Cofnijmy się do czasów, gdy Adam Małysz był narodowym bohaterem, a transmisje skoków oglądała cała Polska. Jego nazwisko zostało zastrzeżone w Urzędzie Patentowym i stało się maszynką do zarabiania pieniędzy. Przedstawiciele skoczka twierdzili, że należą im się tantiemy nawet od karykatur i rysunków z Adamem Małyszem. W Wiśle ocenzurowano wystawę poświęconą skoczkowi, a nieco wcześniej upubliczniłem w sieci pismo z żądaniami prawników. Poznaj kulisy sprawy, którą w środku Małyszomanii żyła cała Polska.
W Wiśle usuwano nazwisko Małysz z rysunków. Ocenzurowaną wystawę obejrzał prezydent Kwaśniewski
W 2002 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski odwiedził Wiślański Dom Kultury, aby obejrzeć wystawę rysunków humorystycznych o Małyszu. Podobała mu się, jednak nikt go nie poinformował, że została ocenzurowana. Tak, jak chcieli przedstawiciele Adama Małysza, autorka wystawy Aleksandra Kajewska, z rysunków usunęła przezornie nazwisko Małysz, w to miejsce wstawiając „skoczek”. Nawet w tytule wystawy nie było nazwiska Małysz.
O próbie cenzurowania twórczości satyrycznej było wtedy coraz głośniej. Przedstawiciele Adama Małysza mówili z mediach, że każdy rysunek musi być przez nich fachowo oceniony, i autor otrzyma informację ile musi zapłacić tantiem. Nie podawali podstawy prawnej. Cofnijmy się do końca 2001 roku.
Oficjalny serwis Małysza opublikował moje dowcipy
W 2001 r. na Interii powstał oficjalny serwis Adama Małysza – malysz.interia.pl. To był gigantyczny sukces, każdy chciał go odwiedzić. Odwiedziłem i ja. W zakładce z dowcipami znalazłem kawały, które sam wymyśliłem. Bez mojego nazwiska i źródła przedruku. 27 grudnia 2001 r. napisałem maila, prosząc o wyjaśnienie sprawy i podając skąd zaczerpnęli moje dowcipy. I podałem źródło: wydane przez mnie „Dowcipy o Małyszu”.

Fax, który miał mnie przestraszyć
Odpowiedź nadeszła 9 stycznia 2002. I nie e-mailem, lecz faxem, na mój warszawski numer (pocztą przyszło kilka dni później). To ja byłem winny. Podobno naruszyłem prawo Adama Małysza: posługiwałem się jego nazwiskiem i wykorzystywałem jego osobę dla celów komercyjnych. „Art. 23 kodeksu cywilnego… ochrona prawa cywilnego… wzywam do zaprzestania naruszania dóbr osobistych… zaprzestania druku i rozpowszechniania publikacji… opublikowania przeprosin na łamach prasy ogólnopolskiej”.
Nie był to mój pierwszy spór o satyrę. W stanie wojennym groziły mi znacznie poważniejsze konsekwencje za publikację karykatur politycznych. Na przełomie XX/XXI wieku Murzyn wspierany przez najpotężniejszą gazetę oraz Fundację Helsińską, chciał ode mnie góry pieniędzy. Teraz miałem się przestraszyć jakiejś kancelarii prawnej z Krakowa?

Upubliczniam pismo prawników i wybucha medialna burza
Tego samego dnia umieściłem na stronie głównej dobryhumor.pl oraz specjalnie zrobionym serwisie dobryhumor.pl/malysz skan faxu, zakrywając dane teleadresowe krakowskiej kancelarii prawnej i nazwiska prawników. Informacja niemal natychmiast wywołała burzę w mediach. Rozdzwonił się mój telefon, a dziennikarze chcieli poznać kulisy sprawy.
Już nazajutrz wysłałem pocztą pismo do Interii. Zażądałem zaprzestania naruszania Ustawy Prawo Autorskie, natychmiastowego usunięcia moich materiałów, przeproszenia na łamach prasy ogólnopolskiej w terminie do 7 dni roboczych. W przypadku braku reakcji, podejmę stosowne kroki prawne.

