W 1989 r. ukazała się książka „Kwiatki polskie”. Pierwszą satyryczną książkę z rysunkami Szczepana Sadurskiego wydała Krajowa Agencja Wydawnicza. Dziś egzemplarze tej publikacji są rzadkością, a z jej powstaniem wiąże się wiele ciekawych historii, o których wcześniej nie opowiadałem.
W połowie lat. 80. mieszkałem w Lublinie, miałem 20 lat i nie byłem tu osobą anonimową. Setki publikacji w „Kurierze Lubelskim” i innych tytułach prasy lubelskiej, do tego publikacje w „Szpilkach” i innych gazetach ogólnopolskich, „Złota Szpilka’87…
Gdzie w PRL-u wydać satyryczną książkę z rysunkami?
Chciałem dotychczasową działalność rysunkową podsumować wydaniem książkowego zbioru. „Iskry” słynące z serii satyrycznych książek „Biblioteka Stańczyka”, mniej więcej w tym czasie definitywnie zrezygnowały z jej wydawania. A może po prostu chcieli odpisać cokolwiek, żebym się odczepił. Zresztą wtedy na wydanie książki każdy czekał średnio 5 lat – czyli wieczność.
W Lublinie było Wydawnictwo Lubelskie (z którym miałem już kontakty) i KAW Lublin, oddział dużego wydawnictwa państwowego (prywatnych nie było!) czyli Krajowa Agencja Wydawnicza. I to drugie podjęło temat wydania mojej książki. Podpisałem umowę i dostałem zaliczkę z dużą liczbą zer, bo inflacja wtedy była straszna.
„Kwiaty polskie” i Julian Tuwim
Dlaczego „Kwiatki polskie”? Oczywiście była to aluzja do „Kwiatów polskich” Juliana Tuwima. Zawartość mojej publikacji miała być lekka i wesoła czyli być przeciwnością słynnego dzieła poety. Do mnie należało skompletowanie zawartości.

Rysunki, Filler i 3 lata czekania
W 1986 r. z setek rysunków wybrałem około stu, które uznałem za najlepsze. Ponieważ wiele rysunków dotyczyło polskich spraw i absurdów, głównie takie wybrałem, pamiętając że równocześnie powinny być ponadczasowe. I wybrałem dobrze, bo nawet dziś – po ponad 30 latach – wiele z nich pozostaje aktualnych.
Rysunki podzieliłem na kilka rozdziałów: Legendy polskie, Potyczki z muzami oraz Kwiatki polskie (ten rozdział zajął największą część książki). Liternictwo tytułu i śródtytułów zrobiłem własnoręcznie, dzięki temu jest wizualnie bliskie do rysunków i tekstów w dymkach.
„Kwiatki polskie” opuściły drukarnię w 1989 roku.
Wstęp naczelnego „Szpilek”, Witolda Fillera
Ponieważ dużo drukowałem w „Szpilkach”, w KAW uznano, że wstęp powinien napisać ich red. naczelny Witold Filler, co podniesie prestiż publikacji.
We wstępie Filler porównał mnie, 20-latka, do Szymona Kobylińskiego i Andrzeja Mleczki i nie szczędził superlatyw. Przytoczę krótki fragment:
„Jego nagrodzony „Złotą Szpilką” rysunek o dyrektorze wołającym do sekretarki: „Proszę mnie połączyć z proletariuszami wszystkich krajów” (…) urzekał swym pomysłem, który sięgał granic filozoficznej metafory. I jej to polot zaniósł go na strony tylu pism satyrycznych Europy!”

Czerwone aple, które zaciekawiły Wolinskiego
Książkę wyróżniał jeden nietypowy zabieg graficzny: na każdym czarno-białym rysunku, na każdej stronie była ostra, czerwona apla. Zainteresowało to także słynnego francuskiego rysownika Georgesa Wolinskiego, któremu w Lublinie wręczyłem tę książkę. Odpowiedziałem mu, zgodnie z prawdą, że czerwone aple miały utrudniać nielegalne przedruki.
Co ciekawe, książka trafiła do Francji, a „Fluide Glacial” w numerze z 1990 r. napisał, że jestem „wschodzącą gwiazdą karykatury”. Ale o tym dowiedziałem się po latach, w 2026 roku.
Dodam, że „Kwiatki polskie” osobiście wręczyłem Erykowi Lipińskiemu.

