Desert Flower (Kwiat pustyni) – dla niektórych to film fabularny z 2009 roku, dla innych bestsellerowa książka o tym samym tytule, wydana w wielu językach, której nakłady przekroczyły 10 milionów. Jednak to wciąż trwający projekt światowy, którego twarzą jest modelka Waris Dirie. Milionowe darowizny, słynne światowe marki, twarze z pierwszych stron światowej prasy. Gdy facet z Wiednia który to wszystko wymyślił zwraca się do ciebie, mówiąc, że planuje podobną inicjatywę i chce abyś był jej częścią – świat zaczyna wirować. Miałem być ważną częścią „Charlie Smile”, która przypomni światu Charliego Chaplina i zachęci wszystkich do częstego śmiania się. Poznaj nieznane kulisy projektu, którego częścią miał być autor tego tekstu, Szczepan Sadurski
Pierwsze spotkanie w Warszawie. Rozmowy o humorze
O Partii Dobrego Humoru, międzynarodowym projekcie, który wymyśliłem i prowadziłem od 2001 roku, Walter Lutschinger dowiedział się rok-dwa lata przed tym, jak w 2016 rokiem zaprosił mnie do Wiednia, aby finalizować pomysł o którym zaraz napiszę. Pisał wtedy książkę – wszystko o humorze i śmiechu. Spodobała mu się wymyślona przez mnie organizacja, przeczytał o mnie w Internecie i chciał mnie osobiście poznać. Nie znałem niemieckiego, ale jego „prawa ręka”, Joanna Jasik, była Polką – co bardzo ułatwiało komunikację.
Spotkaliśmy się we trójkę, w jednej z kawiarni w Warszawie. To wtedy od Waltera dostałem książkę o Desert Flower, historię Waris Dirie. Kiedyś jej okładkę widziałem w księgarni, temat znałem z jakiegoś artykułu z polskiej prasy. Dowiedziałem się, że to właśnie on jest mózgiem słynnego Desert Flower. Szybko zaproponował, żebyśmy przeszli na „ty”. To było typowe spotkanie zapoznawcze. On mówił mi o swojej działalności oraz o planowanej książce, ja mówiłem o mojej twórczości, działalności wydawniczej i Partii Dobrego Humoru. Błysk w oczach dawał do zrozumienia, że był zachwycony. Byłem osobą, której szukał i która go zainspirowała. Nie wiedziałem jeszcze, że za spotkaniem może się kryć coś, co być może zmieni moje życie.
Kilka lat później znalazłem w sieci tę książkę. Zrobiłem screena fragmentu w którym było o Partii Dobrego Humoru. Niestety pliku już nigdy nie widziałem, nie pamiętam tytułu książki (chyba była po niemiecku), a AI teraz twierdzi że nie może jej odszukać. Szybko się jednak okazało, że książka stała się zaczynem pomysłu, który Walter Lutschinger nazwał: Charlie Smile.
Charlie Smile – jak słynny komik znów miał rozweselać świat
Wśród najważniejszych osób które miały być twarzami projektu, była wnuczka Charliego Chaplina mieszkająca w Szwajcarii – Kiera Chaplin (ur. 1982) oraz Szczepan Sadurski – rysownik prasowy, karykaturzysta, szef Partii Dobrego Humoru (Good Humor Party) – czyli ja. Choć znając życie, realistycznie podchodziłem do sprawy – po prostu miałem być częścią ciekawego projektu.
Było kilka rozmów telefonicznych i e-maili po polsku (dzwoniła i pisała do mnie Joanna Jasik), opisy planów projektu oraz mojego w nim udziału, propozycje jak mógłbym się do niego włączyć. W Wiedniu szykowano wielki plan na różne kraje Europy. Walter Lutschinger osiągnął sukces z Desert Flower, miał niezwykle szerokie kontakty i możliwości, a w jego głowie kłębiły się setki pomysłów na rozweselenie Europy.
Trzeba to było zebrać do kupy, podsumować pomysły, do tego zwizualizować postać przypominającą Charliego Chaplina – zabawną, rysunkową postać z wąsikiem, melonikiem na głowie i we fraku. Tak, żeby każdemu od razu kojarzyła się z Charlie Chaplinem, gwiazdą kina niemego, legenda i numer jeden światowej komedii. Mój wkład w Charlie Smile miał zacząć się od szeregu szkiców, z których wyłoni się postać. Ostateczny wybór miałem dokonać wspólnie z Walterem, na spotkaniu w Wiedniu.

