Szczepan Sadurski był w Warszawie na wernisażu wystawy „The Best of Muzeum Karykatury”. Wśród 500 rysunków znanych artystów, znalazł na ekspozycji dwie swoje prace. Jakie wnioski wysnuł po obejrzeniu wystawy? Przeczytaj poniżej.
Zawsze najmłodszy – niemal od pół wieku
Kiedy w latach 80. przychodziłem do Muzeum Karykatury, a na wystawach pokazywano moje rysunki, byłem najmłodszy. Nie wiem ile razy tam byłem (wernisaże, spotkania), ale na pewno ponad 100 razy. I przez kilka kolejnych dekad nadal byłem tym najmłodszym.
Gdy 24 kwietnia 2026 przybyłem na wernisaż wystawy „The Best of Muzeum Karykatury”, poczułem się jak zawsze… najmłodszy. Na ekspozycji największe tuzy polskiej karykatury, ilustracji, plakatu i generalnie sztuki przez duże „S” (nazwiska za chwilę), począwszy od Matejki, także okres przedwojenny i powojenny, aż do dziś. Niektóre nazwiska (dla osób wykształconych) wybitnie znane, do tego wielu artystów którzy już nie żyją i w mniejszości ci wciąż żyjący. W tym ja, na 99,9% znów najmłodszy na wernisażu oraz jako współautor wystawy.
Moje rysunki wśród gwiazd karykatury
Byłem ciekaw, jakie to moje rysunki są w zbiorach Muzeum Karykatury, które z nich zostaną zaprezentowane i ile ich jest. Bo „The Best of Muzeum Karykatury”, to zbiorowa wystawa prac z bogatych zasobów tej placówki.
Są moje dwie prace i to zaraz przy wejściu. Tematem pierwszej jest Muzeum Karykatury – dlatego jest z lewej, tuż przy wejściu – na dobry początek. Wisi tak blisko, że znalazłem go dopiero gdy wychodziłem.
Drugi mój rysunek jest kilka kroków dalej, w głównej sali na parterze. Też z lewej, prawie w rogu i dosyć wysoko, więc dzieci nie zobaczą. Pewnie dobrze, bo tematem są sprawy łóżkowe (powrót męża i kochanek w szafie). Wisi w bezpośrednim sąsiedztwie prac takich autorów, jak Sławomir Mrożek, Szymon Kobyliński, Zbigniew Jujka, Jerzy Flisak, Edward Lutczyn, Juliusz Puchalski i Karol Ferster. Lepszego towarzystwa nie można było sobie wymarzyć.

W czym Jan Matejko jest gorszy od Sadurskiego?
W najbardziej wyeksponowanym miejscu głównej sali wisi perełka: karykatura autorstwa Jana Matejki. Zaprezentowano 100% jego twórczości ze zbiorów Muzeum Karykatury. W moim przypadku owe 2 rysunki – to też 100% mojej twórczości znajdujących się w zbiorach Muzeum. Można więc powiedzieć, że wyprzedziłem Matejkę!
W dolnej sali ciąg dalszy ekspozycji, jeszcze „bardziej” historyczny i tu też trzeba koniecznie zajrzeć, schodząc po schodkach. Generalnie zestaw prac oraz nazwisk pierwszorzędny, a wystawa „The Best of Muzeum Karykatury” jest wyjątkowo ciekawa. Po prostu wybitna i warto ją obejrzeć.
Nawet się dziwię, że przez tyle lat istnienia (jeszcze trochę i będzie pół wieku) placówki, nikt dotychczas nie wpadł na pomysł, aby zrobić taką wystawę i przewietrzyć pokaźne zbiory placówki którą stworzył Eryk Lipiński. Są tu perełki, których nikt poza pracownikami muzeum dotychczas nie znał. A osoba która wybierała prace na ekspozycję, bodaj Michał Rzecznik – o dziwo przyznała się podczas wernisażu, że na karykaturach niezbyt dobrze się zna. Mam nadzieję, że był to tylko żart.

