Futbol to nie tylko siła, technika i strategia. To także ogrom emocji, stresu i mentalnych przygotowań, w których każdy zawodnik szuka własnej drogi do równowagi. Dlatego przesądy piłkarzy od lat fascynują kibiców – od śmiesznych zwyczajów po prawdziwe rytuały, które brzmią jak scenariusze filmowe. W świecie, gdzie o zwycięstwie decydują milimetry, wielu zawodników wierzy, że szczęście można… sobie zorganizować
Magia futbolu, czyli dlaczego przesądy piłkarzy wciąż mają moc
Choć współczesny futbol to nauka, technologia i dane, w głowach zawodników nadal królują rytuały. Dla jednych to sposób na skupienie, dla innych – nieodłączny element przygotowań psychicznych. Gdy presja sięga zenitu, powtarzalność drobnych czynności daje poczucie bezpieczeństwa. Psychologowie sportowi przyznają, że takie zachowania nie są oznaką dziwactwa, lecz formą kontroli nad chaosem, który towarzyszy każdemu meczowi. Zawodnik, który ma swoje rytuały, łatwiej wchodzi w tzw. stan „flow”, czyli pełnej koncentracji i automatyzmu. Nic więc dziwnego, że nawet najwięksi mistrzowie wierzą w swoje szczęśliwe skarpetki czy rytualne gesty.
1. Phil Jones i jego „Skarpetkowa filozofia”
Phil Jones, były obrońca Manchesteru United, był znany nie tylko ze swojej waleczności, ale też z nietypowego sposobu zakładania ubrań meczowych. Twierdził, że jego gra zależy od tego, którą skarpetkę założy jako pierwszą. Jeśli United grali u siebie, zaczynał od lewej, bo klub figurował po lewej stronie w grafice meczowej. Na wyjazdach – odwrotnie. Brzmi irracjonalnie, ale dla Jonesa miało to sens. Zawodnicy śmieją się, że więcej czasu poświęcał analizie swoich skarpetek niż ustawienia przeciwnika. Jednak w jego oczach to był element porządku – rytuał, który pozwalał mu poczuć kontrolę jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.
2. Johan Cruyff i rytuał z Kaugummim
Legenda holenderskiego futbolu, Johan Cruyff, znany z intelektu i taktycznego geniuszu, miał własny, mocno niekonwencjonalny zwyczaj. Przed każdym meczem poklepywał swojego bramkarza po brzuchu, a następnie wypluwał gumę do żucia na połowę rywala. Uważał, że ten symboliczny gest odgania pecha i „oczyszcza” atmosferę przed spotkaniem. Gdy pewnego razu zapomniał o rytuale, jego zespół przegrał. Od tamtej pory nigdy więcej tego nie zaniedbał. Cruyff – pragmatyk na boisku – w głębi duszy był przesądny jak mało kto.
3. John Terry i jego wieczne ochraniacze
John Terry, legenda Chelsea, był człowiekiem rutyny. Przed każdym meczem powtarzał te same czynności – ten sam parking, ta sama piosenka, ten sam numer buta w szatni. Najbardziej niezwykłe było jednak to, że przez ponad dekadę używał tych samych ochraniaczy na piszczele. Pomimo tego, że wyglądały jak po wojnie, nie rozstawał się z nimi nigdy. Dla niego były symbolem stabilności i sukcesu. Kiedy raz sprzętowy próbował mu je wymienić, Terry niemal wpadł w panikę. Dla niego to nie był tylko przedmiot – to był amulet, osobisty totem piłkarza.
4. Gareth Bale i jego „magiczne” dziury w skarpetkach
Walijski skrzydłowy Gareth Bale znany był z jednego szczególnego zwyczaju. Przed każdym meczem wycinał dziury w swoich skarpetkach. Oficjalnie – żeby zmniejszyć napięcie w mięśniach łydek. Nieoficjalnie – bo wierzył, że przynosi mu to szczęście. Gdy ktoś zapomniał o jego „rytualnych skarpetkach” i przyniósł nowe, Bale sam sięgnął po nożyczki. Efekt? Dwa gole i asysta w jednym meczu. Przypadek? On uważał, że nie.
