Większość moich zawodowych zleceń powstawała w pracowni, ale jedno z najbardziej nietypowych wykonałem podczas urlopu, daleko od Polski. Telefon z agencji reklamowej sprawił, że zamiast wyłącznie odpoczywać, zacząłem szukać papieru, ołówków i skanera. W Afryce powstały rysunki, które później trafiły na opakowania paluszków Lajkonik.
W Internecie jest szereg informacji, które potwierdzają moje działania zawodowe w Ameryce, Europie i Australii. Jednak dotychczasowa lista kontynentów jest niepełna. Rysowałem też w Afryce.
Rysunki, które trafiły na opakowania
W roku 2004 od agencji reklamowej otrzymałem propozycję wykonania kilku rysunków humorystycznych. Chodziło o słoną przekąskę – paluszki firmy Lajkonik i zbliżającą się ich ogólnopolską promocję. Założenie: przekąska równie dobrze smakuje nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie.
Wkrótce powstały pierwsze propozycje, a po akceptacji stworzyłem szkice. Postać Lajkonika z logo producenta, narysowana moją kreską, z moją autorską sygnaturą (zlecającemu zależało, aby rysunki miały podpis, taki sam jak na drukowanych od lat moich rysunkach). Na wielkiej liczbie opakowań, w tysiącach sklepów, miał być mój rysunek, jak zwykle z podpisem SADURSKI.
Telefon, który przerwał wakacje
To miał być spokojny, rodzinny, 2-tygodniowy urlop zagraniczny z dala od Polski i od pracy. Nie udało się. Po rozpakowaniu walizek, nazajutrz po przybyciu do Tunezji, na basenie odebrałem telefon z agencji reklamowej:
– Jest pozytywna decyzja klienta, realizujemy!
– Świetnie. Na kiedy rysunki mają być gotowe?
– Maksymalnie za tydzień. Zdąży pan?

Jak w Tunezji kupić ołówek i papier
Podjąłem wyzwanie, nie pierwsze i nie ostatnie z ekstremalnych w mojej działalności zawodowej. Jednak warsztat pracy został w Warszawie. Na szczęście to co najważniejsze – czyli talent, zawsze mam ze sobą.
Uzgodniliśmy, że e-mailem dostanę dla przypomnienia moje szkice. Potem należało znaleźć sklep i kupić: duże kartoniki, czarne flamastry, ołówek i gumkę. Udało się, choć w Tunezji nie każdy zna angielski, a hotel był trochę oddalony od najbliższego miasta.

Siedem rysunków z afrykańskiego hotelu
W pokoju hotelowym zrobiłem 7 rysunków i tematem każdego był inny kontynent. Byli Szkoci, Aborygeni, Indianie, Chińczycy. Aborygen z kangurem, czarnoskóry z małpką, itd. Został jeszcze jeden niezwykle ważny etap: zeskanowanie gotowych rysunków i wysłanie plików e-mailem do agencji.
To było z dala od Europy, a internet nie był jeszcze tak powszechnie dostępny jak dziś. Na szczęście były kawiarenki internetowe. Za opłatą zeskanowano mi rysunki do odpowiedniej rozdzielczości, które tego samego dnia trafiły e-mailem do zleceniodawcy. Mogłem wrócić do wypoczynku, a powrocie wystawić fakturę.

Od kawiarenki internetowej do drukarni
Kilka tygodni po powrocie z urlopu, paluszki Lajkonik z nowymi opakowaniami trafiły do sklepów. Obok siebie paczuszki z różnymi wzorami rysunków. Kupiłem sobie komplet, paluszki po kolei zjadałem (zresztą to jedna z moich ulubionych przekąsek), a opakowania zachowałem w archiwum.
Paluszki Lajkonik z moim podpisem
Promocja trwała kilka miesięcy. Nie wiem ile setek tysięcy paczek z moimi rysunkami trafiło do kupujących. Jedno jest pewne: dołączyłem do ekskluzywnego klubu (Mleczko i Sawka), którego członkowie na komercyjnych produktach mieli swój podpis.
Choć minęło już sporo czasu, zdarza się, że wracam pamięcią do tej realizacji jako anegdota. Zagranicznych wyjazdów miałem potem dużo, za to podobnych anegdot, a już na pewno związanych z Afryką – już nie miałem. A czy przyjadę kiedyś do Afryki i będę rysował tu karykatury na żywo na jakimś wydarzeniu? Życie jak widać, potrafi zaskakiwać.
Paluszki Lajkonik: (c) Szczepan Sadurski / Karykatury . Sadurski.com
Zobacz też:
> Anegdoty o karykaturzystach: Szczepan Sadurski
> Kulisy rysowania gwiazd. Kogo uwiecznił Sadurski?


