Kiedy myślimy o wielkich imperiach kolonialnych, przed oczami stają nam brytyjskie czerwone mundury w Indiach lub hiszpańskie galeony ociekające złotem Inków. Mało kto jednak pamięta, że w tym samym czasie, gdy potęgi południa podbijały dżungle, na północy budziło się inne, bardziej surowe i pragmatyczne imperium. Dania – kraj, który dziś kojarzy się z hygge, klockami LEGO i spokojnym socjalem – przez stulecia twardą ręką trzymała ster handlu od tropikalnych wybrzeży Ghany, przez cukrowe plantacje Karaibów, aż po mroźne pustkowia Arktyki. Choć większość tropikalnych kolonii dawno przeszła do historii, to, co pozostało w rękach duńskiej korony, czyni dziś to niewielkie państwo jednym z najważniejszych graczy na geopolitycznej mapie świata
Od tropików do lodu: Krótka historia duńskiej ekspansji
Duńska przygoda z kolonializmem nie zaczęła się od wielkich bitew, lecz od chłodnej kalkulacji kupców. Duńskie kompanie handlowe były jednymi z najsprawniejszych na świecie. Mało kto wie, że przez ponad dwieście lat Dannebrog – flaga Danii – powiewała nad miastem Tranquebar w Indiach, które było kluczowym punktem przeładunkowym dla przypraw i herbaty. Ale Dania nie zatrzymała się na Azji. Jej macki sięgnęły Złotego Wybrzeża w Afryce (dzisiejsza Ghana), gdzie duńskie forty, takie jak Christiansborg, stały się ponurymi punktami przerzutowymi w handlu niewolnikami. Z Afryki statki płynęły na zachód, ku Duńskim Indiom Zachodnim. Wyspy św. Tomasza, św. Jana i św. Krzyża były dla Kopenhagi „cukrowymi kopalniami”, generującymi niewyobrażalne zyski z pracy niewolniczej na plantacjach trzciny cukrowej.
Dopiero rok 1917 przyniósł koniec duńskiej obecności na Karaibach, kiedy to Wyspy Dziewicze zostały sprzedane Stanom Zjednoczonym za 25 milionów dolarów w złocie. Dania zdecydowała się wtedy postawić wszystko na jedną kartę – na Północ. Zamiast rozpraszać siły na trzech kontynentach, skupiła się na tym, co inni uważali za bezużyteczne lodowisko: na Grenlandii i archipelagu Wysp Owczych. Dziś te dwa terytoria, wraz z Danią właściwą, tworzą tzw. Wspólnotę Królestwa (Rigsfællesskabet), specyficzny organizm polityczny, w którym monarcha z Kopenhagi wciąż sprawuje władzę nad terytoriami o łącznej powierzchni przekraczającej dwa miliony kilometrów kwadratowych.
Dwa światy Północnego Atlantyku i Danii: Grenlandia i Wyspy Owcze
Choć oba te terytoria podlegają duńskiej koronie, ich rzeczywistość jest tak odmienna, jak to tylko możliwe w ramach jednego królestwa. Grenlandia to gigantyczny, lodowy kontynent, zamieszkany głównie przez potomków Inuitów, podczas gdy Wyspy Owcze to zielony, skalisty archipelag, na którym krew wikingów miesza się z surową kulturą rybacką. Aby zrozumieć, dlaczego te miejsca budzą dziś tak wielkie emocje u światowych mocarstw, musimy przyjrzeć się ich fundamentom.
| Cecha | Grenlandia (Kalaallit Nunaat) | Wyspy Owcze (Føroyar) |
| Powierzchnia | 2 166 086 km² (Największa wyspa świata) | 1 399 km² (18 wulkanicznych wysp) |
| Ludność | ok. 56 000 mieszkańców | ok. 54 000 mieszkańców |
| Główny zasób | Metale ziem rzadkich, uran, ropa, słodka woda | Ryby (90% eksportu), owce, potencjalna ropa |
| Finansowanie | Dotacja z Danii (Bloktilskud) ok. 4 mld DKK | Wysoki stopień samowystarczalności (rybołówstwo) |
| Poziom życia | Wysoki dochód, ale duże problemy socjalne | Bardzo wysoki, stabilność skandynawska |
Geograficzna skala Grenlandii przytłacza, ale to Wyspy Owcze są gospodarczym tygrysem Północy. Podczas gdy Grenlandia wciąż w dużej mierze zależy od kroplówki finansowej z Kopenhagi (która pokrywa ponad połowę jej budżetu), Farerowie (mieszkańcy Wysp Owczych) zbudowali imperium rybne, które pozwala im na niemal pełną niezależność ekonomiczną. To właśnie ta różnica determinuje ich dzisiejsze podejście do świata.
| Cecha | Grenlandia | Wyspy Owcze |
| Członkostwo w UE | Wystąpiła w 1985 (tzw. Greenxit) | Nigdy nie należały do UE |
| Status prawny | Terytorium autonomiczne z prawem do secesji | Terytorium autonomiczne (szeroka samorządność) |
| Znaczenie geopolityczne | Klucz do Arktyki i obrony USA | Klucz do kontroli GIUK Gap (szlaki morskie) |
| Dążenia do niepodległości | Bardzo silne (oparte na tożsamości etnicznej) | Umiarkowane (bardziej pragmatyczne) |
Grenlandia dokonała czegoś, o czym wielu Brytyjczyków marzyło na długo przed Brexitem – w 1985 roku jako pierwsze terytorium w historii oficjalnie opuściła Wspólnotę Europejską. Powód? Ryby. Inuici nie chcieli, by unijne kutry wyławiały ich jedyne bogactwo. Wyspy Owcze poszły o krok dalej i nigdy do Unii nie wstąpiły, twardo negocjując własne umowy handlowe, nawet z Rosją czy Chinami, co często budzi irytację w Kopenhadze i Brukseli.
