Artur Andrus – ciekawostki, informacje

Artur Andrus

Artur Andrus z panienkami

Dziennik z 31 maja 2008 opublikował wywiad Roberta Mazurka z Arturem Andrusem pt. „Chałturzyłem z panienkami”, pełen wesołych anegdot. Cytujemy najzabawniejsze

Andrus pierwszy raz w TV:
• Pamiętam swój pierwszy występ w telewizji, w programie „100 pytań do…”. Byłem studentem dziennikarstwa i bardzo chciałem w nim wystąpić, żeby mama zobaczyła mnie w telewizji, no i ciotki. Przygotowałem więc pytanie do marszałka Wiesława Chrzanowskiego i nawet je zadałem. Nie przyznam się, jakie, ale on zupełnie nie zrozumiał, o co mi chodzi. Po powrocie do domu przypomniałem sobie to pytanie i stwierdziłem, że ja też niczego nie rozumiem.

Andrus i Pieniążek:
• Prowadziłem kiedyś transmitowaną w radiu bardzo poważną uroczystość wręczenia Nagrody Ikar księdzu Twardowskiemu i witając przewodniczącego jury, dyrektora Muzeum Literatury prof. Janusza Odrowąża-Pieniążka, powiedziałem:
– Przed państwem prof. Janusz Odrowążek-Pieniążek”.

Andrus i piłka ręczna:
• Jakiś czas temu pewna dziennikarka poprosiła mnie o komentarz do występu Polaków w finale mistrzostw świata w piłce ręcznej. Też się broniłem się, że nic o tym nie wiem, ale zapewniała, że to nie szkodzi i poprosiła o wierszyk. Wtedy zorientowałem się, że meczu finałowego, który mam skomentować, jeszcze nie było.
– No tak, ale ja jutro wyjeżdżam.
– Więc gdyby mógł pan nagrać dwie wersje: jak wygramy i jak przegramy.
To przygotowałem.

Najlepsza recenzja:
• Kiedyś podeszła do mnie pewna pani i powiedziała:
– Boże, pan jest taki śmieszny jak pies.

O popularności:
• Byłem nawet na okładce pewnego pisma – „Farmacja i ja”. Zazdrosny Poniedzielski powiedział, że on się nie dziwi, bo wielu osobom w Polsce kojarzę się z bólem

Andrus na chałturze:
• Kiedyś poprosiłem szefa kelnerów, by podczas występu nie roznosili jedzenia, bo to przeszkadza.
– Ależ oczywiście, tak uzgodniliśmy z organizatorami.
Wchodzę na scenę, witam się, a tu jak na komendę na sali zaroiło się od kelnerów. Nie chciałem stroić foch, więc dograłem do końca, a potem idę do faceta, z którym rozmawiałem, a ten się broni:
– Ale myśmy przecież tylko znosili puste talerze!

Andrus i karuzela:
• Prowadziłem też imprezę plenerową, której konkurencją było rozłożone obok wesołe miasteczko. I w czasie przerw przeszedłem się tam i zobaczyłem napis na kasie: „Podczas występu artystów karuzela gratis”.

Andrus i słonko:
• kiedyś jako młodego dziennikarza radiowego wysłano mnie na kongres polonistów, na którym ze trzy godziny przemawiał bardzo mądry profesor, przewodniczący Towarzystwa im. Marii Konopnickiej. W przerwie podszedłem do niego i spytałem:
– Panie profesorze, co słonko widziało?

Andrus i młody dziennikarz:
• Skończyliśmy rozmawiać, on wyłączył magnetofon i mówi:
– Przepraszam pana, ale ja nie mam jeszcze obycia w wywiadach, bo to dopiero mój drugi. Pierwszy był z takim księdzem, ale on już nie żyje.

Artur Andrus opowiada anegdoty o innych

O Andrzeju Poniedzielskim:
• Pewna młoda dziennikarka przeprowadzała w garderobie wywiad z Andrzejem Poniedzielskim, a że był to grudzień, to spytała, co uważa za swoje największe osiągnięcie w mijającym roku. Andrzej zamilkł, popatrzył na nią, westchnął i powiedział:
– Proszę pani, ja w sierpniu z ośmiu metrów trafiłem ogryzkiem w wiadro.

O pewnym reporterze:
• W pewnej telewizji informacyjnej (…) relacjonowano pierwszy przypadek choroby wściekłych krów w Polsce. I korespondent produkuje się, produkuje, opowiada, a na koniec kompletnie roztargniony i niezainteresowany tym prezenter pyta:
– Maćku, a czy możesz jeszcze powiedzieć, o jakie zwierzę chodziło?

O Michnikowskim:
• Mistrzostwem była rozmowa pewnej dziennikarki radiowej z Wiesławem Michnikowskim. Aktor dał się namówić na wywiad, a ona zaczyna tak:
– W naszym mieście z gościnnymi występami przebywa Edward Dziewoński. Chciałam pana zapytać…
I Michnikowski bez mrugnięcia okiem występował w roli Dziewońskiego, opowiadał, jak to zakładał kabaret „Dudek”, grał w „Eroice” i Teatrze Syrena, a na koniec dodał, że chciałby pozdrowić słuchaczy i sprostować, że nie nazywa się Edward Dziewoński, tylko… Wiesław Gołas.

