Zanim mój ołówek zaczął bezlitośnie punktować polityków i komentować polskie wydarzenia, moje nogi wykręcały hołubce. Trudno w to uwierzyć? A jednak! Wyobraź sobie Szczepana Sadurskiego, który zamiast rysować w zaciszu pracowni, wskakuje w strój folklorystyczny, trenuje mazura i oberka oraz występuje na scenach w zespole Wandy Kaniorowej. Ta historia zaczęła się w Lublinie, w podwórku przy I Armii Wojska Polskiego
Jak zostałem tancerzem w zespole Kaniorowej
Gdy byłem w 7 klasie, do mojej Szkoły Podstawowej nr 13 przy ul. Narutowicza przyszła córka Wandy Kaniorowej. Prawdopodobnie to była ona – w każdym razie ktoś z bardzo bliskiej rodziny kultowej lubelskiej postaci, kojarzącej się z tańcem ludowym. Pamiętam, że była młoda, zgrabna i miała miłą twarz. Poszukiwano wtedy osób chętnych do tańczenia w Zespole Pieśni i Tańca Ziemi Lubelskiej. Chodziło o uczniów raczej ze starszych klas. Poprzez nauczycieli informacja rozeszła się po szkole.
Na spotkanie o uzgodnionej godzinie, pod Pomnik Wdzięczności Żołnierzy Armii Radzieckiej (dziś stoi tu pomnik Piłsudskiego na kasztance) przyszedłem tylko ja. Nie wiem czy ktoś mnie namówił, czy faktycznie widziałem siebie wtedy w roli tancerza. To właśnie wtedy poszedłem po raz pierwszy do siedziby zespołu, który miał sale w podwórku kamienicy przy I Armii Wojska Polskiego 3. Rzut beretem od wspomnianego pomnika.
Wkrótce zacząłem uczęszczać na zajęcia taneczno-baletowe. Postawa baletowa, rozciąganie przy poręczy obok wielkich luster, ogólne ćwiczenia, potem nauka kroków kolejnych tańców ludowych. Wygibasy i skoki, jakich już potem w życiu nie robiłem. Miesiące ćwiczeń z innymi młodymi ludźmi obu płci, ćwiczenia kroków, układów choreografii. Nawet mi się podobało, złapałem dryg i wcale nie byłem najgorszy. Choć moim żywiołem było rysowanie – wciągnąłem się. Wkrótce zacząłem występować.
Zespół Kaniorowej. Sceniczny chrzest 140 kilometrów od domu
Pierwszy prawdziwy występ zaliczyłem na scenie w Lubyczy Królewskiej. Miejscowość położona 16 km od Tomaszowa Lubelskiego, 52 km od Zamościa i 140 km od Lublina. Przyjechaliśmy autokarem, tańczyłem w jednym lub dwóch strojach ludowych. Do dziś pamiętam nazwę Lubycza Królewska, potem nigdy już tu nie byłem.
Wkrótce były kolejne występy, często w niedużych miejscowościach Lubelszczyzny, ale nazw miejscowości już nie pamiętam. W sumie kilkanaście występów na scenie, przed publicznością. W tym jeden raz w Ogrodzie Saskim, znanym parku Lublina. Wtedy była inna scena, inne ławki i inne ogrodzenie niż teraz. Występ oglądali moi rodzice, będący wśród kilkuset osób na widowni „pod chmurką”.
Nie pamiętam teraz, dlaczego i jak zakończyła się moja przygoda z tańcem ludowym. Może poszedłem do liceum plastycznego (czyli Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych na ul. Plażowej) i ostatecznie wybrałem plastykę. Kilka lat później, jeszcze w Lublinie, zrobiłem cykl rysunków, które nazwałem: Polskie stroje ludowe na wesoło. Najpierw trafiły do kalendarza Polonijnego Świata Młodych, a potem do różnych krajów. Czy rysunki miałyby tę głębię i były tworzone z taką pasją, gdyby nie opisane wyżej doświadczenia taneczne?
Szczepanek z nosidełkiem czyli sensacyjna wizyta w Kurierze Lubelskim
Dodam, że na ul. I Armii Wojska Polskiego przez więcej niż rok była tymczasowa redakcja Kuriera Lubelskiego, gdy Multico, ówczesny właściciel, remontował jej siedzibę przy ul. 3 Maja 14. W wakacje 1990 wszedłem któregoś razu do redakcji znajdującej się na drugim (albo trzecim?) piętrze, wywołując sensację wśród znajomych dziennikarzy. Szczepanek, współpracownik który zawsze był w „Kurierze” najmłodszy, przyszedł z malutkim synkiem, którego niosłem z przodu, na nosidełku. Wtedy dla znajomych z redakcji przestałem być Szczepankiem, a zostałem Szczepanem.
Wrotki, fontanna i ZOMO. Mój Plac Litewski wczoraj i dziś
Potem na ul. I Armii Wojska Polskiego trafiałem co najmniej kilka razy, gdy już mieszkałem w Warszawie. Zostawiałem tu mój samochód na parkingu i szedłem na Bernardyńską, aby rano odebrać auto i załatwiać kolejne sprawy. A poza tym pamiętam, że była tu Stacja Krwiodawstwa. Tato, z zawodu piekarz, oddawał tu co jakiś czas krew – był Honorowym Krwiodawcą. w 2017 r. zmieniono nazwę ulicy. Z ul. I Armii Wojska Polskiego stała się ul. Żołnierzy Niepodległej. Ale dla mnie zawsze będzie to I Armii Wojska Polskiego.
