Historia sześcioletniego Szczepana Sadurskiego i jego „korespondencji” z redakcją „Świerszczyka” w 1971 roku to dowód na to, że wybitny talent plastyczny może stać się powodem oskarżeń o mistyfikację. Młody twórca z Lublina musiał zmierzyć się z murem niedowierzania dorosłych, dla których precyzja jego kreski była zbyt doskonała, by uznać ją za autentyczną. Ta opowieść to nie tylko sentymentalny powrót do przedszkola u sióstr Urszulanek, ale przede wszystkim analiza hartowania się charakteru artysty. Pożółkłe listy sprzed pół wieku są dziś unikalnym dowodem na to, że prawdziwy talent plastyczny nie potrzebuje aprobaty, by stać się fundamentem światowej kariery
Trzy listy sprzed pół wieku
Trzy zżółknięte koperty sprzed ponad pół wieku, na nich moje imię, nazwisko i ówczesny adres zamieszkania. W środku trzy listy, przechowywane jak najcenniejszy talizman i świadczące o tym, że już wtedy rysowanie było dla mnie czymś ważnym. I że zanim poszedłem do szkoły i poznałem literki, chciałem dzielić się ze światem moją twórczością i kontaktować się z redakcjami czasopism. Nadawcą była redakcja Świerszczyka – tygodnika dla najmłodszych.
Nie chciałem wysyłać swoich rysunków do redakcji Misia – to było czasopismo dla przedszkolaków, a ja byłem już prawie dorosły, więc przeglądałem Świerszczyk. Nie pamiętam czy drukowali wtedy plastyczne prace czytelników, ale rysowałem i chciałem, żeby ta twórczość była dostępna nie tylko dla najbliższej rodziny. Tym bardziej, że nikt w mojej rodzinie – bliższej i dalszej, nie miał talentu plastycznego. I nie potrafił ocenić mojego talentu.
Ambicje sześciolatka. Świerszczyk zamiast Misia
Moim marzeniem podzieliłem się z rodzicami. Uzgodniliśmy, że kilka najnowszych rysunków włożymy do dużej koperty i wraz z krótkim listem pisanym przez mamę, lecz dyktowanym przeze mnie, wyślemy do redakcji Świerszczyka. Mieściła się w Warszawie, a korespondencja od czytelników trafiała do skrytki pocztowej nr 380, na ul. Spasowskiego, do Urzędu Pocztowego Warszawa 1. Była końcówka 1971 roku, miałem 6 lat. Dokładniej: 6 i pół.
Odpowiedź datowana na grudzień 1971, z datą stempla pocztowego 19.12.71, znak 24/54, była napisana na maszynie o pisania. Nie wiem co te liczby znaczyły, ale zupełnie mnie to nie interesowało. Liczyła się treść i to, co zapadnie w sercu uzdolnionego chłopczyka.

Wyrok z Warszawy. Za dobre, by mogły być Twoje
„Drogi Szczepciu!
Dziękuję za rysunki, ale niestety nie mogę ich zamieścić. Napisz do mnie Szczepciu list. Przecież nie tylko umiesz rysować. Napisz co chciałbyś otrzymać pod choinkę – może farby, albo kredki? A może książkę z wieloma pięknymi ilustracjami Będziesz ją oglądał a potem postarasz się sam narysować co obejrzałeś i przeczytałeś, prawda?
Czekam na list.
Pozdrawiam Cię serdecznie
Świerszczyk”.
Dziś, z perspektywy czasu, list oceniam jako plus (dostałem odpowiedź od redakcji), ale też zostałem zdołowany i posądzony o oszustwo. Rysunki okazały się na tyle dobre jak na 6-latka, że Świerszczyk nie uwierzył, iż wykonało je dziecko, nie umiejące jeszcze pisać. To nie ja podobno stworzyłem prace, lecz osoba ode mnie starsza. A ja z jakiegoś powodu podałem się za autora i wysłałem je do redakcji! Największym plusem był ten wyczytany między wierszami. Ktoś ocenił, że całkiem nieźle umiem rysować. Za dobrze, jak na przedszkolaka.
> Dowiedz się więcej o tym, dlaczego otrzymałem imię Szczepan i jak historia lwowskich batiarów wpłynęła na moje przeznaczenie.