Wiedeńskie plany podboju Europy śmiechem
To chyba ja kupiłem bilety kolejowe w obie strony na uzgodniony dzień, w każdym razie niemal od razu po przyjeździe otrzymałem za nie zwrot pieniędzy. Zapewniono mi na 1 dobę nocleg w dobrym hotelu, w centrum Wiednia. Nie był to nowoczesny budynek i hotel-gigant, ale hotel z klasą. Szczególnie zapamiętałem wspaniałe śniadanie typu szwedzki stół, nazajutrz rano. Odwiedzałem wiele hoteli na świecie, ale liczbę potraw i ich smak wspominam do dziś.
Joanna odebrała mnie ze stacji w Wiedniu, rozgościłem się w hotelu, a po krótkim wypoczynku wraz z Joanną i Walterem poszliśmy na obiad. Wiosna, ładna pogoda, centrum Wiednia, dużo spacerowiczów. Stoliki i krzesła stały przy restauracji tuż obok parku i wody. Zamawialiśmy specjały z karty, było wino i deser. To wtedy Walter z moich projektów Charliego dokonaliśmy wyboru. Snuliśmy plany na przyszłość.
Charlie miał pojawiać się regularnie w wielu europejskich gazetach. Miałem robić krótkie, dowcipne 3-klatkowe mini-komiksy, coś jak Garfield, Dilbert i Peanuts. Pomysły miały być uniwersalne i zrozumiałe dla każdego. Krótkie teksty w dymkach miały być tłumaczone na różne języki. Walter miał wieloletnie kontakty z mediami w różnych krajach Europy oraz sponsorami, mówił z przekonaniem. Szukał człowieka, którego stripy będą unikalne, pomysłowe, śmieszne, dobrze narysowane. Które będą promować trwający równolegle projekt z Charlie, zwiększać zasięgi. Taka strategia miała ręce i nogi.
Była to tylko część planowanych działań z moim udziałem. Miałem też rysować karykatury na żywo, na eventach w różnych krajach (początkowo mówiliśmy o Niemczech, Austrii i Szwajcarii). Mówiliśmy o honorarium, należało jeszcze doliczyć koszty transportu (przeloty) i noclegów. Nie bez znaczenia był fakt, że karykatury miał rysować prezes międzynarodowej organizacji Good Humor Party, a jej legitymacje miały trafiać do „wielkich tego świata”, organizatorów wydarzeń i uczestników. To nie miały być tylko eventy, na których jedną z wielu atrakcji miał być karykaturzysta.
Jak Szczepan został Stefanem
Pojawił się też marketingowy pomysł. Ponieważ miałem występować na wydarzeniach jako karykaturzysta oraz szef Partii Dobrego Humoru – należało zmienić imię. Nie było szans, aby Niemcy i nie tylko Niemcy, łamali sobie język, próbując wymówić „Szczepan”. Abym w Europie został zapamiętany, postanowiliśmy że będę występował jako Stefan Sadurski. To było rozsądne, więc od razu się zgodziłem. Wkrótce założyłem na Facebooku mój alternatywny profil, na potrzeby rynku europejskiego: Stefan Sadurski.

Prywatne spotkania i rozmowy w Wiedniu
Odniosłem wrażenie, że to było coś więcej niż spotkanie biznesowe. Poznałem syna i żonę Waltera, chodziliśmy po Ringu, byliśmy m.in. w Hundertwasserhaus, ikonicznym budynku Wiednia stojącym w 3. dzielnicy (Landstraße), blisko Ringu, niedaleko biur Fundacji Desert Flower i niedaleko hotelu w którym się zatrzymałem. Miałem ze sobą Wesołego Wieżowca – symbol Partii Dobrego Humoru, który zabieram w zagraniczne wyprawy. Pstrykałem Wieżowcowi zdjęcia, także przy Hundertwasserhaus, co Walterowi się podobało – przecież podczas naszego pierwszego spotkania w Warszawie dostał ode mnie legitymację Partii Dobrego Humoru.
Odwiedziłem też biura fundacji Desert Flower przy Ungargasse 24/6, szedłem schodami bodaj na 2 piętro. Na ścianach w ramkach zdjęcia Waltera, Doris i Joanny i VIP-ami, których twarze były znane na całym świecie. Te zdjęcia i regały z książkami stały się tłem naszego wspólnego, pamiątkowego zdjęcia. Przypieczętowały fakt, że zostałem przyjęty do rodziny drugiego, wielkiego projektu Waltera.
