Anegdoty piłkarskie z czasów PRL-u pokazują, że korupcja i ustawianie meczów w polskiej piłce nie są zjawiskiem, które pojawiło się dopiero w ostatnich latach. W czasach PRL-u obowiązywały jednak zupełnie inne zasady, a „załatwianie” wyniku meczu potrafiło przybierać zaskakujące i dziś wręcz absurdalne formy. Czasem o zwycięstwie decydowały pieniądze, czasem deficytowe towary, a czasem… polityczne sympatie.
Poniżej kilka zabawnych anegdot piłkarskich z PRL-u związanych z ustawianiem spotkań, przekupywaniem sędziów i zawodników oraz osobliwymi sposobami zapewniania sobie korzystnego wyniku.
Zagłębie Sosnowiec nie mogło spaść. Tak funkcjonowała piłka w PRL-u
W PRL-u sprawa ustawiania meczów była dużo bardziej prosta. Gdy towarzysz Edward Gierek kibicował Zagłębiu Sosnowiec, to klub nie miał prawa spaść do II ligi i nie trzeba było dawać żadnych kapitalistycznych łapówek.
Piłkarze mieli przegrać mecz, ale przeciwnik nie potrafił strzelić gola
Pamiętam opowieść pewnego starego działacza ze Śląska, jak to piłkarze wielokrotnego mistrza Polski wzięli pieniądze za przegranie meczu. Mijały kolejne minuty, a przeciwnik nie potrafił strzelić im gola. Wreszcie tuż przed końcem stoperzy śląskiej drużyny rozstąpili się przed nacierającym napastnikiem, a bramkarz Cz. (reprezentant kraju) stanął przy słupku, odsłaniając całą bramkę. Niestety, szarżujący piłkarz potknął się o własną nogę na kilka metrów przed linią bramkową. Sędzia zakończył mecz i trzeba było oddać pieniądze.
Anegdoty piłkarskie. Zapłacili rywalom za zwycięstwo
– Przed ponad trzydziestu laty grałem w okręgówce – wspomina były piłkarz. – Mieliśmy spotkanie z „wieśniakami” z dołu tabeli. Pewnie i tak byśmy wygrali, ale nie chcieliśmy być pokopani. W klubie za każdy punkt otrzymywaliśmy 200 zł premii, więc za zwycięstwo, czyli wówczas 2 punkty – 400 zł. Zrzuciliśmy się zatem po dwie stówy i wygraliśmy. Oddaliśmy im połowę premii i wszyscy byli zadowoleni.
Porcelana za „jedenastkę”. Sędzia zrobił, co do niego należało
Podczas drugoligowych derbów Dolnego Śląska gospodarze wnieśli do pokoju sędziowskiego trzy wielkie pudła z porcelaną. Sędzia wiedział, jak się zachować i przy wyniku 1:1 podyktował „jedenastkę” dla gospodarzy. Niestety, egzekutor spudłował. Mecz zakończył się remisem. Sędziowie wrócili do domu i jako ludzie honoru zostawili suweniry.
– A co mieliśmy zrobić? Strzelić za tego niedorajdę bramkę z karnego? – żalił się po latach główny arbiter.
Nowe opony za przychylność sędziego. Nietypowa łapówka w PRL-u
Inne dawne derby. Żeby zapewnić obie „obiektywizm” arbitra, działacze załatwili u sponsora niezwykle wówczas deficytowy komplet nowych opon, które zostały zamontowane w samochodzie sędziego jeszcze podczas spotkania. Zgodnie z planem gospodarze wygrali 2:1, co nie spodobało się kibicom gości, którzy szybko odkryli związek między wynikiem a nowym ogumieniem auta sędziego. Gdy po zasłużonym obiedzie arbiter chciał wrócić do domu, zobaczył, że wszystkie opony są poprzebijane. Na szczęście, gospodarze stanęli na wysokości zadania i szybko postarali się o drugi komplet.
Fragmenty tekstu „Bez przebaczenia” (tyg. Angora 15/2008). Powyższe anegdoty piłkarskie są na Sadurski.com od kwietnia 2008, zmiany: 2026.
• • •
Po umieszczeniu tego wpisu, jeden z czytelników portalu przesłał nam taką ciekawostkę:
Mecze w PRL-u kupowało się za „bułgary”; pierwszoligowy mecz kosztował średnio 100.000 bułgarów.
Anegdoty piłkarskie: Humor . Sadurski.com
Zobacz też:
> Dużo anegdot: Anegdoty.pl
> Ciekawostki o piłce nożnej


