Historia nie ginie, ale czasami zostaje zmieniona. Ktoś pomyli nazwiska, dopisze szczegół, ktoś kolejny powtórzy nieprawdziwą informację. Po kilku latach nikt już nie pamięta, co, kiedy i dlaczego się wydarzyło. Dlatego od czasu do czasu warto zajrzeć do starych gazet i znaleźć fakty. Na przykład historię o tym, jak dziewiętnastoletni rysownik z Lublina dostał własną rubrykę i przez ponad dwa lata publikował co tydzień swoje rysunki w ogólnopolskim tygodniku „Radar”.
Rysunkowy debiut w „Radarze”
W latach 80. „Radar” był jednym z tygodników, które drukowały sporo ilustracji, choć raczej poważnych grafik niż satyry. Był czarno-białym pismem społeczno-kulturalnym, wydawanym na papierze gazetowym, z dosyć charakterystyczną szatą graficzną. Czytała go młoda elita i przedstawiciele środowisk twórczych.
Przeglądałem go także ja i chciałem, aby któregoś dnia stał się domem dla moich rysunków. Pewnego dnia wysłałem pierwszą porcję rysunków, która się spodobała. Zadebiutowałem w numerze 39/1983, na drugiej stronie. Na rysunku był mózg w klatce. Metafora, przecież trwał stan wojenny.

W numerze 48/1983 na str. 13 ukazał się mój drugi rysunek (strach na wróble z domkiem dla ptaków w miejscu, gdzie zwykle jest głowa). To był chyba jeden z wyróżnionych rysunków w konkursie rysunku satyrycznego o charakterze ekologicznym „Natura matką ludzi”. To zdopingowało mnie do wysłania kolejnych rysunków.
Kilka pojedynczych publikacji przerodziło się w coś znacznie ważniejszego. Wiosną 1984 roku redakcja zaproponowała mi stałą rubrykę.

Rysunkowa rubryka Sadurskiego w „Radarze”
W 1984 r. moje rysunki uznano w „Radarze” za oryginalne, wartościowe i drukowano je coraz częściej. W piśmie satyrycznym „Szpilki” od 1983 r. drukowano moje żarty rysunkowe, a tu był inny czytelnik: kultura i sztuka. I okazało się, że pasują także dla „Radaru”.
W marcu dostałem telefon z redakcji oraz informację: lada dzień ukaże się tekst o mnie. I od tego czasu co tydzień będą w tym właśnie miejscu drukowane moje rysunki.
– Niech pan wyśle więcej, w podobnym charakterze, bez tekstu.
W numerze 14/1984 na str. 16 ukazał się tekst, podpisany JoP, o poniższej treści:
Człowiek z pudełka
„Rysunek satyryczny bierze na siebie bardzo trudne zadanie – uogólnienie sytuacji człowieka współczesnego w sposób oszczędny, dosadny, niekiedy śmieszny. Rysownicy wspierają się więc często tworzeniem swojego własnego, szczególnego bohatera. Wikłają go w kolejne, mnożące się perypetie, wzmacniają treść przekazu, a przy tym chytrze przywiązują odbiorę do swojej twórczości.
Tą drogą chce podążać Szczepan Sadurski z Lublina. Szuka swojego bohatera – czy może antybohatera? wśród ludzi skonformizowanych, którzy nie umieją, nie mogą zrobić niczego więcej niż inni z tego samego szeregu. Pan X jest identyczny z wieloma innymi panami; i – zdaje się mówić Sadurski – nie ma niczego więcej do powiedzenia ponad to, co mówią w jego imieniu inni. Pan X narysowany przez Sadurskiego jest więc tylko „egzemplarzem” – z gabloty, klasera, pudełka. Poza tym, że jest – niczego nie wyraża. Ale skoro jest, inni lubią się nim posługiwać”.
Credo i podstawa do dalszych rysunków solidna. I nigdy bym sam o sobie tak mądrze nie napisał, bo wolałem rysować, teorię zostawiając innym.
Od tego numeru moje rysunki zaczęły ukazywać się w „Radarze” co tydzień, przez kolejne dwa i pół roku. Niestety, z półroczną przerwą na służbę wojskową, gdy porwała mnie w swe sidła… wojskowa prasa.

Srebrne Szpilka i najszybszy wywiad w życiu
Mój duży sukces warszawski, a raczej ogólnopolski, to Srebrna Szpilka’86. Byłem wtedy najczęściej drukowanym rysownikiem „Szpilek” i mój rysunek o budowlańcu rozsypującym cement w kształcie napisu: Kocham robotę, jury uznało za konkursowy numer 2.
Była wystawa na parterze redakcji przy Placu Trzech Krzyży, wernisaż i uroczyste wpięcie Srebrnej Szpilki, a zaraz potem ustawiła ię do mnie mini-kolejka dziennikarzy z mikrofonami, w tym dziennikarka „Radaru” i z marszu, na gorąco, odpowiadałem na jej pytania, stojąc w rogu sali. Wywiad ukazał się bez autoryzacji, a najważniejsze pytanie padło na początku:
– Jest pan odkryciem „Szpilek” czy „Radaru”?
– Obie redakcje zaczęły mnie drukować jednocześnie, w osiemdziesiątym trzecim roku.
Nie będę tu cytować całego wywiadu, jedynie cztery moje wypowiedzi:
– Od chwili ukończenia Liceum Plastycznego w Lublinie w maju ubiegłego roku, żyję poprzez rysowanie. Na nic innego nie mam czasu. Miesiąc temu wziąłem z wydawnictwa książkę do zilustrowania. Nie mam kiedy jej przeczytać.
– Nie wiem, na ile moje rysunki są nowatorskie i oryginalne, ale na pewno są moje.
– Satyryk nie może być optymistą. W każdej sytuacji, problemie, szukam ciemnych stron, których ludzie nie potrafią zobaczyć. Chcę pokazać im oczami postronnego obserwatora czyli satyryka, tę drugą twarz. Postawić ich przed krzywym zwierciadłem. Oczywiście moje spojrzenie nie jest obiektywne. Często przejaskrawione. Ale na tym polega satyra.
– Złożyłem rok temu papiery w trzech wyższych uczelniach sztuk plastycznych. Nie zostałem przyjęty. (…) Dyplom często nic nie znaczy. (…) Nie wyobrażam sobie, bym mógł zajmować się czymś innym. Myślę, że znalazłem dla siebie miejsce i sposób na życie.

Tygodnik Radar: (c) Szczepan Sadurski / Media . Sadurski.com
Na zakończenie przytoczę końcowy fragment tekstu „Człowiek z pudełka”, bo zawiera kilka faktów, o których nawet ja zdążyłem zapomnieć. A poza tym archiwalne gazety mają jedną przewagę nad ludzką pamięcią: niczego nie dopisują po latach.
Szczepan Sadurski jest uczniem Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Lublinie. Debiutował 1979 r., publikował m.in. w „Kamenie”, „Tygodniku Kulturalnym”, „Szpilkach”. Brał udział w zagranicznych wystawach rysunku satyrycznego (Skopje – Jugosławia, Amstelveen – Holandia, Knokke-Heist – Belgia). Jego pierwsza wystawa indywidualna odbyła się w Klubie Środowisk Twórczych „U Sołtyków”, w grudniu 1983″.
Zobacz też:
> Jak nie poznałem Majki Jeżowskiej i wokalisty Papa Dance, ale trafiłem do TVP
> Moja współpraca z tygodnikiem Polityka


