Satyryczna impreza w Śremie była ostatnią, na której się widzieliśmy. Kilka godzin później wydarzyła się katastrofa smoleńska. Tadeusz Buraczewski (1949–2024) — wspomnienie.
Poranek, który zmienił Polskę
Przed śniadaniem zrobiłem sobie spacer między zagrodami, w których żyły różne zwierzęta. Było zimno, spokojnie, niemal grobowa cisza… Po kwadransie wróciłem zrelaksowany na salę, gdzie miało być śniadanie dla gości imprezy. Ktoś włączył zawieszony wysoko telewizor. TVN24 informowało o tragedii, ale przez pierwsze chwile nikt nie dowierzał.
Wyszedłem na chwilę ochłonąć, a gdy wróciłem, Tadeusz siedział przy stoliku z dwiema innymi osobami i o czymś zażarcie dyskutował.
– Słyszałeś? Straszna katastrofa lotnicza, prezydent nie żyje!
– Dobra, dobra, później pogadamy – rzucił od niechcenia, oderwany od rozmowy, sądząc że żartuję. Ale kilka minut później także do niego dotarło. Oszołomiony pochłaniał informacje z telewizora. Wszyscy byliśmy w szoku.
Tak jak było w planach, godzinę później obaj wsiedliśmy do mojego samochodu. Ja wracałem do Warszawy, jego miałem podrzucić w miejsce, gdzie miał połączenie kolejowe nad morze. Cały czas jechaliśmy z włączonym radiem, słuchając przerażających informacji. Podawano długą listę tych, którzy zginęli.
Satyryczny skręt w prawo
To było nasze ostatnie spotkanie i wkrótce mocno się zmienił. Bardzo skręcił w prawo, za wszystkie winy świata oskarżając Tuska i Platformę. Pisał dla prawicowych „Pinesek”, „Gazety Warszawskiej” i wszędzie tam, gdzie była „wina Tuska”. Trudno było z nim normalnie rozmawiać, więc częstotliwość naszych kontaktów drastycznie spadła. Byliśmy w kontakcie mailowym i telefonicznym, nadal podsyłał informacje o imprezach satyrycznych które publikowałem, wysłałem mu rysunki które ukazały się w jego kolejnej książce z wierszami satyrycznymi. Ale to już nie było to.
Z Tykocina nad Bałtyk
Pochodził z podlaskiego Tykocina, który co jakiś czas pojawiał się w jego twórczości, potem zamieszkał w Redzie, gdzie raz go odwiedziłem. Na Politechnice Gdańskiej działał w kabaretach Ad Hoc i Jelita, wiele lat później Buraczewski – ekspert od turbin wodnych, był współzałożycielem kabaretu UNIQ z Gdyni.
Między tymi wydarzeniami pojawił się „Twój Dobry Humor” (wcześniejsza nazwa: „Kościotrup”) – ogólnopolskie pismo satyryczne, które zacząłem wydawać na przełomie wieków. Odezwał się listownie, po pierwszym numerze „Kościotrupa”. Wkrótce spotkaliśmy się w gdańskiej kawiarni i uzgodniliśmy kierunki współpracy. Był twórcą obecnym przez cały czas ukazywania się „Twojego Dobrego Humoru”, przez kilka kolejnych lat.

Demonstracja, która mogła się nie odbyć
Buraczewski był nie tylko satyrykiem, ale i organizatorem. To on pomagał w załatwianiu wystaw rysunku satyrycznego w Gdańsku (GTPS i nie tylko), które otwieraliśmy podczas Festiwali Dobrego Humoru, załatwiał piwo od browaru Amber na imprezę przed Jazz Klubem. Umawiał też Skibę na pierwszą demonstrację Partii Dobrego Humoru. I raz zawiódł – w najważniejszym momencie.
Za chwilę ma być happening i wernisaż wystawy w GTPS. Transparenty partyjne (m.in. „Skiba na premiera”), satyrycy w żółtych koszulkach z napisem: Zawsze mam dobry humor, wszystko gotowe i czekamy na Skibę. Poszedłem w kierunku drzwi, gdy wszedł zdenerwowany, lekko spóźniony Skiba.
– To jest niepoważne! Gdzie jest Buraczewski? Nie odbiera telefonu, zniknął! W zasadzie powinienem się wypiąć na wszystko i tutaj nie przyjść!
