Z mojej wystawy zniknęły dziesiątki oryginalnych rysunków. Milicja nie znalazła złodzieja, organizator twierdził, że mogę je sobie po prostu narysować jeszcze raz, więc sprawa skończyła się w sądzie. To wydarzyło się pod koniec lat 80. w Łęcznej pod Lublinem.
Na wystawę w Łęcznej pojechało 150 rysunków
W drugiej połowie lat 80. przekazałem 150 moich rysunków przedstawicielowi spółdzielni mieszkaniowej w Łęcznej pod Lublinem, która zaproponowała, że zrobi mi wystawę. Przyjechał jej przedstawiciel, przeliczył, było 150 oryginalnych rysunków. Nie było szczegółowej listy.
Na ekspozycję zmieściło się 96, pozostałe 54 rysunki nierozważnie włożono na półkę regału, do którego każdy miał dostęp, a może gdzieś indziej i zapomniano o nich. Po wystawie otrzymałem 96 rysunków.

Kradzież rysunków. „Może pan sobie narysować je jeszcze raz”
Dyrektor spółdzielni zaproponował osobiste spotkanie, aby dojść do porozumienia. „Jakąś wartość one miały, ale żeby aż taką?” Specjalnie przyjechałem autobusem i dowiedziałem się, że nie dostanę żadnego zadośćuczynienia. Mogę sobie 54 rysunki narysować drugi raz. Podobno żaden problem.
Organizatorzy dobrze wiedzieli, komu robią wystawę. Przygotowali folder z moją biografią i osiągnięciami. W tamtym czasie należałem do najczęściej publikowanych rysowników „Szpilek”, miałem za sobą Złotą Szpilkę ’87 i setki publikacji prasowych.

Satyra na wokandzie. Ile kosztują 54 oryginalne rysunki?
Do Lublina na sprawę sądową pociągiem przyjechał specjalnie z Warszawy historyk sztuki, dyrektor Muzeum Karykatury Ferdynand Ruszczyc. Potwierdził, że jestem znanym rysownikiem, i wyjaśnił sądowi, ile wart jest oryginalny rysunek satyryczny, ponieważ Muzeum Karykatury kupowało takie prace.
Gdy artykuł Alicji Chwałczyk „Satyra na wokandzie” ukazał się w „Kurierze Lubelskim” nr 30, 10-12 lutego 1989, już było po wygranej przeze mnie sprawie. Spółdzielnia zapłaciła zasądzone odszkodowanie, „kończąc sprawę z twarzą” – jak napisano w zajawce artykułu na stronie 1, zapraszając czytelników do lektury.
„Autor mógłby domagać się od spółdzielni okrągłego miliona. (…) Stanęło na sześciuset tysiącach i na zawarciu umowy”. Oczywiście chodzi o kwoty sprzed denominacji.
Zakończenie
Kilka miesięcy później znajomy powiedział mi, że widział moje oryginalne rysunki na giełdzie staroci gdzieś pod Lublinem. Na 99,9% były to prace, które zniknęły w Łęcznej, bo oryginałów nigdy nie sprzedawałem.
Od tamtej sprawy na wszystkie wystawy wysyłam tylko kopie. Oryginały zostają u mnie.
Kradzież rysunków: (c) Szczepan Sadurski / Prawo . Sadurski.com
Nieoznaczone cytaty w tekście: „Kurier Lubelski”).
Na górnej ilustracji: Jeden z rysunków Sadurskiego, który był wystawiany w Łęcznej, ale szczęśliwym trafem wrócił do autora.
To warto wiedzieć
Czym jest „Kurier Lubelski”?
„Kurier Lubelski” to dziennik ukazujący się w Lublinie od 1957 r. Gazeta publikuje informacje dotyczące wydarzeń społecznych, politycznych, gospodarczych i kulturalnych z województwa lubelskiego, a także reportaże, wywiady i materiały publicystyczne. W latach 80. regularnie publikowała rysunki satyryczne Szczepana Sadurskiego.
Kim była Alicja Chwałczyk?
Alicja Chwałczyk (ur. 1937) była dziennikarką związana z lubelską prasą regionalną, przede wszystkim jako etatowa dziennikarka „Kuriera Lubelskiego”. Pracowała jako reporterka i publicystka, opisując wydarzenia społeczne, kulturalne i lokalne sprawy mieszkańców Lubelszczyzny. Jej wspomnienia dotyczące pracy dziennikarskiej zostały zarejestrowane w ramach projektu Historia Mówiona Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie.
Ferdynand Ruszczyc
Ferdynand Bohdan Ruszczyc (ur. 1959) to polski historyk sztuki i muzealnik. W latach 90. kierował Muzeum Karykatury w Warszawie, a następnie był dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie, jednej z najważniejszych instytucji muzealnych w Polsce. Jest wnukiem Ferdynanda Ruszczyca (1870–1936), wybitnego malarza, grafika i profesora Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.
Czy organizatorzy wystaw ubezpieczają prezentowane prace?
W przypadku wystaw dzieł sztuki organizatorzy często wykupują ubezpieczenie obejmujące ryzyko uszkodzenia, zaginięcia lub kradzieży eksponatów. Zakres ochrony zależy od wartości prac, miejsca ekspozycji oraz warunków określonych w umowie pomiędzy właścicielem dzieł a organizatorem wystawy. Ze względu na koszty ubezpieczenia organizatorzy niewielkich wystaw, w tym wystaw rysunku satyrycznego, nie zawsze decydują się na objęcie eksponatów ochroną ubezpieczeniową.
Dlaczego niektórzy uważają, że rysunki satyryczne mają niewielką wartość?
Rysunki satyryczne są często kojarzone z prasą i bieżącymi wydarzeniami, dlatego część osób postrzega je jako formę ilustracji użytkowej. W praktyce oryginalne prace znanych autorów mogą mieć znaczną wartość artystyczną, historyczną i kolekcjonerską, a ich ceny zależą m.in. od dorobku twórcy, rzadkości dzieła oraz zainteresowania kolekcjonerów.
Zobacz też:
> Jak 19-letni rysownik dostał rubrykę w ogólnopolskim tygodniku
> Jak poznałem w Lublinie słynnego Georgesa Wolinskiego
> Elita polskich karykaturzystów we wspomnieniach Szczepana Sadurskiego


