Nigdy nie byłem w Wenezueli, ale przez pewien czas Wikipedia twierdziła coś zupełnie innego. Ktoś stworzył alternatywną wersję mojego życiorysu, a telewizja Superstacja w nią uwierzyła. Tak zaczęła się jedna z bardziej absurdalnych historii w mojej medialnej karierze.
Telefon z telewizji, której nie znałem
To było niedługo potem, jak wystartowała Superstacja. Gdy zadzwonili z zaproszeniem do programu na żywo, nie kojarzyłem nawet nazwy i nie wiedziałem czy to radio czy telewizja. Szukali ciekawych tematów i znaleźli mnie.
Pojechałem na Pragę, na Inżynierską 3. Makijaż, szybkie konstrukcje: kto, co, jak, ile mamy czasu i kilka minut później wejście do studia.
Rozmowę ze mną miała prowadzić dwójka dziennikarzy. Gdy zapaliło się czerwone światełko kamery, ruszyliśmy.

Jak zostałem satyrykiem z Wenezueli
Nic tak nie rozkręca wywiadu na żywo, jak dobre pierwsze pytanie.
– Cieszymy się, że udało się nam zastać pana w Warszawie. Proszę zdradzić, czy obecnie więcej czasu spędza pan w Polsce czy w Wenezueli?
O tym, że w mojej notce na Wikipedii ktoś dodał informację, że mieszkam teraz w Wenezueli, gdzie wydaję pismo satyryczne (podano nawet jego tytuł) dowiedziałem się niewiele wcześniej. Bzdura, ale to było nawet zabawne, więc nie protestowałem.
Ktoś w Superstacji najwyraźniej przeczytał Wikipedię i uznał, że skoro napisali, to musi być prawda. Mieli zrobić wywiad z człowiekiem, który mieszka w Wenezueli i wydaje tam pismo satyryczne. Brzmiało to na pewno ciekawiej, niż satyryk z Warszawy.
Po usłyszeniu pytania, żartobliwie skomentowałem coś w rodzaju: – Proszę nie wierzyć we wszystko, co jest w Wikipedii – i dalej kontynuowaliśmy rozmowę, bez większych niespodzianek.

Od jednego wywiadu do wielu programów
Potem do Superstacji byłem zapraszany wielokrotnie. Satyrycznie komentowałem gorące tematy: polityka, sport, sztuka, oczywiście z przymrużeniem oka. Czasami miałem ze sobą specjalnie wykonane, zaskakujące rekwizyty, które pasowały do tematu i świetnie sprawdzały się na wizji. Bo TV to show i obraz, a ja lubię widza zaskakiwać, coś ciekawego ma widzieć. Byłem na wizji z Tadeuszem Drozdą i innymi satyrykami, z Robertem Biedroniem.
Z Jackiem Zimnikiem nie raz prowadziliśmy „Bez ograniczeń”, wieczorny program z telefonującymi widzami i aktualne komentarze – coś w rodzaju „Szkła Kontaktowego” w TVN24. W Superstacji rozwijałem moje autorskie pomysły satyryczne z Sadurski.com (czytali na bieżąco!). Do tego przyjeżdżali i kręcili „setki” czyli szybkie komentarze, z których wybierano kilka zdań i szło do programów informacyjnych.
Był nawet pomysł, abym był współprowadzącym jednego z rozrywkowo-satyrycznych programów, ale o tym nie wiedziałem, nie przygotowałem się należycie i temat padł (na szczęście, oglądałem potem dwóch prowadzących i nie przypadło mi do gustu). A poza tym za taką współpracę nie płacono, a przecież czas, benzyna… Jednak na pewno sporo się nauczyłem.

Gdy Wikipedia nie ma poczucia humoru
A wiarygodność Wikipedii? Cóż, to właśnie dzięki Wikipedii zostałem „satyrykiem z Wenezueli”, a Superstacja dała mi okazję, by wyjaśnić ten absurd na wizji. Chyba później Wikipedyści przedobrzyli, bo wszędzie widzieli pranki czyli dewastację „poważnej encyklopedii”. Po jakimś czasie wykasowali hasło: Partia Dobrego Humoru, chociaż przez kilka lat z powodzeniem funkcjonowało na Wikipedii i było „wikipedystyczne”. Bez próby wyjaśnienia i zapoznania się z faktami – ciach i nie ma. Okazało się, że to projekt zbyt wesoły, jak na powagę polskojęzycznej instytucji.
O założonej w 2001 roku Partii Dobrego Humoru, znanej też jako Good Humor Party, można dziś przeczytać w angielskojęzycznej Wikipedii i kilku innych, ale nie po polsku. Bo Polska, to poważny kraj.
A co z tą Wenezuelą?
A co ze mną i z Wenezuelą? Potem odwiedziłem Kostarykę i Panamę, do Wenezueli nie było bardzo daleko. Ale jakoś nie czuję potrzeby wydawania tam pisma satyrycznego ani żadnego innego. Chyba że Wikipedia znowu ma na ten temat nieznane mi informacje.
Telewizja Superstacja: (c) Szczepan Sadurski / Media . Sadurski.com
Zobacz też:
> Jak trafiłem do Wieczoru wyborczego w Superstacji
> Jak uczyłem Holendrów twarzy polskiej polityki


