Moja piłkarska przygoda to nie tylko treningi w dzieciństwie. To także mecz FC Satyr przeciwko zawodniczkom z I ligi oraz bramka strzelona oldbojom „Błękitnych” w Kielcach. Grałem w jednej drużynie z bokserem Pawłem Skrzeczem, a innym razem po weselu żegnał mnie Radosław Majdan. Choć prasa pisała, że „lepiej rysuję niż gram”, piłka nożna towarzyszyła mi od podwórka przy Narutowicza aż po stadiony w Santiago, Montevideo i Seulu
Rysowanie zamiast piłki
To, że rysuję i osiągnąłem w tym sukces, wynika w dużej mierze z faktu, że we wczesnej młodości uwielbiałem rysować i poświęcałem temu dużo czasu. Moi koledzy z klasy (chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 13 w Lublinie przy ul. Narutowicza) grali w piłkę znacznie częściej ode mnie. Rysowałem, chyba miałem za mało ruchu, pojawiła się lekka nadwaga.
Uściślę: skoro debiutowałem w prasie mając 14 lat (w „Świecie Młodych”) – to już nie była wczesna młodość! To, co napisałem wyżej, dotyczy więc wieku 7-13 lat.
Najkrótsza kariera w historii Lublinianki
Rodzicie wiedzieli, że kocham rysowanie, ale chcieli też abym miał okazje do ruchu, niezależnie od zajęć WF-u w szkole. Któregoś razu zostałem zaprowadzony na zajęcia młodych adeptów futbolu do Lublinianki i przez chwilę widziałem siebie w roli gwiazdy. Były jakieś ćwiczenia, gra w piłkę na hali (bo była wtedy zima), jednak karierę piłkarza zakończyłem po kilku sesjach. Poza tym nie było gdzie się wykąpać, a ja cały spocony po krótkim odpoczynku musiałem zakładać ciepłą kurtkę i na mrozie wracać do domu.
Na tyłach podstawówki było boisko do piłki nożnej, stały dwie bramki. Co jakiś czas graliśmy, zdarzało się że strzelałem bramki i byłem z tego dumny. Choć w większości nie było to efekt motoryki, lecz kombinowania na boisku oraz umiejętności wystawienia nogi tak, aby lecącą w moim kierunku piłkę skierować w światło bramki.

FC Satyr w akcji. Czy satyrycy mają szanse z I-ligową drużyną kobiet?
W latach osiemdziesiątych organizowano w Zielonej Górze konkurs rysunku satyrycznego „Satyra w krzywym zwierciadle”. Przyjeżdżałem przez całą Polskę pociągiem, pokazywano moje rysunki na wystawach, a w 1988 r. dostałem wyróżnienie od redakcji Szpilek. Organizatorzy dbali też o dodatkowe atrakcje i jedną nich były mecze piłki nożnej.
Dobrze udokumentowany został pierwszy mecz piłkarski i było to w roku, gdy do Zielonej Góry nie przyjechałem, inaczej na pewno bym w nim zagrał. Konkretnie, było to w 1986 r. – roku mundialu w Meksyku. Relację Mirosława Hajnosa zilustrowane zdjęciem T.Kalinowskiego przedstawiające team FC Satyr (taką wymyślono nazwę), wydrukowały Szpilki. Satyrycy przegrali z zielonogórskimi dziennikarzami 4:5 (do przerwy 0:2), a na zdjęciu które jest powyżej, są m.in. Cebula, Hermanowicz, Wysocki, Hajnos i Czura oraz rezerwowy – Krzysztof Konopelski.
W kolejnym, 1987 roku na pewno grałem, a o kilku szczegółach przypomniał mi Mirosław Hajnos, który też był stałym gościem zielonogórskich imprez. To był mecz FC Satyr kontra „Sokół” Drzonków. Przeciwniczki grały wtedy w I lidze, więc w starciu z satyrykami nie były na straconej pozycji – wręcz przeciwnie. Drużynę oprócz mnie i Hajnosa, reprezentowali m.in. Antek Chodorowski, Leszek Hermanowicz, Kazimierz Wysocki, Wiktor Czura i Henryk Cebula. Hajnos wspomina wynik meczu, prawdopodobnie 1:1, po którym były rzuty karne (zapewne po to, aby jednak wyłonić zwycięzcę lub po prostu wydłużyć rozrywkę. Niestety najprawdopodobniej nie zachowało się żadne zdjęcie z tego meczu. Ten drugi mecz był zarazem końcem historii FC Satyr.