Pominąłem przekleństwa, słowa były inne, ale sens prostego, żołnierskiego przekazu był ten sam: Tadeusz nieoczekiwanie zniknął. Gdyby nie determinacja Skiby, nie byłoby kultowej dziś demonstracji, którą prowadził Długim Targiem 28 czerwca 2001.
Nigdy o tę absencję Buraczewskiego nie pytałem, on też nie próbował się tłumaczyć. Obaj wiedzieliśmy, co się wydarzyło.
Buraczewski, Toboła i karykatury
Tadeusz świetnie dogadywał się z Krzysztofem Tobołą. Obaj poznali się wtedy na festiwalu. Krzysiek rysował karykatury, obok oparte o barierki stały przywiezione przez mnie duże tekturowe plansze z jego karykaturami polityków oraz moimi rysunkami, , a obok nich był napis: Twój Dobry Humor. Poprowadziłem konferansjerkę na dużej scenie na Targu Węglowym. Występowali zaprzyjaźnieni satyrycy, w tym Kabaret DKD i Janusz Pierzak.
Przez kolejne lata Toboła robił dla Tadeusza różne karykatury, zilustrował jego kilka książek, aż nieszczęśliwy wypadek, koło Gdańska, zakończył jego żywot.

Satyra na Pomorzu
Tadeusz Buraczewski pisał wiersze (niektóre genialne, inne tak zagmatwane słowotwórczo, że trudno było ogarnąć ich przesłanie), do tego scalał twórców pisanej satyry z Pomorza jak nikt inny. Namawiał lokalne władze do wsparcia jego pomysłów. Tak powstało szereg inicjatyw satyrycznych – cykliczne konkursy: Ogólnopolski Gdyński Konkurs Satyryczny „O Grudę Bursztynu”, Ogólnopolski Konkurs Satyryczny „O Statuetkę Stolema” (w Gniewinie), Konkurs Satyryczny „O Strusie Jajo” (Gniewino) i Kaszubski Turniej Satyryczny w Pucku.
Organizował, jurorował, moderował pokonkursowe spotkania i wręczanie nagród. Kilka z nich uzupełniły ekspozycje rysunków satyrycznych, które mu przekazałem. Imprezy nie były jednak bogate, ani razu nie znaleziono choćby skromnych finansów, aby mnie zaprosić, a ja miałem dużo innych spraw na głowie.
Patron medialny, którego nie było
Gdy już nie było „Twojego Dobrego Humoru”, a Tadeusz organizował imprezy, potrzebował patronów medialnych i mediów, które będą publikować regulaminy konkursów. Obok lokalnych mediów zawsze było logo „Twojego Dobrego Humoru”. Oficjalnie figurował „Twój Dobry Humor”, z dopiskiem: Sadurski.com.
Co jakiś czas prosił mnie o dosłanie kolejnej porcji legitymacji Partii Dobrego Humoru, które wręczał na tych imprezach.
Zawsze dostawałem paczkę autorską z jego książką, uzupełnioną o moje rysunki (oczywiście o honorariach nie było mowy). Dobrze wiedział, że ściana tekstów i wierszy satyrycznych, nawet najciekawszych, powinna być wzbogacona o satyryczne ilustracje.
Wraz z Tadeuszem Buraczewskim odeszła ciekawa epoka satyry na Pomorzu. I raczej już nie wróci.
Tadeusz Buraczewski: (c) Szczepan Sadurski / Satyra . Sadurski.com
Na górnym zdjęciu: wernisaż wystawy satyrycznej podczas Festiwalu Dobrego Humoru w Gdańsku, 2001. Szczepan Sadurski przy mikrofonie, w głębi zamyślony Tadeusz Buraczewski. Układa kolejny wiersz?
Zobacz też:
> Moje spotkania z Janem Pietrzakiem
> Nieznane kulisy Festiwalu Dobrego Humoru

Ostatni śmiech – wiersz Tadeusza Buraczewskiego
„Ostatni śmiech” ukazał się na 8 stronie „Kościotrupa” nr 3 (listopad 1999). To poetycki, publicystyczny felieton satyryczny napisany u schyłku wieku o umierającej inteligentnej satyrze, o ówczesnych mediach i polityce oraz kulturze zamienionej w produkt. To dokument odchodzącej epoki. Odniosłem wrażenie, że pierwszy opublikowany w „Kościotrupie” wiersz Buraczewskiego był jego życiowym, satyrycznym credo i testamentem twórcy. Jest kluczem do odczytania jego twórczości. Napisał wiele wierszy i tekstów, ale ten moim zdaniem jest wyjątkowy, wręcz genialny, choć po latach może być nie zrozumiały dla osób młodych, gdyż porusza sprawy dziś zapomniane.