Lubelskie korzenie. Między Urszulankami a Grunwaldem
Rodzice zaprowadzali mnie wtedy do przedszkola sióstr Urszulanek, przy ul. Narutowicza. Obok stoi kościół Matki Boskiej Zwycięskiej, ponoć zbudowany przez Krzyżaków pojmanych pod Grunwaldem, a na skwerze pomnik Jana Kochanowskiego. Symbole polskości, polskiej tradycji i ja, kilkuletni Szczepanek. Charakter kształtowany przez rodziców, ale też siostry zakonne, w czasach PRL-u.
Przez nie wiem ile, może dwa lata, byłem tu przyprowadzany przez rodziców. Za drzwiami i wąskim korytarzem były sale, gdzie się bawiliśmy i leżakowaliśmy (my – czyli przedszkolaki). Była szatnia na ubranka, stołówka, a za budynkami wielki ogród, w którym siostry uprawiały warzywa. Tu bawiliśmy się na świeżym powietrzu. Zachowało się jedno zdjęcie z dużą grupą dzieci, na którym jestem, z zawadiacką minką. Oczywiście czarno-białe, więc ten prehistoryczny okres życia wspominam w czarno-białych barwach.
Podobno raz uciekłem z przedszkola. Poszedłem do szatni, założyłem buciki, ubrałem i gdzieś poszedłem. Nie wiem, jaki był powód ucieczki – banalna ciekawość świata, a może jakieś negatywne przeżycia i chęć ucieczki jak najdalej. Wszyscy mnie szukali i byli zatrwożeni – ale znaleziono mnie całego i zdrowego.
Czy były tu jakieś zajęcia plastyczne, rysowanie? Nie pamiętam, ale na pewno dużo rysowałem w domu.

Drugi cios w mój talent
Mimo oburzenia mamy (- Przecież to mój Szczepcio rysował, a oni podejrzewają że nie on! U nas w rodzinie tylko mój syn rysuje!), szybko podyktowałem mamie odpowiedź i wysłaliśmy do Świerszczyka moje kolejne rysunki. Odpowiedź 158/56, datowana: styczeń 1972 r., data stempla pocztowego: 20.1.72, była następująca:
„Drogi Szczepciu!
Bardzo się cieszę, że do mnie napisałeś. Mam nadzieję, iż będziemy nadal ze sobą korespondować. Ciekaw jestem, czy chodzisz do przedszkola? Co dostałeś na Gwiazdkę? Jaką miałeś choinkę? A może narysujesz mi ją, tylko samodzielnie, dobrze? Możesz przesłać także i inny rysunek.
Pozdrawiam Cię serdecznie
Świerszczyk”.
Drugi list, druga porcja rysunków i znów niedowierzanie, że to nie ja jestem ich autorem. Inne dzieci raz na zawsze zostałyby zniechęcone do rysowania, wiary w ludzi oraz świerszczyki piszące listy. Skończyłyby przygodę z plastyką i zajęłyby się kopaniem piłki albo wydłubywaniem oczek pluszowym misiom. Na szczęście wsparcie od mamy i taty było bezcenne: – Rysujesz zbyt ładnie, aby Świerszczyk uznał twoje prace za twoje. A poza tym Świerszczyk nie zna się na rysowaniu.

Plastyczny kryminał. Jak Kaśka ukradła moją piątkę
Czy ten drugi list zniechęcił mnie do rysowania? Nie, inaczej nie znalibyście moich rysunków ze Szpilek i najważniejszych tytułów prasy w Polsce, a 40 lat później nie przeczytałbym z gazecie wydawanej w Nowym Jorku, że jestem „jednym z najszybszych karykaturzystów świata”. Nadal rysowałem w domu sam, do tego na lekcjach plastyki w podstawówce nr 13, tak jak przedszkole, zlokalizowanej przy ul. Narutowicza.
Z początków uczęszczania do szkoły, zapamiętałem następujące wydarzenie, mające związek z moim rysowaniem. Pod koniec lekcji plastyki, każdy z uczniów miał gotowy rysunek, wykonany na zadany temat. Za chwilę miało być wystawianie ocen, każdy miał wstać z ławki i ze swoim rysunkiem podejść do nauczycielki (na plastyce się nie znała, ale nawet gdyby się znała – nie zmieniłoby faktu, co się wydarzyło).
Otóż Kaśka, rezolutna koleżanka z klasy, poprosiła na chwilę o mój rysunek. A ja, naiwny, zgodziłem się. Zaraz potem go oddała. A ponieważ miała nazwisko na wcześniejszą literę alfabetu niż moje „S”, moje dzieło pokazała nauczycielce jako swoje i dostała piątkę. Gdy pokazałem nauczycielce swój rysunek – stwierdziła, że jest nie mój i dostałem dwóję – za lenistwo i nieuczciwość! Powiedziałem w domu rodzicom o tej niesprawiedliwości i przychodzili do szkoły wyjaśniać sprawę.