Katalog i autorzy wystawy The Best of Muzeum Karykatury
Wystawie towarzyszy sporej wielkości, czarno-żółty katalog, z zaledwie czterema rysunkami (Matejko, Lipiński, Raczkowski, Mleczko). Jest też unikalna krzyżówka (Jolka na dobry humor), którą może rozwiązać tylko wielki fan rysowanego humoru oraz rysowników komiksów.
Na okładce wspomnianego katalogu jest Sadurski. Jest obok 54. innych nazwisk tuzów polskiej sztuki (nie tylko słynących z rysowania karykatur). Widocznie organizatorzy uznali, że mój dorobek i moje nazwisko jest tego warte. A ponieważ jak każdy artysta jestem próżny, poniżej komplet nazwisk – 55 polskich artystów, którzy zasłużyli aby znaleźć się w tym zaszczytnym zestawie. I jestem dumny, że jestem w takim towarzystwie.
Witkacy, Starowieyski, Dwurnik, Szajna, Mrożek, Lipiński, Tomaszewski, Czeczot, Młodożeniec, Berezowska, Roland Topor, Lenica, Wilkoń, Zaruba, Ha-Ga, Szancer, Jujka, Pągowski, Szaybo, Mleczko, Kobyliński, Krauze, Dudziński, Flisak, Sawka, Bohdanowicz, Chmielewski (Papcio Chmiel), Tym (Stanisław), Pokora (Mirosław), Lengren, Ibis, Butenko, Lutczyn, Polański (Marek, nie Roman), Derwich, Dymny, Fedorowicz, Broda, Witz, Raczkowski, Miklaszewski, Gawłowski, Cieślewicz, Ziomecki, Macedoński, Gryń, Tarska, Puchalski, Jakubowska, Papp, Stopka, Wielgus, Ferster, Karczewska, Sadurski.
Zastanawiałem się, ilu z nich miałem okazję osobiście poznać, lub choćby rozmawiać telefonicznie lub wymienić e-maile. Doliczyłem się dwudziestu trzech. Poznałem połowę wybitnych twórców, a niektórych jako wydawca pism satyrycznych nawet drukowałem. I znalazłem się w elitarnej grupie, czego wielu będzie mi zazdrościć, uważając że to im się należało, a nie mnie.
Od dziś czuję się prawie jak eksponat Muzeum Karykatury. I może zasłużę kiedyś na wystawę pośmiertną na Koziej 11. I pośmiertnie może dostanę też Gloria Artis – o ile jest przyznawany artystom już nieżyjącym.

Kilka spostrzeżeń
Na koniec drobna uwaga do organizatorów. Wśród gości wernisażu było kilku wiekowych artystów. Nie wykluczam, że część z nich, podobnie jak ja, to współautorzy wystawy. Jeśli faktycznie tak jest – wielka szkoda, że ich nie przedstawiono lub choćby „nie wywołano do tablicy”. Matejko i wielu innych nie przyszło z oczywistych względów, jednak nie można zapominać o autorach wciąż żyjących. Gdyby nie twórcy, ich talent i dorobek, nie byłoby czego pokazywać na takich wystawach.
I jeszcze jedno spostrzeżenie. Kiedyś na wernisażach były telewizyjne kamery i dziennikarze z mikrofonami, na których były logotypy stacji radiowych. Były materiały z wernisaży, cytowano autorów. Może wszystkich gości mój wzrok nie przeskanował, ale nie zauważyłem ani jednego dziennikarza, choćby z malutkim mikrofonem. Social media i Internet to nie wszystko, nadal jest prasa, radio i stacje telewizyjne. Może nie są zainteresowane taką wystawą, a może Muzeum nie przywiązuje dużej uwagi do dobrych kontaktów z mediami?
Na końcu, ale już naprawdę na końcu: czuje niedosyt z powodu braku solidnej publikacji. Giganci polskiej karykatury, 500 najlepszych prac. Pewnie było za mało czasu, ale nie zdziwiłbym się, gdyby za kilka miesięcy, a maksymalnie za rok, ukazał się album albo chociaż pięknie wydana, kolorowa książka z kompletem lub choćby większością prac dostępnych na wystawie. Takie nazwiska i takie dzieła są tego warte, bo to kawałek polskiej sztuki i kultury. Pozycji wydrukowanej na papierze życzę sobie, innym autorom i ich rodzinom, miłośnikom humoru oraz Muzeum Karykatury. Wszyscy na to zasłużyliśmy.
The Best of Muzeum Karykatury: (c) Szczepan Sadurski / Sadurski.com
Zobacz też:
> Baryton w szatni i zazdrość dyrektora. Moje spotkania z Janem Pietrzakiem
> Jak nie zostałem rysownikiem Wyborczej