Nie ma się z czego dzisiaj śmiać
– śmiech dogorywa i przygasa.
O!… Poszedł pogrzeb za Aluzją
z wdzięczną orkiestrą „ruskich basów”.
Pierzchły salony i Egidy
– cenzurę wyrzucono z Mysiej,
I.Dziedzic robi Pietrzakowi
…nad grobem kabaretu – ciszej…
Fakt – są prześmiewcy na etatach
gazet – co cieszą bez wyjątku
kre(m)ując humor – co wyznacza
red. nacz. z granicą (ba!) rozsądku.
Rozsądek to szerokie pole
wywieść się w nie – istotnym jest
widząc pastorał i pasterza
– Hersanta i Passauer Press.
Dyżurny jest satyryk kraju
– zmróż oko w żabiej perspektywie –
chłopy pod płotem oglądają
dowcip w XL – prezerwatywie.
Nadzieja w muzach szaletowych
– Mrożkowy Lucuś sprayem maże,
Laskowik został listonoszem,
jaj wokół mendle – gdzie jajcarze?
Diabli nadali kapitalizm
i co nas cieszy – mierzi – boli?
…Miller w „czerwonym młynie” miele,
Bolki czy Olki… olko-holizm…
KOR-man Celiński na lewicy,
Marian duce-sne ma zmartwienie
– iść przez historię w trzech postaciach
…i żeby Biblii nic nie zmieniać.
Tele-Kwiatkowski pełną parą
rurę ethosu znów odetkał,
bo ten co Hydrze urwał łeb
puentę puścił mi w skarpetkach:
na lat 20 – precz ze sceny
– i lewa – z rampy marsz do szatni
– i z prawa – w trzecie tysiąclecie!
I śmiech to będzie nasz – ostatni.
Autor: Tadeusz Buraczewski, 1999
FAQ – pytania związane z tekstem i polską satyrą
Czym był Festiwal Dobrego Humoru?
Festiwal Dobrego Humoru był jedną z najbardziej znanych imprez rozrywkowych i satyrycznych organizowanych w Gdańsku na początku XXI wieku. Miał charakter konkursu, ale też były spotkania z gwiazdami TV i kabaretu. W wydarzeniach uczestniczyli satyrycy, kabareciarze, rysownicy i publiczność zainteresowana telewizyjną rozrywką i kabaretem, humorem oraz kulturą satyryczną. W późniejszych latach stracił znaczenie.
Kim jest Krzysztof Skiba?
Krzysztof Skiba to satyryk, autor tekstów, konferansjer i współzałożyciel zespołu Big Cyc. Od lat związany jest z polską sceną muzyczną, programami TV, brał udział w happeningach. Przez wiele lat mieszkał w Gdańsku.
Dlaczego katastrofa smoleńska była ważnym wydarzeniem dla Polaków?
Katastrofa smoleńska z 10 kwietnia 2010 roku była jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń we współczesnej historii Polski. W katastrofie lotniczej zginął prezydent RP Lech Kaczyński oraz wiele ważnych osób życia publicznego, politycznego i wojskowego. Wydarzenie wywołało ogromne emocje społeczne i na wiele lat wpłynęło na polską debatę publiczną, politykę oraz relacje między ludźmi.
Dlaczego satyrykami zostają osoby różnych profesji i zainteresowań?
Wielu satyryków z wykształcenia i zawodu zajmowało się zupełnie innymi dziedzinami niż sztuka czy kabaret. W środowisku satyrycznym spotkać można inżynierów, nauczycieli, lekarzy, dziennikarzy i naukowców, których łączy poczucie humoru oraz specyficzna potrzeba komentowania rzeczywistości. Satyra często wynika z obserwacji życia i ludzi, dlatego przyciąga osoby o bardzo różnych doświadczeniach zawodowych.
Kim był Krzysztof Toboła?
Krzysztof Toboła (1963–2008), związanym z Pomorzem Zachodnim oraz Policami. Publikował rysunki w prasie , zdobywał nagrody, uczestniczył w imprezach satyrycznych. Działał także społecznie, w 2007 r. został radnym Miasta i Gminy Police.