Cała Polska dyskutuje o „prawach do Małysza”
Dzwonili dziennikarze z rozgłośni radiowych, dziennikarze z gazet (m.in. Super Express, Trybuna, Dziennik Bałtycki, Gazeta Pomorska, Dziennik Wschodni, o sprawie pisały największe portale. Wkrótce poproszono mnie o pilny wywiad przed kamerą. Właśnie jechałem samochodem do Lublina.
– To się świetnie składa, bo jestem w Lublinie. O której pan będzie?
Kamerę ustawiono przy trasie szybkiego ruchu, już na terenie Lublina. Szybki, konkretny wywiad, a po wyłączeniu kamery dziennikarz informuje:
– Bo wie pan co? Rozmawiałem z Fan Sport Wisła, jedynym przedstawicielem Małysza. Twierdzą, że nie znają żadnej kancelarii prawnej z Krakowa.
Moja nieoczekiwana i ofensywna reakcja zadziałała. Do tego próba zarekwirowania Małysza dla mediów i Polaków, przyniosła odwrotny skutek. „Przedstawiciele” ośmieszyli siebie oraz Adama Małysza. Buńczuczna kancelaria prawna z Krakowa poszła po rozum do głowy i nigdy się już nie odezwała, a jeden z jej szefów zrobił karierę w mediach.

Interia wyjaśnia: dowcipy dostaliśmy od ludzi Małysza
17 stycznia, tydzień po moim oficjalnym piśmie do Interii, obszerną 2-stronicową odpowiedź przesłał Prezes Zarządu Tomasz J. oraz Wiceprezes Zarządu Grzegorz W. Wyjaśnili, że materiały (czyli dowcipy też) Interia dostała od przedstawicieli Małysza. „Wyrażamy ubolewanie, że poczuł się pan dotknięty niezawinionym działaniem Interia.pl, polegającym na opublikowaniu sześciu autorskich dowcipów o Adamie Małyszu… podjęliśmy decyzję o ich usunięciu”.
Skoro o to właśnie chodziło i można było zamknąć temat – po co ta cała szopka z wynajęciem kancelarii prawnej z Krakowa (i kto ją wynajął?), straszeniem sądem i rozdmuchaniem sprawy do granic absurdu. Czyżby nadarzyła się okazja do nagłośnienia sprawy pt. My to rządzimy Małyszem?

Pismo satyryczne broni zdrowego rozsądku
Chcecie wojować z Sadurskim w sądzie o dowcipy o prawo do nazwiska Małysz? To macie „Twój Dobry Humor” 2(23) – bo przecież oprócz dowcipów wydałem też pismo satyryczne.
Całą rozkładówkę (dwie środkowe strony) poświęciłem tej wielkiej hecy. Specjalny artykuł, cytaty z mediów , okładki, rysunki, karykatury, do tego oczywiście także dowcipy o Małyszu. A żeby pomóc kancelarii prawnej w sądzie, wstęp artykułu zacząłem tak:
Wszystkie poniższe materiały prasowe powstały z niskich pobudek, czyli z chęci zysku. Dzięki nim chcemy tego numeru „Twojego DH” sprzedać o 50 tys. egz. więcej niż zwykle. Materiałów z nikim nie konsultowaliśmy, ale chętnie dowiemy się na jaką kwotę będzie rachunek. Na temat tej sprawy wypowiedziało się kilku najlepszych specjalistów od prawa prasowego i autorskiego w Polsce. Z tego co mówili wywnioskowaliśmy, że panowie od Małysza mogą nam… skoczyć!

Jak Adam Małysz został Dadamem Nałyszem
Miałem 99% pewności, że mam rację, ale chciałem mieć 100%. Tym bardziej, że po wydaniu „Dowcipów o Małyszu” w maju 2001, właśnie szykowałem część drugą, która miała ukazać się w lutym 2002.
W gotowych już do druku materiałach, w ostatniej chwili zmieniłem okładkę i treść. Ukazały się „Dowcipy o Nałyszu”, z treści dowcipów Adam Małysz zmieniłem na Dadam Nałysz, podobnie w treści tekstów na rysunkach.
Na rysunkach było:
– Nie synku, to nie UFO – to ten Nałysz znowu leci na nartach.
– Nie przesadzaj – wcale nie uległem Nałyszomanii.
– Proszę państwa, Dadam Nałysz jest dziś w świetnej formie…
I tym podobne.
To podgrzało absurd sytuacji zarówno wśród dziennikarzy, jak i czytelników, a nowym bohaterem kawałów stał się nikomu wcześniej nieznany Dadam Nałysz. A poza tym nie wyobrażałem sobie, że ktoś poda mnie do sądu twierdząc, że ma prawa do Nałysza. Ten ruch chyba dobił wszystkich „przedstawicieli” i już nigdy nie miałem z nimi do czynienia, chociaż nadal rysowałem Adama Małysza (do niego nic nie mam!) i umieszczałem o nim dowcipy na moich stronach www.