Moja młodość, to centrum Lublina i wielokrotne spacery na plac Litewski (znacznie rzadziej do Ogrodu Saskiego, bo był dalej). Na pl.Litewskim jeździłem na wrotkach, wokół „kanciastej” fontanny, a tato czekał wtedy na mnie na ławce. Dziś to miejsce wygląda inaczej. Wszystko przebudowano, fontanna jest nowoczesna i multimedialna. I jest sporo mniej zieleni i drzew, a te które jeszcze rosną – są znacznie większe.
W stanie wojennym przy pomniku odbywały się demonstracje i ZOMO rozganiało ludzi, a ja grzecznie siedziałem wtedy w domu. Zresztą napiszę o tym przy innej okazji.
P.S.
Czytając wywiad z obecną dyrektor Zespołu, Bożeną Baranowską (z domu Kanior) i widząc jej zdjęcie sprzed kilku-kilkunastu lat, nabieram pewności, że to właśnie ona była kobietą, którą widziałem w 1979 roku. A na twarzach, jako karykaturzysta, to się znam, a pamięć jak widać ze szczegółów opisanych w artykule, mam jeszcze niezłą.
FAQ – Lubelskie ślady Szczepana Sadurskiego
1. Czy Szczepan Sadurski naprawdę występował w zespole Wandy Kaniorowej?
Tak, znany dziś karykaturzysta w młodości był przez krótki okres tancerzem Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Lubelskiej. Przeszedł szkolenie baletowe i taneczne pod okiem instruktorów. Występował też w strojach ludowych na scenach regionu.
2. Kim była Wanda Kaniorowa?
Wanda Kaniorowa to ikona polskiego folkloru, choreografka i pedagog, która całe swoje życie poświęciła kultywowaniu tradycji ludowych. W 1948 roku założyła w Lublinie zespół, który stał się prekursorem amatorskiego ruchu artystycznego w powojennej Polsce. Jej unikalne podejście do ruchu scenicznego sprawiło, że tańce lubelskie zyskały rangę narodową. Jej córka, Bożena Baranowska, nie tylko przejęła po matce miłość do tańca, ale stała się strażniczką jej dziedzictwa. To ona przez kolejne dekady prowadziła zespół przez największe światowe festiwale, a dziś jako dyrektor nadal udowadnia, że folklor ma magiczną moc przyciągania.
3. Gdzie mieściła się siedziba zespołu w czasach Sadurskiego?
Próby odbywały się w oficynie kamienicy przy ul. I Armii Wojska Polskiego 3 (obecnie ul. Żołnierzy Niepodległej). To właśnie tam, w charakterystycznym podwórku, tancerze szlifowali umiejętności oraz choreografie do kolejnych występów.
4. Jakie tańce ludowe wykonywał pochodzący z Lublina rysownik?
W programie ZPiT znajdowały się klasyczne tańce narodowe: polonez, krakowiak, mazur, kujawiak i oberek.
5. Co łączyło Szczepana Sadurskiego z redakcją Kuriera Lubelskiego?
Sadurski przez lata był współpracownikiem redakcji, a pierwsze rysunki przynosił jeszcze jako nastolatek. Wspomina m.in. okres, gdy redakcja tymczasowo mieściła się przy ul. I Armii WP, podczas remontu głównej siedziby przy ul. 3 Maja 14.
6. Jak zmienił się Plac Litewski od czasów młodości artysty?
W latach 70. i 80. na placu (wówczas Placu Zwycięstwa) stał Pomnik Wdzięczności dla Armii Radzieckiej, a fontanna miała geometryczny, „kanciasty” kształt. Dziś ważnym punktem placu jest pomnik Piłsudskiego na kasztance, a fontanna po przebudowie jest nowoczesną fontanną multimedialną.
7. Czym są hołubce, wymienione w tytule?
Hołubiec to jeden z najefektowniejszych i najtrudniejszych kroków w polskich tańcach narodowych (m.in. w mazurze i krakowiaku). Polega na uderzeniu o siebie obcasami w wyskoku. Wymaga nie tylko kondycji, ale i nienagannej techniki. Dla Sadurskiego, jak sam wspomina, hołubce stały się symbolem tanecznej dyscypliny, którą szlifował w Zespole Kaniorowej, a termin ten do dziś ma szczególne znaczenie w jego rodzinnych wspomnieniach z młodości.
Zespół Kaniorowej: (c) Sadurski.com
Na górnej ilustracji: W tym miejscu stał socjalistyczny monument żołnierza polskiego i radzieckiego ze sztandarem. W kółkach: polskie stroje ludowe – rysunki Sadurskiego, zrobione jeszcze w Lublinie.
Fragment książki, jaką obecnie pisze Szczepan Sadurski. Obecnie na jego temat powstaje film dokumentalny.
Zobacz też:
> Jeśli chciałbyś poznać talent Sadurskiego i zaprosić do Lublina na event
> Gdzie na świecie Sadurski rysował karykatury
> Sadurski polskim dzieciom w USA