Gdy wracaliśmy do hotelu (na końcu już tylko we dwóch, z Walterem), była już noc. W parku robiliśmy zdjęcia obok słynnego pomnika Straussa ze skrzypcami, potem też obok katedry św. Stefana, architektonicznego symbolu Wiednia. Mówiliśmy po angielsku, bez szczegółów lingwistycznych, bo biegle nim nie mówię. Najważniejszy był język humoru.

Pierwsze komiksy z Charlie
Pożegnaliśmy się nazajutrz przed południem, przed moim wyjazdem pociągiem do Warszawy. Znów był Walter i Joanna. W restauracji zjedliśmy po ciastku, nawet zafundowano mi kanapkę i coś do picia na drogę.
Prace nad komiksami chciałem zacząć od razu, a nie dopiero w Warszawie. Chciałem działać od razu. Pierwszych kilkanaście scenariuszy powstało już w pociągu, a w ciągu kilku najbliższych dni powstawały cztery pierwsze, 3-klatkowe komiksy. U mnie jak zwykle zamawiający najpierw dostaje do zaakceptowania scenariusz, a już potem rysuję. Tak było i tym razem. Najpierw rysunki ręcznie, na papierze. Potem skanowanie, czyszczenie, układanie ramek względem siebie, komputerowe dodawanie tekstu do pustych dymków i na końcu kolorowanie. Tak powstały pierwsze 4 komiksy, które wysłane e-mailem do Joanny, na pewno oglądał Walter. Szkoda, że nie widziałem jego reakcji, ale jestem pewien że mu się podobały.

Drugie spotkanie w Warszawie
Było jeszcze drugie spotkanie, obiad w Blue City, w restauracji której obecnie już nie ma. Skład niezmienny: ja, Walter i Joanna. Uzgadnianie kolejnych planów… szczegółów już nie pamiętam, znów było tego wiele. Pamiętam jednak jakiś smutek w oczach Joanny. Może wiedziała coś, czego ja nie wiedziałem?
Charlie Smile miał być dużym, międzynarodowym projektem, z Sadurskim jako jednym z głównych filarów. Rozwinięcie idei Partii Dobrego Humoru, połączenie sił. Z rozmachem i kontaktami Waltera to było realne. Miałem poznać Kierę Chaplin, Waris Dirie, moje komiksy miały drukować wiele europejskich gazet, miałem rysować na ekskluzywnych eventach w Europie, do tego Partia Dobrego Humoru z członkami, których zna świat. Może dziś Walter Lutschinger ma inne spojrzenie na ten temat, może inne rzeczy zapamiętał – tego nie wiem. Nie mam o nic żalu i mam nadzieję, on też mnie mile wspomina. Co jakiś czas kontaktujemy się na Facebooku.

Na zakończenie
Wkrótce doszło do niespodziewanego zwrotu. O tym, że projekt Charlie Smile jednak nie wystartuje i nasze rozpoczęte oraz zaplanowane działania nigdy nie trafią do publiczności, dowiedziałem się od Joanny Jasik telefonicznie. Dzwoniła jak zawsze, z Wiednia. Nie chciała niczego tłumaczyć i wyjaśniać, ale powód na pewno był poważny, więc nie chciałem sprawy drążyć i zadawać wielu pytań. To był nasz ostatni kontakt.
Dlaczego zdecydowałem się upublicznić moje wspomnienia po 10 latach? Wolałbym działać i chwalić się sukcesem. Zająłem się kolejnymi przedsięwzięciami, a to uznałem za zamknięte, choć na dobre się nie rozpoczęło. Projekt Charlie Smile ostatecznie nie wystartował, z nieznanych mi powodów, choć wystartowała wstępnie strona www. Finanse, sprawy prawne (może rodzina Chaplina?), osobiste, niekorzystny splot okoliczności? A może Walter Lutschinger uświadomił sobie, że nie da rady realizować równolegle Desert Flower i Charlie Smile. Dwóch ambitnych projektów międzynarodowych, które są stresujące oraz wymagają zaangażowania i armii ludzi.