Dlaczego Donald Trump chce Grenlandię?
W 2019 roku świat obiegła informacja, która brzmiała jak żart: prezydent USA Donald Trump chce kupić Grenlandię. Duńska premier Mette Frederiksen nazwała to „absurdem”, co doprowadziło do odwołania wizyty dyplomatycznej. Jednak za tymi pozornie szalonymi słowami kryła się twarda, brutalna kalkulacja wojskowa i surowcowa. Dlaczego Trump nie wspomniał o kupnie Wysp Owczych?
Odpowiedź kryje się w tablicy Mendelejewa. Grenlandia to nie tylko lód. Pod topniejącą pokrywą kryją się jedne z największych na świecie złóż metali ziem rzadkich – surowców absolutnie kluczowych dla nowoczesnej technologii, od smartfonów po pociski naprowadzane laserowo. Obecnie monopol na te metale mają Chiny. Przejęcie Grenlandii przez USA byłoby strategicznym szachem matem, który zapewniłby Amerykanom bezpieczeństwo technologiczne na kolejne stulecie. Do tego dochodzi uran, złoto i gigantyczne zasoby słodkiej wody.
Drugim powodem jest obronność. Na Grenlandii znajduje się baza Thule (obecnie Pituffik Space Base) – najbardziej wysunięta na północ placówka USA, kluczowa dla systemu wczesnego ostrzegania przed atakami nuklearnymi. Z Grenlandii Amerykanie mogą kontrolować całą Arktykę, w której coraz aktywniej poczynają sobie Rosjanie. Wyspy Owcze, choć ważne, są dla USA jedynie punktem tranzytowym, podczas gdy Grenlandia to „niezatapialny lotniskowiec” o skali kontynentalnej.
Nowa Zimna Wojna na Wyspach Owczych: Rosja i Chiny u wrót
O ile Grenlandia jest celem Amerykanów, o tyle Wyspy Owcze stały się polem bitwy wywiadów i technologii. Czy położenie tego archipelagu ma sens gdyby Rosja lub Chiny chciały tam zbudować bazę wojskową? Krótka odpowiedź brzmi: tak, i to ogromny.
Wyspy Owcze leżą w samym centrum tzw. GIUK Gap (Greenland-Iceland-UK gap). Jest to morska brama, przez którą każda rosyjska łódź podwodna wypływająca z Murmańska musi przepłynąć, aby dostać się na otwarty Atlantyk i zagrozić wschodnim wybrzeżom USA. NATO monitoruje ten obszar 24 godziny na dobę. Gdyby Rosja zdołała zainstalować tam choćby systemy nasłuchowe, „oślepiłaby” systemy obronne Zachodu.
Chiny z kolei próbują na Wyspach Owczych strategii „miękkiej siły”. Przez lata naciskały na lokalne władze, by system 5G budowało Huawei, oferując w zamian lukratywne kontrakty na eksport farerskich łososi. Dla Pekinu Wyspy Owcze to kluczowy przystanek na tzw. Polarnym Jedwabnym Szlaku. Jeśli Chiny wybudowałyby tam nowoczesny port, zyskałyby bezpośredni wgląd w operacje NATO na północy.
Dania znajduje się w potrzasku. Z jednej strony musi dbać o autonomię swoich terytoriów, z drugiej – blokować inwestycje, które mogą zagrozić sojuszowi z USA. Wyspy Owcze, mimo że małe, są dziś języczkiem u wagi. Ich potencjalna niepodległość w przyszłości otworzyłaby puszkę Pandory – małe, bogate, ale bezbronne państwo stałoby się idealnym celem dla wielkich graczy, którzy w zamian za ochronę i inwestycje zażądaliby prawa do budowy baz wojskowych.
Dziedzictwo, które nie chce odejść
Duńskie imperium kolonialne nie zniknęło. Ono jedynie zmieniło barwy ochronne – z kolonialnego munduru na garnitur dyplomaty i geologa. Dania, dzięki posiadaniu Grenlandii i Wysp Owczych, siedzi przy stole z największymi mocarstwami świata. Każdy ruch Kopenhagi w Arktyce jest śledzony przez Waszyngton, Moskwę i Pekin.
Walka o Północ dopiero się zaczyna. Topniejące lody otwierają nowe szlaki handlowe i dają dostęp do skarbów ukrytych głęboko pod ziemią. Dla czytelnika żyjącego w sercu Europy, Grenlandia może wydawać się daleką mrzonką, ale to właśnie tam, w cieniu lodowców i na skalistych wyspach smaganych wiatrem, decyduje się przyszłość światowego bezpieczeństwa i gospodarki. Dania nie jest już tylko państwem od LEGO – jest kustoszem ostatniego wielkiego skarbu ludzkości, o który wszyscy wkrótce zaczną się bić.
Duńskie imperium kolonialne: (c) Polityka Sadurski.com / GM
Zobacz też:
> III wojna światowa. Najpierw Grenlandia, potem Polska?
> Ostatnie chwila Adolfa Hitlera
> Rosyjski sport tonie przez Ukrainę


