Jako żołnierz Ludowego Wojska Polskiego byłem trybikiem w maszynie, dla której życie i zdrowie żołnierza nie miało znaczenia. Codzienność w Twierdzy Modlin składała się z potu i bezmyślnego wykonywania rozkazów, nawet gdy nad głowami przesuwała się śmiercionośna chmura. Te wojskowe absurdy nabrały morderczego wymiaru, gdy Polska poznała nazwę Czarnobyl.
To był piękny, słoneczny dzień. Moja kompania miała wtedy zaplanowane intensywne ćwiczenia fizyczne na świeżym powietrzu. Czołganie się z bronią, bieganie z plecakiem wypełnionym sprzętem pod górkę i z górki oraz inne – jak to w wojsku. Były też krótkie przerwy: zziajani i spoceni żołnierze, na kilka minut mogli usiąść na trawie i wyciągnąć nogi, a ci którzy palili – mieli upragnioną chwilę na „dymka”.
Potem kilkaset metrów do bramy Twierdzy Modlin na obiad, a po godzinie powtórka: czołganie się z bronią, bieganie z plecakiem pod górkę i z górki. Wróciliśmy na kompanię wypruci, spoceni, z początkiem zakwasów w mięśniach nóg i stopami w plastikowych żołnierskich skarpetkach w kolorze zielonym, których aż do wieczora nie można było uwolnić z wojskowych, ciężkich trepów.
Milczenie dowódców i wieczorny Dziennik TVP
W szeregu zbiórka, biegiem do jadalni na kolację, a potem codzienny rytuał: taboret w rękę i bieg na świetlicę, gdzie czekało nas oglądanie wieczornego Dziennika TVP.
W telewizorze było jak zawsze, ale jakby inaczej. Smętne miny prowadzących i informacja, której nikt się nie spodziewał: awaria w Czarnobylu. Tak, awaria. Nikt wtedy nie używał określenia wybuch. W jednej chwili Polska usłyszała przekaz władzy, który miał wszystkich uspokoić. Bo przestraszeni Polacy od dwóch dni podawali sobie z ust do ust mrożące w żyłach teorie spiskowe i ustawiali się w kolejkach do aptek. Tego nie można już było ukryć. Władza musiała jakoś zareagować i zareagowała – materiałami w Dzienniku.
My byliśmy odcięci od świata i żadne plotki do Twierdzy Modlin nie docierały. Może dowódcy coś wiedzieli, ale nie powiedzieli. Nie było rozkazu: przerwać ćwiczenia. Jakoś to będzie, polskie wojsko wszystko wytrzyma.
Żołnierski dryl kontra radioaktywny pył
Siedząc na świetlicy przed czarno-białym telewizorem produkcji radzieckiej, byliśmy skonsternowani. Po raz pierwszy każdy z uwagą wpatrywał się w ekran i chłonął informacje. Nie było żartów i śmiechów.
Niejeden mógłby krzyknąć: „A my, k…a, dzisiaj cały dzień to świństwo wdychaliśmy”. Ale żołnierz w wojsku nie może myśleć, narzekać ani mieć własnego zdania, lecz ma wykonywać rozkazy. Przełknąłem więc tę myśl, siedząc w jednym z pierwszych rzędów przez telewizorem.
Wieczorne mycie spoconych ciał i nóg oraz mycie zębów i ewentualne pranie skarpetek na komendę – jak zwykle w 5 minut. Po dwóch na jeden zlew i bez możliwości skorzystania z prysznica, bo należy się raz w tygodniu. A potem sprzątanie korytarza kompanii, łazienki i sedesów. Tego dnia było mniej poganiania przez kaprala starego rocznika.
Tajemnice wojskowej kuchni i brak płynu Lugola
Nazajutrz ani w kolejnych dniach nie było podawania żadnych płynów, proszków czy tabletek. A może było coś dodawane do żywności, ale tego nie wiedzieliśmy. Od dawna krążyły plotki o bromie dodawanym do posiłków, aby ostudzić naturalną męskość młodych byczków. Czy dodawano też coś specjalnego żołnierzom Wojska Polskiego, którzy mieli strzec granic wraz braterską Armią Radziecką? Tego nie wiem.
Rysownik, któremu koneksje „Szpilek” nie pomogły wymigać się z wojska, szczególnie mocno odbierał absurdy wojska. W dniu, gdy radioaktywna chmura dotarła nad Polskę, kształtował swoją męską sylwetkę, siłę i żołnierską odwagę, wchłaniając intensywnie coś, co było niewidoczne. Kolejne wieczorne Dzienniki chłonęliśmy z jeszcze większym zainteresowaniem. Tak samo, jak 28 kwietnia chłonęliśmy niewidzialną chmurę z Czarnobyla.
Dziś wiadomo, że poziom radioaktywności nad Polską gwałtownie przekroczył normy właśnie wtedy, gdy cały dzień ćwiczyliśmy na świeżym powietrzu.
Wybuch w Czarnobylu: (c) Historia . Sadurski.com
/ cc ny-sa 2.0
Zobacz też:
> Lenin jak Jezusek. Nocny spacer pod Kremlem i humor w sercu ZSRR
> Książeczka o Grunwaldzie w grobie dziadka