O tym, że Joanna Jasik (02.06.1969 – 30.12.2025) nie żyje, dowiedziałem się 2 tygodnie temu, z informacji na profilu Waltera na Facebooku. To było pretekstem do wspomnień i odnotowania powyższej historii. Ceremonia pożegnania miała miejsce 23 stycznia 2026 o godz. 13:00 na cmentarzu centralnym w Wiedniu. W nekrologu (w którym omyłkowo zamiast 2026 podano 2025) była informacja, żeby nie przychodzić na pogrzeb w żałobnych strojach i że powstająca w Afryce szkoła będzie nosiła jej imię. Chodzi prawdopodobnie o szkołę w Freetown w Sierra Leone, w której uczy się 400 dzieci, otwartej w 2020 r., z inicjatywy Desert Flower.

Lekcja od Waltera. Pasja to za mało?
Z perspektywy czasu uświadamiam sobie, że Walter widział we mnie bratnią duszę. Widział, że jesteśmy do siebie podobni co najmniej pod jednym względem. To, co robimy – robimy z pasją i bez względu na przeciwieństwa, dążymy do celu.
W Warszawie, podczas drugiego spotkania, Walter dał mi cenną wskazówkę. Powiedział, że projekt z Wesołym Wieżowcem zyskałby znacznie większy rozgłos, gdyby nie chodziło tylko o rozrywkę i uśmiech. Sugerował, że mogłem to połączyć z celem charytatywnym, ze zbieraniem funduszy na słuszną sprawę, włączyć sponsorów. Sugerował, że wkrótce nie będę miał czasu na Wesołego Wieżowca, bo będzie Charlie Smile. Od tego czasu mój wieżowcowy projekt poważnie spowolnił. On wtedy wierzył w sukces Charliego.
Charlie Smile: (c) Sadurski.com
Tekst znajdzie się w książce, którą Szczepan Sadurski obecnie pisze. Na jego temat powstaje obecnie film dokumentalny.
Czym jest Desert Flower Foundation?
To założona w 2002 roku przez Waris Dirie międzynarodowa organizacja z siedzibą w Wiedniu, która stała się symbolem walki o godność kobiet. Fundacja realizuje globalne kampanie edukacyjne i ratuje tysiące dziewczynek przed okrutnymi rytuałami. Za sukcesem operacyjnym Desert Flower stoi Walter Lutschinger. W projekt i działania fundacji angażowały się osobistości z pierwszych stron gazet, których twarze zdobią ściany wiedeńskiego biura przy Ungargasse. Wśród sympatyków i darczyńców pojawiali się m.in. ikona mody Naomi Campbell, projektant Wolfgang Joop, a także politycy tacy jak Michaił Gorbaczow czy tytani biznesu wspierający budowę „Szkół Kwiatu Pustyni”.
Co jeszcze warto wiedzieć
| Pytanie | Odpowiedź |
|---|---|
| Kim jest Waris Dirie? | Somalijska modelka, pisarka i działaczka społeczna, autorka autobiograficznej książki „Kwiat pustyni”, w której opisała swoje doświadczenia i sprzeciw wobec okaleczania kobiet. Od lat angażuje się w działalność edukacyjną i społeczną. |
| Kim jest Walter Lutschinger? | Menedżer i współpracownik Waris Dirie, związany z działalnością Desert Flower Foundation. Odpowiadał za organizacyjne i międzynarodowe aspekty projektów fundacji, w tym koncepcje nowych inicjatyw. |
| Skąd pochodzą szkice postaci Charlie Smile? | Wszystkie szkice postaci, w tym ten z datą 6 kwietnia 2016 r., są autorskimi projektami Szczepana Sadurskiego, stworzonymi na potrzeby wiedeńskiego spotkania z fundacją Desert Flower. Stanowią one unikalny dowód na zaawansowany etap prac nad projektem. |
| Dlaczego Szczepan Sadurski został Stefanem? | W związku z planowaną działalnością w krajach niemieckojęzycznych rozważano używanie imienia „Stefan” jako łatwiejszego do wymówienia i zapamiętania w środowisku międzynarodowym. |
| Czym miał być projekt Charlie Smile? | Planowaną inicjatywą promującą humor i pozytywne przesłanie, inspirowaną postacią Charliego Chaplina. Projekt miał łączyć działania medialne, artystyczne i wydarzenia publiczne w kilku krajach Europy. |
| Czy istnieją gotowe komiksy Charlie Smile? | Tak, powstały cztery w pełni ukończone i pokolorowane komiksy oraz dziesiątki scenariuszy. Prace te nigdy nie trafiły do publikacji i pozostają w prywatnym archiwum Szczepana Sadurskiego jako świadectwo tego projektu. |
Zobacz też:
> Warsztaty karykatury dla firm
> Sadurski polskim dzieciom w Ameryce