Kreatywny Szczepan staje się Szczepanem
Po dwóch ciosach, jakie dostałem od redakcji, długo nie wysyłałem do Świerszczyka moich rysunków. Zrobiłem to wiosną 1974. Umiałem już pisać (miałem 9 lat), więc najprawdopodobniej list napisałem już sam i dołączyłem do niego nowe rysunki. Poniżej odpowiedź redakcji:
„Drogi Szczepanie!
Dziękuję Ci za list.
Rym Twój jest na pewno ładny, ale nie mogę go zamieścić Świerszczyku, gdyż nie drukuję utworów dzieci. Ciekawy jestem Szczepanku, jak zamierzasz spędzić wakacje. Czy wyjeżdżasz w lipcu lub w sierpniu z Lublina. Dokąd najbardziej chciałbyś pojechać podczas wakacji? Napisz mi też czy lubisz czytać książki i jakie najbardziej cię interesują?
Pozdrawiam się serdecznie
Świerszczyk”.
Już nie było podejrzeń, że nie jestem autorem wysłanych rysunków. Do listu dodałem też wierszyk – co pokazuje dziecięcą kreatywność, związaną nie tylko z rysowaniem. A poza tym byłem już Szczepanem, choć w treści już Szczepankiem.
Na prasowy debiut musiałem poczekać 5 lat. Mój całostronicowy komiks na ostatniej stronie Świata Młodych ukazał się w wakacje, między siódmą a ósmą klasą podstawówki. Miałem wtedy 14 lat.
FAQ
Dlaczego redakcja nie uwierzyła 6-latkowi?
W tamtych czasach (a może obecnie także?) standardy rysunku dziecięcego były bardzo schematyczne. Praca wykraczająca poza te ramy budziła podejrzenia o ingerencję dorosłych. Dla Szczepana Sadurskiego był to jednak pierwszy, nieoficjalny certyfikat talentu.
Jak rozpoznać talent plastyczny u przedszkolaka?
Przypadek Szczepana Sadurskiego pokazuje, że talent plastyczny objawia się precyzją i warsztatem, który wykracza poza standardowy wiek dziecka. Jeśli redakcja lub nauczyciele podejrzewają „pomoc dorosłych”, może to być sygnał wybitnych zdolności.
Gdzie znajdowało się przedszkole sióstr Urszulanek w Lublinie?
Przedszkole prowadzone przez siostry Urszulanki mieściło się przy ulicy Narutowicza, w samym sercu historycznego centrum Lublina. Placówka zajmowała zabytkowe zabudowania w bezpośrednim sąsiedztwie gotyckiego kościoła pobrygidkowskiego, wzniesionego jako wotum za zwycięstwo pod Grunwaldem. To właśnie w tym surowym, przesiąkniętym historią otoczeniu oraz w przylegającym do klasztoru ogrodzie, mały Szczepcio kształtował swoją pierwszą wrażliwość artystyczną.
Czy szkoła może zniszczyć talent plastyczny?
Niestety tak. Historia z „ukradzionym rysunkiem” w szkole podstawowej nr 13 w Lublinie pokazuje, że brak kompetencji nauczyciela może prowadzić do niesprawiedliwej oceny. Kluczowe jest wsparcie rodziców, które u Sadurskiego było fundamentem sukcesu.
Kiedy Szczepan Sadurski zadebiutował w prasie?
Mimo wczesnych prób w „Świerszczyku”, oficjalny debiut prasowy nastąpił w wieku 14 lat na łamach „Świata Młodych”, gdzie opublikowano jego całostronicowy komiks. W tym samym miejscu publikowano komiksy, m.in. z Tytusem oraz Kajkiem i Kokoszem.
Talent plastyczny: (c) Sadurski.com
Fragment książki, pisanej obecnie przez Szczepana Sadurskiego. Aktualnie powstaje na jego temat film dokumentalny.
Zobacz też:
> Szczepan Sadurski – kolejny wywiad w Australii
> Sadurski polskim dzieciom w Ameryce


