Rysownik Szczepan Sadurski z wizytą w Moskwie i jego pierwsza poza Polską wystawa rysunków. Cytujemy jedyny na ten temat wywiad z 1988 roku opublikowany w Kurierze Lubelskim, uzupełniony oraz anegdoty i osobiste wspomnienia autora.
Sadurski w Moskwie i wywiad w Kurierze Lubelskim
Nie licząc dwóch międzylądowań na lotnisku Szeremietiewo (w tym podczas podróży do Armenii w 2017 r., gdzie byłem gościem festiwalu Sunny Dragon), w Rosji byłem dotychczas jeden raz. Konkretnie, w Moskwie. I nie jako turysta, lecz rysownik polskiej redakcji Gazety Młodych, który otworzył ekspozycję swoich rysunków satyrycznych.
Poniżej pełna treść wywiadu, jaki ukazał się w Kurierze Lubelskim (mieszkałem wtedy w Lublinie), w numerze 129 z 7 lipca 1988. To dosyć oficjalna informacja wypełniona faktami, napisana skrótowo, a niżej kilka nieoficjalnych ciekawostek – wspomnień z wyjazdu.
Sadurski w duchu pieriestrojki
Szczepan Sadurski, nasz redakcyjny współpracownik, laureat Złotej Szpilki w dziedzinie rysunku satyrycznego, uczynił krok do międzynarodowej kariery. Właśnie powrócił z Moskwy, gdzie prezentował swoje prace.
Kto cię zaprosił?
– Jako półetatowy pracownik Gazety Młodych uczestniczyłem w delegacji, która została zaproszona przez redakcję Moskiewskiego Komsomolca na Święto Młodości.
Co to za impreza?
– Święto Młodości jest wielkim festynem, w którym bierze udział 100 tys. uczestników. Odbywa się w największym w Moskwie, Parku Gorkiego. Na ogromnej przestrzeni wśród drzew, klombów i alejek skupiono setki imprez. Koncertują zespoły rockowe, można się bawić w wesołym miasteczku lub oglądać pokazy sportowe czy prezentacje satyryczne. Występują laureatki Moskowskoj Krasawicy, odpowiednika naszego konkursu Miss Polonia, z tym, że tam nie ma ograniczeń wiekowych.
Ulokowano wiele stoisk z plakatami, upominkami, plakietkami i przeróżnymi wydawnictwami adresowanymi do młodzieży. Na Święto Młodości przenoszą się tu artyści z Arbatu i sprzedają swoje prace. Panuje atmosfera swobody, relaksu i zabawy. Miałem okazję słuchać bardzo odważnych wypowiedzi, podczas zaimprowizowanego Hyde Parku.
Jak wyglądała twoja wystawa?
– Była prezentowana w niedzielę 26 czerwca przez kilka godzin na terenie pawilonu polskiego. Wystawiłem 100 prac. Miałem również 500 katalogów, które poszły w kilka minut.
Co wzbudziło największe zainteresowanie?
– Cieszę się, że wystawę odwiedziło wiele osób. Zgodnie z duchem czasu, najbardziej interesowały prace związane z pieriestrojką. Miałem okazję wymienić poglądy z radzieckimi rysownikami. Obecnie głównym tematem ich prac jest biurokracja i wszystko, co hamuje nowe. Rysunki są bardzo dopracowane. W Polsce nasze myśli wyrażamy bardziej oszczędnymi środkami. Można to było skonfrontować podczas prezentowania mojej wystawy z innymi pracami w redakcji Moskiewskiego Komsomolca.
Wystawa polskiego humoru w Parku Gorkiego w Moskwie
Tyle wywiad, który można potraktować jako oficjalną informację przed niemal 40 lat. Gdyby nie ona, wielu spraw dziś bym już nie pamiętał. A ponieważ krótki, prasowy wywiad zawsze jest skondensowaną i oficjalną relacją, niżej kilka wspomnień, które pamiętam do dziś.
Ekspozycja miała miejsce tuż obok jednej w alejek. Było kilka wielkich stołów, ja i pozostałe 3 osoby „polskiej delegacji” rozłożyliśmy naklejone na kartoniki kserokopie rysunków. Były na stole oraz stały na ziemi, oparte o stoły.
Było wiadomo, o której godzinie będą rozdawane katalogi, więc atmosfera gęstniała. Wreszcie wystawiliśmy katalogi i tłum po nie ruszył, a stoły zaczęły się przesuwać. To trwało kilka minut, a gdy katalogów już nie było, pozostali tylko ci, którzy chcieli oglądać rysunki.
