Znany warszawski artysta, malarz nagich modelek i specjalista od kobiecej urody, imponował młodemu rysownikowi z prowincji. Po latach wracają wspomnienia z pracowni na poddaszu, które miały zostać pogrzebane na zawsze. Oto nieznane kulisy artystycznej „warszawki” schyłku PRL-u.
Chciałbym się z tobą kochać
W latach 80-ych, już po debiucie w „Szpilkach”, przyjeżdżałem co miesiąc do Warszawy, żeby w redakcjach zostawiać nowe rysunki. Tego samego dnia wracałem po południu pociągiem z Centralnej, choć czasem wracałem też z Warszawy Wschodniej.
Było dosyć zimno, może listopad, gdy szedłem podziemiami na mój peron. Wtedy usłyszałem szybsze kroki za mną. Kilka lat starszy ode mnie nieznajomy mężczyzna, zrównał się ze mną idąc od mojej lewej strony i tak po prostu powiedział:
– Podobasz mi się. Chciałbym się z tobą kochać.
To było jak uderzenie młotem w głowę.
– Nie jestem zainteresowany! – powiedziałem stanowczo i przyspieszyłem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że niedługo przeżyję podobny szok. Tym razem będzie to ktoś, kogo znałem i komu ufałem.
Starszy kolega z redakcji
Był starszy, bardziej znany. Cedził słowa spokojnie, powoli i zawsze mówił do mnie: Szczepanek, Szczepciu, Szczepanku. Chwalił mnie, zachęcał do rysowania, dawał rady, poznał z kilkoma ludźmi. Traktowałem go jako starszego kolegę, który był o dwa kroki przede mną, więc w pewnym sensie był mentorem któremu mógłbym kiedyś dorównać.
Poza tym mieszkał w centrum Warszawy. Nie sam, z dziewczyną. Oboje byli „po przejściach”. Kilkanaście razy ich odwiedziłem będąc w Warszawie, polubiliśmy się. Nie traktował jej poważnie, zresztą potem się rozstali. Od niej o kilku sprawach dowiedziałem się, ale tak jak ona, chciałbym zapomnieć.
Artysta i jego nagie modelki
Uchodził za macho, specjalistę od kobiecej urody. Chwalił się swoją sztuką, w której dominowała nagość. Potem dowiedziałem się, że napisał i wydał książeczkę. Chciał się pochwalić przygodami z młodymi dziewczynami – modelkami, które na różne sposoby zwabiał do swojej pracowni. Nie wiem ile w tej książeczce było faktów, a ile życzeń, grunt że na okładce było zdjęcie: on, z rozmarzonymi oczami, otoczony młodymi dziewczynami bez biustonoszy.
Kiedyś przyznał mi się, że fascynują go bardzo młode dziewczyny. Bo były niewinne i tajemnicze. Ja zawsze wolałem kobiece kształty dojrzałych kobiet – więc to nas na pewno różniło. Ale nikomu się z tego nie zwierzałem.
Dziewczyny ze zdjęć i obrazów
Zdecydowana większość jego rysunków i obrazów, to były nagie kobiety. Śmiała erotyka, ale bez przekraczania granicy. Nie rysował ich z pamięci. Sprowadzał do pracowni, a raczej one do niego przychodziły. I jak chwalił się publicznie, zdarzało się że dziewczyny przyprowadzały ich mamy, marząc o wielkiej karierze dla córek.
Jako znawca kobiecej urody, był zapraszany na konkursy miss naturystek. Wtedy to był w Polsce temat tabu. Później został nawet szefem skandynawskiego pisma erotycznego, wydawanego w Polsce.
Kariera modelki
Kiedyś spytał, czy nie mam koleżanek, które chciałyby zrobić karierę. Bo kilka już wypromował. Przez chwilę byłem skonsternowany, ale obróciłem wszystko w żart. Zresztą śmieliśmy się razem, jak by to był faktycznie żart. Wtedy tak to odbierałem.
Białe ściany i akty. Pracownia na poddaszu
Któregoś razu zaprosił mnie na poddasze, kilka pięter wyżej, gdzie była jego pracownia artystyczna.
– Szczepanku, chcesz zobaczyć gdzie maluję? Pokażę ci najnowsze obrazy.
Białe ściany, kilka sztalug, stół, szuflady i obrazy olejne. Na każdym naga dziewczyna. Nie kobieta, dziewczyna.
Prawdę mówiąc, te jego obrazy średnio mi się podobały. Nie dlatego, że była na nich nagość. Miałem rysunek i malarstwo w liceum plastycznym, jako pracę maturalną namalowałem kopię martwej natury flamandzkiego malarza Pietera Claesza.
Mówił, że zanim maluje dziewczyny w tej pracowni, pozują mu do zdjęć. Czasem trzeba je namawiać, żeby zdjęły wszystko, czasem nie.
– Szczepanku, jak chcesz pokażę ci niektóre zdjęcia – powiedział i nie czekając na odpowiedź, sięgnął na półkę. Zdjęcia rozsypały się po podłodze. Kiedy schyliliśmy się, żeby je pozbierać, objął mnie.
– Szczepanku…
Zbiegłem na dół i już nigdy tu nie trafiłem.
Spotkanie po latach
Potem przeprowadził się, nie wiodło mu się dobrze, a ja świetnie zarabiałem. Spytał, czy może mi zrobić wizytówkę. Nie była mi potrzebna, ale i tak błyskawicznie zrobił ją w komputerze, wydrukował, przyciął na gilotynce do odpowiedniego formatu, a potem powiedział, ile muszę mu zapłacić.
To wtedy dał mi książeczkę i egzemplarze pisma erotycznego, którego przez jakiś czas był szefem. Nie zmienił się. Był tylko starszy.
Nagie modelki: (c) Szczepan Sadurski / Sztuka . Sadurski.com
Zobacz też:
> Baryton w szatni i zazdrość dyrektora. Moje spotkania z Janem Pietrzakiem
> Czy talent plastyczny może być ciężarem? O sześcioletnim „oszuście” z Lublina