Jak w Kielcach strzeliłem bramkę „Błękitnym”
W 1989 r. podczas imprezy o nazwie Bliskie Spotkania’89, będące świętem Gazety Młodych (której byłem półetatowym rysownikiem), uczestniczyłem w kilku wydarzeniach. 6 czerwca w Kielcach otworzyłem wystawę moich rysunków satyrycznych, a na placu blisko pomnika Żeromskiego siedziałem za stolikiem i składałem autografy na okolicznościowej publikacji, która kosztowała 250 ówczesnych zł.
Ale ponieważ ten tekst jest o piłce nożnej – uzupełniam ją o ważną sportową informację. Nasza drużyna (o niej za chwilę) na stadionie GKS Błękitni o godz. 17 starła się z oldbojami „Błękitnych”. Mecz zakończył się remisem 4:4 (do przerwy było 1:1). W ostatnich minutach narobiliśmy 3-bramkową stratę, szczęśliwie doprowadzając do remisu. Choć mam wątpliwości, czy chodziło o wysokie umiejętności, czy oldboje dali fory, abyśmy nie byli załamani z wysokiej przegranej.
W drużynie Gazety Młodych oprócz mnie, zagrali m.in. Paweł Skrzecz i Paweł Skrzecz, a o tym pierwszym napisano: „Udowodnił, że na piłkarskim boisku mógłby więcej osiągnąć niż w ringu”. Zagrał też przybyły z Moskwy Paweł Gusiew, naczelny „Moskiewskiego Komsomolca” (zaprzyjaźnionej z Gazetą Młodych redakcji). Na listę strzelców bramek wpisali się m.in. Tadeusz Gronulski, Eugeniusz Bajon, pan Wacek (dwukrotnie) oraz ja. O moich umiejętnościach piłkarskich pisała prasa, cytuję: „Szczepan Sadurski lepiej rysuje, ale co tam, gola strzelił!”.
To wszystko wiem z zachowanych do dziś wycinków prasowych z Gazety Młodych.

Karykatury w świecie futbolu. Pożegnanie z Majdanem
Wśród realizowanych przeze mnie karykatur związanych z piłką nożną, wspomnę dwie historie. Piłkarz z dawnego klubu Roberta Lewandowskiego, otrzymał zaproszenie na jego ślub. Wykonałem karykaturę, na której jest nasz gwiazdor futbolu z małżonką Anią, która została im wręczona w prezencie (ciekawe, jak zareagowali). Po jakimś czasie karykatura została przekazana na licytację, na szczytny cel.
Dawno temu zostałem zaproszony, aby rysować karykatury na weselu, gdzieś daleko od Warszawy. Na miejscu okazało się, że to wesele piłkarza Pogoni Szczecin. Jednym z gości był Radosław Majdan (często nazywany po prostu Radkiem), który przybył w parze z „polską Angeliną Jolie”. Wprawdzie nie odważyli się zapozować do karykatury, ale coś zapamiętałem. Po zakończeniu rysowania, jak zwykle poszedłem spać na kilka godzin, bo rano miałem wracać. To był jakiś ośrodek. Po śniadaniu spakowałem się, oddałem klucz i wsiadłem do samochodu. Na pożegnanie machał mi ręką Radek, jeszcze trzymający się na nogach i wciąż świętujący uroczystość kolegi.
Od Cosmosu Nowy Jork po stadiony w Chile i Islandii

Piłka nożna, to najsłynniejsza dyscyplina sportowa świata i nie mogą przed nią uciec nawet karykaturzyści. Tylko bardzo wąska grupa osób wie, że odwiedziłem prawdopodobnie wszystkie stadiony piłkarskie Santiago (Chile), Seulu (Korea Południowa), Montevideo (Urugwaj), Reykjaviku (Islandia) Bukaresztu (Rumunia), Wiednia (Austria), do tego stadiony w innych krajach świata, np. La Bombonera w Buenos Aires, a także jako widz meczów – np. drużyny Cosmos Nowy Jork. Ale to już temat na oddzielną historię.
Karykatury piłkarzy: (c) Szczepan Sadurski / Piłka nożna . Sadurski.com
Fragment książki, jaka obecnie pisze Szczepan Sadurski.

Kilka faktów na podsumowanie
Czy Szczepan Sadurski trenował piłkę nożną? Tak, jako dziecko brał udział w treningach w klubie Lublinianka, jednak jego kariera zakończyła się bardzo szybko.
Czym był zespół FC Satyr? Była to amatorska drużyna złożona z polskich rysowników satyrycznych (m.in. Sadurski, Hajnos, Cebula), która brała udział w meczach towarzyskich podczas festiwali satyry w Zielonej Górze.

Dla jakich znanych piłkarzy Sadurski robił karykatury? Autor wykonał m.in. karykaturę ślubną Roberta i Anny Lewandowskich, która trafiła później na aukcję charytatywną. Rysował również na weselu piłkarza Pogoni Szczecin, gdzie gościem był Radosław Majdan.
Na jakich światowych stadionach gościł Szczepan Sadurski? Jako pasjonat futbolu satyryk odwiedził stadiony w Santiago (Chile), Seulu, Montevideo, Reykjaviku, Wiedniu, Bukareszcie i innych miastach świata. Widział też na żywo mecz legendarnej drużyny Cosmos Nowy Jork, a na trybunach stadionu w Montevideo (arenie pierwszego mundialu) oglądał międzynarodowy mecz.
Zobacz też:
> Jak w PRL-u słynne VIP-y skrytykowały mój rysunek
> Jak w Stambule oceniałem prace najlepszych karykaturzystów świata