Prasowe recenzje „Kwiatków polskich”
Ani ja ani wydawnictwo nie mieliśmy głowy, żeby egzemplarze rozsyłać redakcjom do recenzji. Rynek wydawniczy działał wtedy inaczej. Po prostu wręczałem znajomym dziennikarzom „Kwiatki polskie”, licząc na opublikowanie choćby krótkiej informacji.
Najmilej wspominam recenzję Alicji Chwałczyk (A.Ch.) z 2 strony „Kuriera Lubelskiego” nr 247, 20 grudnia 1989. Jej fragment:
„Poznałam Sadurskiego, gdy uczył się w liceum plastycznym. Już wtedy współpracował z Kurierem i już wtedy był bystrym, dojrzałym zbieraczem kwiatków z naszej polskiej łączki. Opinia o jego twórczości nasuwa się sama, a on ją potwierdza: jest przede wszystkim dziennikarzem, publicystą, który kreską dopełnia, grubiej pociąga, nadaje ostrych konturów dziennikarskim penetracjom.
Dziś Szczepan ma 24 lata, sporo nagród i pierwszą książkę, która oddaje stan jego intelektualnego, satyrycznego poczucia rzeczywistości z okresu, gdy miał 18-21 lat. Choć świat się wokół zmienia, to karykatury Szczepana nie straciły na aktualności”.

I jeszcze fragment wywiadu ze mną w „Sztandarze Ludu” nr 22 (26.01.1990). „Ładne kwiatki”, rozmowę przeprowadził Władysław Styrczula.
– „Kwiatki” długo rosły w wydawnictwie i drukarni…
– Prawie trzy lata, choć nie to jest najgorsze. Otóż, przed kilkoma tygodniami, gdy książka opuściła drukarnię (nakład – 30 tys. egzemplarzy), okazało się, że księgarnie nie mają pieniędzy na zakupienie. Podobnie, jak wiele innych padła ofiarą urynkowienia, a ściślej – tragicznej sytuacji finansowej księgarń i zalega gdzieś w magazynach.
Anegdota z kiermaszu książek w Lublinie
W 1991 r. na Placu Litewskim w Lublinie zorganizowano kiermasz książkowy, bodaj w związku z Dniami Książki i Prasy. Byłem jednym z autorów, którzy na straganikach podpisywali swoje książki. Ponieważ było duże zainteresowanie, kilka paczek z „Kwiatkami polskimi” szybko trafiło do nabywców, więc podjęto decyzję, że ktoś pojedzie do KAW-u i przywiezie kilka kolejnych paczek. Przez godzinę miałem przerwę z autografami.
Wtedy wydarzyła się autentyczna historia, którą później opisałem jako anegdotę.
Na jakimś kiermaszu sprzedawano książki z rysunkami Szczepana Sadurskiego, a on siedział na stoisku wydawnictwa i podpisywał je. Ponieważ prawie wszyscy oprócz autografu chcieli również specjalną dedykację, Sadurski każdego pytał jak ma na imię, a potem wpisywał, np. „Dla Małgosi – Sadurski”. W pewnej chwili gdy do Sadurskiego podeszła kilkuletnia dziewczynka z jego książką, wziął do ręki flamaster i zapytał:
– Dziewczynko, jak masz na imię?
– A co pan chce zrobić?
– Wpisać ci dedykację do książki.
– Proszę pana, po książkach nie można mazać!
> Ta i więcej podobnych anegdot
Odpadające listki kwiatków
Niestety „Kwiatki polskie” miały poważny feler techniczny. Chyba użyto nienajlepszego kleju, więc kartki rozsypywały się po próbie rozłożenia sąsiednich stron na boki pod kątem zbliżonym do 180 stopni. Miałem nadzieję, że to było tylko w moich egzemplarzach autorskich, niestety inni też mieli ten sam problem.
Kolejne zbiory książkowe z rysunkami
Moja druga publikacja książkowa ukazała się w 1993 r. czyli 4 lata po „Kwiatkach polskich”. „Szczepan Sadurski – 133 najlepsze rysunki” wydałem już sam, bo byłem już wydawcą i od 2 lat wydawałem czasopismo „Dobry Humor”. Nakład wynosił kilka tys. egzemplarzy (mniej niż 10), dystrybucja była dosyć skromna (książka trafiła do „Ruchu” na województwo lubelskie).
Co ciekawe, choć wciąż rysowałem, przez kolejne latanie nie miałem czasu, aby pomyśleć o wydaniu kolejnego autorskiego zbioru książkowego. „Wyjątkowa książka Szczepana” ukazała się w 2014 r., w ramach działań crowfoundingowych, gdy już nie było moich czasopism i nie miałem serca do działań wydawniczych.
Podsumowanie
Przez lata „Kwiatki polskie” leżały zapomniane, a ja miałem masę spraw zawodowych. Dziś do tej książki wracam z sentymentem. Ta pierwsza książka dała mi „kopa”; wtedy potrzebowałem takiego podsumowania, aby iść dalej. Mogłem się wreszcie czymś namacalnym pochwalić, bo to nie była kolejna gazeta z jednym czy kilkoma rysunkami. To był skondensowany Sadurski w puszce. I tę puszkę, dziś satyryczny rarytas książkowy, czasami można kupić w Internecie.
Kwiatki polskie: (c) Szczepan Sadurski / Karykatury . Sadurski.com
Zobacz też:
> Jak rysunek Sadurskiego sprowokował VIP-ów PRL-u
> „Może pozna pan prezydenta”. Kulisy wizyty w Pałacu Prezydenckim


