji H., której prezes zrobił potem oszałamiającą karierę. Miałem zostać złożony w ofierze, na ołtarzu nowej poprawności. To było starcie z systemem, Dawida z Goliatem, którego nie miałem prawa wyjść zwycięsko.
Najważniejsze zostawiłem na końcu, bo skoro była sprawa sądowa, musiała się jakoś skończyć. We wszystkich instancjach Murzyn przegrał. Zatriumfowała wolność słowa i prawo do uśmiechu, który nie mają żadnego koloru skóry.
Dowcipy o Murzynach (c) Dowcipy . Sadurski.com
INFORMACJA PRAWNA: Niniejszy tekst ma charakter satyryczny i w taki sposób powinien być interpretowany przez czytelnika. Autor posługuje się ironią, hiperbolą i specyficznym poczuciem humoru, właściwym dla twórczości satyrycznej. Jednocześnie wszystkie opisane wydarzenia, miejsca (Woronicza 17, Reduta) oraz fakty dotyczące procesu sądowego i realizacji materiałów telewizyjnych są oparte na autentycznych faktach i przeżyciach autora.
Podsumowanie – odpowiedzi na pytania
O co chodziło w procesie Dobrego Humoru (Szczepana Sadurskiego)?
Sprawa dotyczyła wydania publikacji „Dowcipy o Murzynach” w lipcu 1997 roku. Powód domagał się 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia, twierdząc, że satyra narusza jego dobra osobiste i propaguje rasizm.
Jaki jest wynik pierwszego procesu o dowcipy?
Szczepan Sadurski wygrał sprawę we wszystkich instancjach. Sądy uznały, że satyra ma prawo do poruszania kontrowersyjnych tematów, a wolność słowa i prawo do uśmiechu nie zależą od koloru skóry. Media (z wyjątkiem „Polityki”) nadal rozmawiały tylko z Murzynem.
Co to jest „półkownik” w TVP?
To określenie na materiał filmowy, który mimo ukończenia produkcji, nigdy nie został wyemitowany. Reportaż o Sadurskim z 2000 roku czeka na emisję już 26 lat, bijąc dotychczasowy rekord filmu „Ósmy dzień tygodnia” Aleksandra Forda.
Gdzie kręcono materiał o Sadurskim?
Nagrania odbywały się m.in. w bibliotece TVP przy ul. Woronicza 17 w Warszawie oraz we Wrocławiu, gdzie mieszkał powód.
Czy wydawnictwo drukowało później dowcipy o Murzynach?
- Nigdy. Trochę później Dobry Humor wydał „Dowcipy o niebieskich”. Te same dowcipy, lecz zamiast słowa „Murzyn” było „Niebieski”. Były też rysunki o Niebieskich. Żaden niebieski nie obraził się i nie pobiegł do sądu.
Zobacz też:
> Fragment tekstu Polityki na temat tej sprawy sądowej
> Skandal w PRL-u. Wypowiedzi VIP-ów o rysunku Sadurskiego