5. Mesut Özil i jego precyzyjne sznurowanie
Mesut Özil, mistrz świata z 2014 roku, przywiązywał wagę do najdrobniejszych detali. Jego rytuał z butami był niemal ceremonialny. Zawsze zaczynał od prawego, wiązał dwa podwójne supełki, a dopiero potem sięgał po lewy. Nie był w stanie skupić się, jeśli ktoś przerwał ten rytuał. To miało być jego osobiste wprowadzenie w stan pełnej koncentracji. W futbolu, gdzie milisekundy decydują o wyniku, nawet sznurówki mogą mieć znaczenie – przynajmniej dla głowy zawodnika.
6. Cesc Fàbregas i jego rytuał miłości
Hiszpański pomocnik Cesc Fàbregas znany jest z niezwykłego połączenia romantyzmu i profesjonalizmu. Przed każdym meczem całował swój pierścionek ślubny cztery razy – liczba cztery miała symbolizować jego rodzinę i przynosić równowagę. Następnie zdejmował go i zostawiał w szafce. Dla niego był to gest wdzięczności i duchowego oparcia. W świecie pełnym presji, gdzie zawodnicy tracą kontakt z normalnością, taki symboliczny powrót do wartości dawał mu spokój.
7. Cristiano Ronaldo i jego tunelowa dominacja
Cristiano Ronaldo to perfekcjonista w każdym calu. Od diety po fryzurę – wszystko ma swój rytm. Przed każdym meczem wchodzi na murawę prawą nogą i jako ostatni opuszcza tunel. To jego sposób na zaznaczenie dominacji. Gdy inni już czekają na boisku, on kontroluje moment wejścia, jakby mówił: „Teraz zaczyna się mój spektakl”. W jego świecie nie ma przypadków. Każdy gest ma znaczenie. To pokazuje, że nawet najwięksi potrzebują rytuałów, by zachować wewnętrzną równowagę.
8. Jamie Vardy i jego „energetyczny rytuał”
Angielski napastnik Jamie Vardy to kwintesencja piłkarskiego szaleństwa. Jego rytuał był znany całej Anglii. Wieczorem przed meczem wypijał pół butelki porto, a rano – kilka puszek Red Bulla. Dla dietetyków to koszmar, dla Vardy’ego – przepis na sukces. Twierdził, że taki zastrzyk energii daje mu „iskrę”, której potrzebuje, by rywalizować z najlepszymi. W sezonie, gdy Leicester City zdobyło mistrzostwo, nikt nie śmiał mu tego zabraniać.
9. Wayne Rooney i jego śniadaniowy zabobon
Wayne Rooney był zawodnikiem, który przed meczem potrzebował poczucia dziecięcej normalności. Jego rytuał polegał na jedzeniu jednej miski płatków Coco Pops. Nic więcej. Uważał, że to jego szczęśliwe śniadanie i nie pozwalał, by cokolwiek zaburzyło tę tradycję. Co więcej, podczas rozgrzewki nigdy nie strzelał na bramkę. Uważał, że „nie warto marnować goli przed meczem”. Brzmi śmiesznie, ale jego skuteczność w ważnych spotkaniach kazała wierzyć, że coś w tym jest.
10. Kyle Walker i jego wieczne ochraniacze
Kyle Walker, reprezentant Anglii, trzyma się zasady, że szczęście trzeba pielęgnować, nawet jeśli pachnie starą gumą. Od lat używa tych samych ochraniaczy, które towarzyszą mu jeszcze od czasów juniorskich. Zniszczone, porysowane, ale – jego zdaniem – magiczne. W jednym z wywiadów przyznał, że nawet gdyby producent zaoferował mu złote, nie zamieniłby swoich. Do tego zawsze przed meczem zjada porcję spaghetti bolognese, wierząc, że to jego szczęśliwe danie. Kiedy coś działa – nie ma sensu tego zmieniać.
Dlaczego piłkarze wierzą w przesądy?
Z psychologicznego punktu widzenia przesądy piłkarzy to nie tylko zabawa. To forma radzenia sobie z presją i niepewnością. W świecie, w którym jedna pomyłka może kosztować miliony, zawodnicy szukają poczucia wpływu na rzeczywistość. Rytuały, choć irracjonalne, dają im wewnętrzny spokój i strukturę. To forma mentalnego treningu, dzięki któremu ciało i umysł wchodzą w stan gotowości. I choć z zewnątrz może się to wydawać śmieszne, w praktyce działa – bo wiara w sukces często bywa silniejsza niż logika.
Przesądy piłkarzy: (c) Sport Sadurski.com / GR
Zobacz też:
> Fryzury piłkarzy
> Ciekawostki o bobslejach