Do niedawna kibice śmieli się z dowcipów o Małyszu. Teraz śmieją się z Małysza
Dziś trudno uwierzyć, że w szczycie małyszomanii próbowano kontrolować dowcipy, karykatury i samo używanie nazwiska sportowca. Na szczęście wielu mądrych ludzi przemówiło do zdrowego rozsądku pozostałych.
Na temat sprawy z cenzurowaniem dowcipów i rysunków o Małyszu wypowiadali się w mediach znani prawnicy i satyrycy. Temat najlepiej podsumował Krzysztof Skiba w swym felietonie, w tygodniku „Wprost”: „Sadurskiemu możecie skoczyć jeszcze dalej niż Sven Hannavald Małyszowi podczas Turnieju Czterech Skoczni”.
Adam Małysz: (c) Szczepan Sadurski / Prawo . Sadurski.com
Jak komentowano „aferę Małysza” w mediach
Barbara Mąkosa-Stępkowska: Prawo autorskie mówi, że można rozpowszechniać wizerunek bez zgody osoby, jeżeli jest to osoba powszechnie znana, a wizerunek wykonano w związku z pełnieniem funkcji, w szczególności społecznych i zawodowych. Nie ma żadnych podstaw, aby prosić o zgodę na rozpowszechnianie tego wizerunku. W przypadku pana Sadurskiego w grę wchodzi publikacja rysunków i tekstów, a więc utworów których nie jest autorem Fan Sport Wisła czy Małysz. Mimo iż bezpośrednio dotyczą one jego osoby, nie ma do nich żadnych praw. (Trybuna)
Zbigniew Jujka: Wysyłanie rysunków do konsultacji prawników przypomina mi najgorsze lata cenzury. (Dziennik Bałtycki)
Krzysztof Daukszewicz: Jeśli tak jest rzeczywiście, że dowcipy o Małyszu trzeba konsultować, to jest jakaś paranoja. Tego rodzaju troska o wizerunek, to kreowanie Małysza na Stalina! (Diennik Bałtycki)
Nie wiadomo, czy Adam Małysz zdaje sobie sprawę z poczynań swoich przedstawicieli. Menedżer Małysza nie chciał jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. (Adam Willma, Gazeta Pomorska)
dr Jan Piszczek: Jeżeli te dowcipy ośmieszałyby lub poniżały Małysza, to mielibyśmy do czynienia z naruszeniem jego czci lub dobrego imienia, ale nie podejrzewam, żeby w tym przypadku o to chodziło. (Gazeta Pomorska)
Aleksandra Kajewska: Pan z Fan Sport Wisła wyjaśnił mi, że oni nie zabraniają rysować Małysza, ale wszystkie rysunki muszą przejść przez ich firmę. (…) Zastanawiam się, czy gdyby się okazało, że któraś z postaci na obrazie Jana Matejki byłaby podobna do Adama Małysza, też kazaliby ją zasłaniać.
Adam Bachleda-Curuś: Ta sprawa przypomina mi oscypek. Jest to próba naruszenia praw do wolności informacji i do wolności słowa. (Trybuna)
Jacek Frankowski: Panie Adamie! Życzę panu, aby w przyszłości otaczał się pan mądrymi ludźmi.
Andrzej Czeczot: Fan Sport usiłuje ocenzurować prace Sadurskiego, ale również chce na nim zarobić. Jeżeli ta sprawa trafi do sądu, to Fan Sport Wisłą zbłaźni się (Trybuna)
Szczepan Sadurski: Gorzkim paradoksem jest to, że właściwie we wszystkich dowcipach Małysz jest wychwalany (Gazeta Pomorska)
Dziś, po ponad dwóch dekadach, cała historia wydaje się wręcz niewiarygodna. Jednak dokumenty, publikacje prasowe i wypowiedzi świadków pokazują, że próba kontrolowania dowcipów, karykatur i publikacji o Adamie Małyszu była jak najbardziej realna.
Zobacz też:
> Dowcipy o Murzynach. Kulisy pierwszej sprawy sądowej o kawały
> 1992. Sekret bezrobotnego, który stał się wzorem dla Wałęsy


