Przez wiele lat czytelnicy „Kuriera Lubelskiego” niemal codziennie natrafiali na charakterystyczny podpis: SADURSKI. Rysunki tego autora drukowano na pierwszej stronie, w wydaniach magazynowych i dodatkach tematycznych. W latach 80. dla mieszkańców Lublina stały się nieodłącznym elementem gazety. Mało kto wie, jak wyglądały kulisy tej współpracy i jak dużą rolę odegrał młody rysownik z Lublina w jednej z najpopularniejszych gazet regionu. Oto historia dekady, podczas której na łamach „Kuriera Lubelskiego” ukazały się setki prac Szczepana Sadurskiego.
SADURSKI. Podpis, który znała cała Lubelszczyzna
Zanim na początku lat 90. wyprowadziłem się do Warszawy, w mieście mojej młodości – Lublinie stawiałem pierwsze kroki jako rysownik prasowy (nie licząc debiutu w ogólnopolskim „Świecie Młodych”). Choć już od 1983 r. drukowałem w „Szpilkach” oraz coraz większej liczbie tytułów ogólnopolskich, z racji zamieszkania nadal dużo drukowałem w lubelskiej prasie.
Niedawno na podstawie przyglądania archiwum moich wycinków prasowych, zrobiłem zestawienie lubelskiej prasy, w której drukowałem. Lubelskiej – czyli gazet ukazujące się w Lublinie i tu mających redakcje oraz w dawnym woj. lubelskim (czyli też Chełm, Zamość i Biała Podlaska). W latach 80 niewiele było tu gazet i czasopism, które nie miały na łamach rysunków Sadurskiego. A w Lublinie zaliczyłem chyba nawet wszystkie.

Gazeta, która drukowała Sadurskiego najczęściej
Choć zostawiałem moje rysunki w różnych redakcjach, najlepiej zadomowiłem się w „Kurierze Lubelskim”. Lubelska popołudniówka ukazująca się codziennie od 1957 roku, miała każdego miesiąca dużo numerów i powierzchni, którą trzeba było zapełnić, a ja miałem dużo pomysłów, dużo rysowałem i dużo chciałem drukować.
Przez dekadę najpopularniejsza gazeta Lublina wydrukowała kilkaset moich rysunków. Choć nigdy tego nie liczyłem, oceniam, że liczba publikacji była bliska tysiąca.
Nie należy się dziwić, że w Lublinie kojarzony jestem głównie z „Kurierem Lubelskim”. A teraz to głównie przez osoby 50+, bo to one wtedy niemal codziennie widziały mój rysunek i podpis: SADURSKI, często też z dopiskiem ze składu: Rys. Szczepan Sadurski lub podobnymi.
Rysunki w „Kurierze Lubelskim”. Od pierwszej strony po dodatki specjalne
Moje rysunki umieszczano na jedynce czyli pierwszej stronie (zazwyczaj na samym dole). Były w magazynowych wydaniach (piątek-niedziela), przez jakiś czas jako niezależna rubryka z trzema rysunkami. W siedzibie redakcji też tworzyłem ilustracje do konkretnych tekstów oraz winiety stałych rubryk.
Przez 2 sezony wakacyjne codziennie był mój rysunek z Reporterem Lato. Tworzyłem zajawki wydań magazynowych ukazujące się czwartki, szereg razy ilustrowałem Szopki Noworoczne pisane przez Kazimierza Pawełka (początkowo były integralną częścią gazety, później ukazywały się jako oddzielne publikacje). Zrobiłem też komplet karykatur dziennikarzy na 30-lecie „Kuriera Lubelskiego”, które ukazały się na całej, wielkiej stronie.
Do tego rysunki na studenckiej kolumnie „Konfrontacje” i harcerskiej „Na Tropie”. Krótko mówiąc: Sadurski był na miejscu i jak trzeba było, wiadomo było do kogo się zgłosić, gdy na szybko był potrzebny jakiś rysunek.

Anegdota z czasów lubelskich
W tamtym czasie w „Kurierze” znałem niemal wszystkich i z wieloma byłem na „ty”, mimo że byłem najmłodszy. Wiele się działo i wiele wydarzyło. Szczególnie pamiętam wybieranie moich rysunków do druku przez Cezarego Mikulskiego, sekretarza redakcji. Sposób był prosty: przed nim na biurku były dwa miejsca: z lewej kładł rysunki, które były dobre czyli zostawały w redakcji do druku, z prawej inne, do których nie miał przekonania i mogłem zanieść do innej redakcji. I tak odkładał w spokoju i powadze rysunki – jeden na lewo, inny na prawo… I co jakiś czas głośno się zaśmiał, mówiąc:
– Dobreeee! Ale tego cenzura nie puści.
Nie tylko Sadurski. Kto jeszcze rysował dla „Kuriera”?
Czy byłem jedynym rysownikiem „Kuriera Lubelskiego”? Nie. Ludwik Paczyński (lubelski aktor-rysownik) miał w wielu wydaniach magazynowym Pana Koziołka (stały bohater kolejnych rysunków), Zawsze był Pan Koziołek i obok jakaś druga postać, a zmieniał się jedynie tekst dialogowy. W magazynach drukowano też jego komiksowe paski, mnie kojarzące się z przedwojennymi komiksami o Koziołku Matołku, bo teksty były ze składu, pod rysunkami.
Od ok. 1983 r. przez jakiś czas na pierwszej stronie magazynów drukowano znakomite rysunki satyryczne Zamościanina, Jerzego Lipca. Pewnie byli też inni, ale była to rzadkość.

Kontakty z „Kurierem” po wyjeździe z Lublina
Na początku lat 90., gdy byłem w Warszawie i wydawałem gazetki z dowcipami, właścicielem „Kuriera” było Multico, a budynek redakcji przy ul. 3 Maja 14 był już odrestaurowany, odwiedzałem redakcję co jakiś czas. Najczęściej zostawiałem Stanisławowi Krusińskiemu (redaktor Kuriera miał firmę i wydawał wtedy krzyżówki) swoje gazetki i „Kurier Lubelski” w zamian za notkę o źródle, drukował moje dowcipy. I choć redakcję odwiedzałem czasami, był to już zupełnie inny świat.
W 2001 r. dałem krótki wywiad na temat powstającej wtedy Partii Dobrego Humoru. Potem zgadałem się z Arturem Borkowskim, gdy został naczelnym i miałem drukować cotygodniowe felietony (teksty!). Jeden się ukazał, ale nie było ciągu dalszego – po prostu nie miałem czasu.
Gdy bohaterem rysunków stawał się „Kurier Lubelski”
Jak zilustrować tekst o dekadzie mojej udanej współpracy z „Kurierem Lubelskim” i pokazać kilka przykładów, z setek opublikowanych? Wybrałem tu rysunki związane tematycznie z redakcją, rysowane jako zajawki wydań magazynowych. Bo to rysunki, które nie mogłyby ukazać się w innej gazecie i dziś zainteresują głównie specjalistów badających lubelską prasę oraz dawnych czytelników.
To już historia, ale warto przypomnieć młodszym mieszkańcom Lublina, że i takie rysunki kiedyś powstawały dla ich miasta.
Kurier Lubelski: (c) Szczepan Sadurski / Prasa . Sadurski.com
Zobacz też:
> Rysunki o Lublinie
> Szalone lata 90. Radio Lublin i anegdoty lubelskie