Rysunki Sadurskiego, katalog i wizyta w redakcji Moskiewskiego Komsomolca
Owe pół tysiąca katalogów przygotowanych i przewiezionych z Warszawy – to była złożona na pół kartka, łącznie 4 strony A5. Treści: oficjalna informacja, moja biografia artystyczna oraz teksty w dymkach rysunków, zostały przetłumaczone na język rosyjski. Podobnie treści w dymkach rysunków na wystawie (chyba że były bez tekstu) – one też były po rosyjsku, więc nie było problemu ze zrozumieniem przez widzów. Oczywiście rysunki zostały w Polsce specjalnie wybrane, odrzuciłem te o sprawach zrozumiałych tylko w Polsce.
W redakcji Moskiewskiego Komsomolca byliśmy krótko. Poznanych kilka osób, krótkie rozmowy. Pamiętam, oglądałem czyjeś rysunki satyryczne. Było trochę rozgardiaszu, bałaganu i sporo osób – trwały przygotowania do udziału w Święcie Młodości. Przecież to właśnie redakcja była głównym jego organizatorem.
Anegdoty z Moskwy okresu pieriestrojki
Wejście do eleganckiego hotelu w centrum Moskwy w którym byliśmy zakwaterowani, było możliwe tylko za okazaniem paszportu, ewentualnie specjalnego zezwolenia (dla Rosjan). Strzegli go ochroniarze. Oczywiście musiałem pokazywać paszport.
Wyszedłem na spacer i w sklepie nieopodal hotelu kupiłem 10 gwiazdek, które można było przypiąć do odzieży malutką agrafką. Metal koloru złotego, czerwone ramiona gwiazdy i w środku twarz dziecka. Jezusek? Nie, okazało się że to Lenin w młodości. Kupiłem na pamiątkę 10, były wyjątkowo tanie. I zaraz wpadłem na pomysł, żeby dla żartu 6 gwiazdek przypiąć sobie po trzy, na obu ramionach, niczym żołnierskie pagony. Od tej pory ochroniarze nie żądali paszportu, bo było wiadomo że żaden Rosjanin nie robiłby z siebie idioty…
Co pamiętam z Moskwy? Byliśmy na Arbacie, był też co najmniej jeden wieczorno-nocny spacer po centrum, w okolicach Kremla i Placu Czerwonego. Nie wiem ile zrobiliśmy kilometrów, ale bardzo bolały mnie nogi. Było ciepło, byliśmy spoceni i grubo po północy weszliśmy (za okazaniem paszportów) do jakiegoś hotelu, aby skorzystać z toalety i umyć ręce. Okazał się wyjątkowo luksusowy: po umyciu rąk, obok umywalek leżał rządek idealnie białych, pachnących i idealnie ułożonych ręczniczków, do skorzystania. A przed łazienką stał ochroniarz.
Jeśli dobrze pamiętam, prywatnie odwiedziliśmy jakiegoś Polaka. Na balkonie napiliśmy się wódki, a raczej samogonu. Poznałem tajemnicę, jak to możliwe, że w Moskwie nie czuć „procentów” – czy pijesz alkohol 40- czy 80-procentowy – organizm tego nie rozpoznaje.
Wkurzający powrót do Warszawy
W obie strony jechaliśmy pociągiem, na trasie Warszawa – Moskwa – Warszawa. Podróż była długa, na pewno nocna. Do Moskwy były kuszetki, z powrotem wygodne fotele, w których można było spać. W każdym razie, po dotarciu na dworzec Warszawa Centralna, zamiast wsiadać z moją walizką do pociągu do Lublina, dostałem zadanie przetransportowania wielkiej plastikowej paki do redakcji na Al. Stanów Zjednoczonych. I z tą niemal 2-metrową paką oraz walizką, mocno zmęczony podróżą, wsiadłem do autobusu, kasując bilet za przejazd.
I musiałem zapłacić karę – wsiadł kanar i powiedział, że za taką pakę powinienem skasować drugi bilet. Ładne przywitanie w Polsce! Pakę zostawiłem w redakcji, wsiadłem w powrotny autobus (oczywiście kasując dla siebie bilet), dojechałem na Centralną, a potem kilka godzin i byłem w Lublinie, niesamowicie zmęczony. Ale byłem młody i organizm szybko się zregenerował. Grunt, że zaliczyłem swoją pierwszą zagraniczną wystawę.
Tekst ukaże się w biograficznej książce. Obecnie na temat Szczepana Sadurskiego powstaje film dokumentalny.
Sadurski w Moskwie: (c) Szczepan Sadurski / Sadurski.com
Zobacz też:
>
>