O prof. Bartoszewskim:
• Nic chyba nie przebije jednak słynnego pytania do Władysława Bartoszewskiego:
– Panie profesorze, w czasie II wojny światowej zginęło sześć milionów Żydów. Dużo to czy mało?

Wywiad z piosenkarzem:
• Pamiętam, jak koleżanka z telewizji przygotowywała się do wywiadu z Markiem Andrzejewskim, młodym piosenkarzem z Lubelskiej Federacji Bardów. Popatrzyłem na grube dossier Marka i zdziwiłem się, że choć taki młody i mało znany, zdążył już udzielić tylu wywiadów. Rzuciłem okiem bliżej. Okazało się, że koleżance dostarczono wywiady z… Felicjanem Andrzejczakiem. Uratowałem ją w ostatniej chwili, mówiąc, że to nie ten facet od „Jolka, Jolka pamiętasz…”.

O Dymnej:
• Program na żywo, w telewizji i dziennikarz zagaja, że mija kolejna rocznica śmierci znanego krakowskiego poety i kabareciarza Wiesława Dymnego, a w studiu mamy panią Annę Dymną.
– Jaki był pani ojciec?
I krzyk Dymnej:
– Mąż!

O pewnym koledze:
• Jeden z kolegów zastrzegł sobie, że nie będzie żadnego jedzenia w trakcie jego występu. Obiecano mu to solennie. Wychodzi na scenę i widzi, że dosłownie przed każdym widzem stoi zupa i drugie danie. Jeden utwór, drugi, ale nikt nie je! Przy trzecim on nie wytrzymał i pyta publiczność:
– A państwo nie jesteście głodni?
– Jesteśmy!
– To czemu nie jecie?
– Sztućców nam nie dali.

O innym koledze:
• Teraz modna jest resocjalizacja przez sztukę, stąd popularność występów w więzieniach. Na jeden z nich zaproszono pewnego aktora dramatycznego z monodramem. Po kilku minutach wstał jeden z więźniów i powiedział donośnym głosem:
– Proszę mnie natychmiast zaprowadzić do celi.
2008-06-02

Oko Andrusa

Gazeta Pomorska opublikowała nieautoryzowaną rozmowę z Arturem Andrusem, zatytułowaną „Puszczamy oko do widzów”. Cytujemy dwa fragmenty tekstu – anegdoty o Andrusie

– Zdumiałem się, kiedy jeden z kolegów usłyszawszy, że umówiłem się na wywiad z Arturem Andrusem, zapytał: a kto to jest? Pan byłby też zaskoczony?

– Nie dziwię się, bo jest spora grupa ludzi, z którą się jeszcze nie zdążyłem poznać. Przy takich okazjach przekonuję się, że jest jeszcze co robić i do kogo docierać. Ale najpiękniej potraktował mnie pewien taksówkarz. Występowałem wówczas ze swoim recitalem w Szczecinie. Koleżanka na koncert przyjechała taksówką. Miły taksówkarz pyta ją, czy jedzie do teatru. Kiedy potwierdziła, on pyta dalej – a co tam dzisiaj właściwie grają? Jest recital Artura Andrusa. Taksówkarz zapytał jeszcze ładniej niż pański kolega: A kto to był ten Andrus?

• • •
– W encyklopedii internetowej pojawiła się swego czasu moja notka biograficzna i ktoś przysłał mi jej wydruk. Informacja „wisiała” jakiś czas w tej encyklopedii w takiej lekko przetrąconej formie – wkradły się tam fragmenty innych stron i jakieś reklamy. I to mnie zachwyciło, ponieważ tam było napisane tak: „Artur Andrus, polski dziennikarz, reklama, kuferki na biżuterię, poeta, autor tekstów piosenek, bombki choinkowe, przeprowadzki, artysta kabaretowy, konferansjer, meble, okucia, dziennikarz, felgi”…
2008-03-14

Artur Andrus o swoim blogu

O tym, że to jest blog dowiedziałem się po pół roku pisania

Na internetowej stronie Turnieju Łgarzy organizowanego w Bogatyni, znajduje się wywiad z Arturem Andrusem, przeprowadzony przez Henryka Izydorczyka. Na jego pytanie o pisanie bloga, Andrus odpowiedział:

O tym, że to jest blog dowiedziałem się po pół roku pisania. Tak naprawdę zadzwoniła do mnie Wirtualna Polska i normalnie zamówiła u mnie teksty, które by co tydzień pojawiały się na ich stronach. Ja to potraktowałem jako normalne zawodowe zamówienie, że trzeba coś napisać i być z tym na czas. I tak to robię. Co tydzień, od paru lat, piszę więc jakiś tekst.
2012-01-14

Artur Andrus – dziennikarz, poeta, autor tekstów piosenek, artysta kabaretowy i konferansjer. Od 1994 roku współpracuje z Polskim Radiem Program III. Od 2005 komentator programu „Szkło kontaktowe” w TVN 24.
Na zdjęciu: Artur Andrus, 2012. Foto: Wikipedia