Kabaret Ani Mru Mru poznałem w czasach, gdy zaczynał zdobywać popularność. Spotykaliśmy się podczas festiwali, w telewizji i przy różnych okazjach. Oto kilka wspomnień i anegdot związanych z lubelską grupą, która stała się jedną z największych gwiazd polskiej sceny kabaretowej.
Pierwsze spotkanie na Turnieju Łgarzy
Pierwszy raz zobaczyłem ich na scenie w Bogatyni w 2003 r., podczas dwudziestego, jubileuszowego Turnieju Łgarzy, na którym byłem jednym z jurorów. Ani Mru Mru wystąpili poza turniejem. Ich występ od razu pokazał, że mają własny styl i świetne wyczucie humoru. Ich humor opierał się na wymyślaniu gagów i obserwacji codzienności, a nie na komentowaniu bieżącej polityki. Zresztą podobnie jak Kabaret Moralnego Niepokoju i kilka innych formacji startujących w tym czasie, zdecydowanie odcinali się od polityki, ale po latach o dziwo zmienili zdanie.
Tego wieczora na scenie wręczyłem Hance Bielickiej legitymację Partii Dobrego Humoru oraz tytuł Pierwszej Damy Dobrego Humoru, dodając piękny bukiet czerwonych róż. To było w chwilę po tym, jak Artur Andrus przyklęknął do niej i cmoknął w rękę.
Ani Mru Mru w Partii Dobrego Humoru
Ponieważ to były początki Partii Dobrego Humoru i wręczania legitymacji, podczas wieczornej biesiady na wielkiej sali, podszedłem do Wójcików i zaproponowałem legitymacje Partii Dobrego Humoru. Wybrałem miejsce z najlepszym oświetleniem i zrobiłem im dwa zdjęcia. Potem zobaczyłem, że obok jest czerwona skrzynka instalacyjna C.O. Tak, to nie było reprezentacyjne miejsce.
Wcześniej widziałem ich jakiś jeden skecz w TV, ale to były ich początki. W Bogatyni posadzono ich wtedy na samym końcu sali, chyba nawet już poza tą wielką salą, a nie jak mnie, jurorów i oficjeli. Dziś, od dawna są gwiazdami i jestem pewien, że każdy organizator sadza ich jak najbliżej.

Promocja DVD w Superstacji
Po raz drugi widzieliśmy się w TV Superstacja. Promowali swoją płytę DVD, a ja zostałem zaproszony do programu na żywo przed nimi lub zaraz po nich. Nie byli rozmowni, menedżer zdaje się załatwił im tego dnia kilka podobnych wizyt w warszawskich mediach, więc czekał ich promocyjny maraton.
Festiwal Dobrego Humoru i Wojtek Glanc
Kolejne spotkanie miało miejsce w Gdańsku, podczas Festiwalu Dobrego Humoru. Siedzieliśmy we czterech (Waldemar Wilkołek już występował na scenie) w ogródku restauracji przy Długim Targu, gdy podszedł Wojtek Glanc, brzuchomówca.
Chciał zagadać, powiedzieć, co go gryzie i niby żartem powiedział, że bardzo mocno zainspirowali się nim i Eustachym, jego lalką, gdy stworzyli słynny skecz „Brzuchomówca”. Mocno zjeżyli się na taki zarzut. Wojtek miał dar zrażania do siebie ludzi.

Dlaczego nie zostałem menedżerem Ani Mru Mru
Wkrótce spotkaliśmy się w Harendzie, w centrum Warszawy. Miałem wtedy pomysł na rozszerzenie działalności firmy od karykaturzystów eventowych o impresariat artystyczny i oferowanie występów kabaretowych. Rozmawiałem wstępnie z kilkoma wykonawcami (w tym z mimem Olo, którego poznałem w Bogatyni).
Uzgodniliśmy „na gębę” ile życzą sobie za występ i… nigdy nie załatwiłem żadnej imprezy. Poprzestałem na oferowaniu klientom karykaturzystów. Ostatecznie uznałem jednak, że lepiej rozwijać to, w czym miałem największe doświadczenie. W kolejnych latach nie było w Polsce firmy, która specjalizowała się w oferowaniu usług karykaturzystów. Dzięki czołowym pozycjom Karykatury.com w Google, potencjalni klienci (jak to się mówi) walili do mnie drzwiami i oknami.
Spotkanie w gmachu Telewizji Polskiej
Z Wójcikami spotkałem się później w kulisach TVP na Woronicza. Występowaliśmy w programie śniadaniowym, ale nie równocześnie. Marcin powiedział, że muszą szybko wracać do Lublina, bo jego żona jest w ciąży.
– Ale!!! Ale!!! – zażartowałem, wyciągając kciuki obu rąk w górę, co nawiązało do ich znanego skeczu z facetem na porodówce. Żart został przyjęty chłodno, wręcz z irytacją. Później w jednym, z wywiadów przeczytałem, że irytuje ich, gdy ktoś w rozmowie próbuje nawiązywać do ich skeczy. Rozsądne, bo urzędnik po pracy nie chce mówić o swej pracy, lecz o przyjemniejszych sprawach.
Kabaret, który pozostał wierny Lublinowi
Potem przez lata nie było okazji do podobnych spotkań. Któregoś razu Kabaret Ani Mru Mru zobaczyłem na… billboardzie w Lublinie. Stał na rogu Bernardyńskiej i Zamojskiej, a ja szedłem z walizką na dworzec kolejowy. Wtedy od dawna nie mieszkałem już w Lublinie, lecz w Warszawie. Kabaret Wójcików i Wilkołka w Lublinie pozostał.
Lubelski kabaret: (c) Szczepan Sadurski / Show Biznes . Sadurski.com
Dodatkowe informacje
Jak powstał kabaret Ani Mru Mru?
Powstał w Lublinie pod koniec lat 90. Od zawsze trzon grupy stanowią Marcin Wójcik, Michał Wójcik, później dołączył do nich Waldemar Wilkołek. Grupa zdobyła popularność dzięki autorskim skeczom i licznym występom telewizyjnym.
Czy Marcin i Michał Wójcik są rodziną?
Nie. Mimo identycznego nazwiska Marcin i Michał Wójcik nie są spokrewnieni. Od wielu lat wspólnie tworzą trzon kabaretu Ani Mru Mru i należą do najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej sceny kabaretowej.
Jakie znane osoby świata rozrywki pochodzą z Lublina?
Lublin jest związany z wieloma znanymi artystami. Z miasta wywodzą się między innymi kabarety Ani Mru Mru i Smile, a także zespoły muzyczne Budka Suflera i Bajm.
Zobacz też:
> Elita polskich karykaturzystów we wspomnieniach Szczepana Sadurskiego
> Jak rysowałem karykatury na pikniku TVP przy Woronicza 17
> Szczepan Sadurski w Nowym Jorku – wystawy, spotkania, karykatury


