Podczas jednego z niedawnych spotkań w Polsce, podczas których promuję sztukę karykatury, grupie 30-40 latków zadałem kilka pytań. Okazuje się, że nikt nie kojarzył nazwy Szpilki (to najsłynniejsze polskie czasopismo satyryczne). Nie znano Eryka Lipińskiego, Edwarda Lutczyna, a tylko pojedyncze osoby słyszały o Henryku Sawce. Byłem w szoku.
Gdy zniknęły „Szpilki”, skończyła się epoka
Świat pędzi do przodu, jak nigdy dotąd. Wiele faktów do ludzi nie dociera. Najważniejsze są informacje specjalistyczne – wiedza z uczelni i aktualnej pracy – bo to dla każdego podstawa egzystencji. Oczywiście wiem, nie każdy zna się na niszowej karykaturze, tak jak ja mam mgliste pojęcie o operze. Jednak przyswajanie wiedzy ogólnej, od dekad pozostawia wiele do życzenia. Nie mamy czasu ani chęci zagłębiać się w wiele tematów.
Piszę o Polakach 30-40 letnich – wykształconych, z wiedzą techniczną, na stanowiskach. A co z dzisiejszą młodzieżą, zagłębiającą codziennie swoje nosy w rozrywkowe i często niezbyt mądre filmiki na TikToku? Obawiam się, że tu już jest przepaść. I mam nadzieję, że nie wszyscy młodzi tacy są.
Wraz z upadkiem prasy drukowanej (to już nie są zmniejszające się nakłady, to degradacja medium!) z prasy zniknęły rysunki satyryczne i karykatury. Na moich oczach ludzie sztuki jeszcze kilka dekad temu kształtujący gusta i poczucie humoru Polaków, definitywnie znikają lub przechodzą do podziemia. No, powiedzmy do Internetu. Ci, którzy mimo wszystko chcą rysować, są kreatywni i poświęcają swój czas na tworzenie rysunkowego humoru.
Wiele utalentowanych osób z pasją do rysowania, to amatorzy. Nie mają punktu odniesienia takiego, jakim kilka dekad temu były „Szpilki” czy choćby „Karuzela”. To były obowiązkowe tytuły wielu Polaków, na pewno twórców, a nazwiska najlepszych autorów rysunku satyrycznego, które tam pojawiały się regularnie, znali niemal wszyscy.

Od masowej popularności do niszowej sztuki
Dziś karykatura funkcjonuje wśród garstki twórców i pasjonatów. Twórcy aktywni 20-30 lat temu to już seniorzy. Z rozpędu nadal tworzą, chcą gdzieś publikować, mieć wystawy, być docenieni. Nikt ich już nie zna, żyją w dawnej chwale i zdają się nie zauważać zmian zachodzących wokół.
Ci pasjonaci, w tym z domów kultury, czasami organizują skromne wystawy rysunku satyrycznego i spotkania z twórcami. Nie ma jednak pieniędzy ani sponsorów, bo to nie gwiazdy muzyki, filmu, telewizji czy sportu.
Czy instytucje uratują sztukę karykatury?
Stowarzyszenie Polskich Artystów Karykatury (SPAK) lata świetności ma już za sobą. Odchodzą twórcy o znanych nazwiskach (ze świata, ale też z organizacji) i w porę nie zadbano o „młody narybek”, który dziś byłby trzonem organizacji. W latach 90. pojawiały się pomysły na odświeżenie i odmłodzenie środowiska, lecz zostały skutecznie zagłuszone przez decydentów. Dziś na plenery środowiskowe jeździ po kilka, często tych samych osób.
Jest jeszcze Muzeum Karykatury w Warszawie – centralny punkt polskiej karykatury, finansowany przez Warszawiaków. Z możliwościami, co najmniej niezłymi wystawami, lepszymi lub gorszymi pomysłami. Jedyne miejsce działające prężnie, na tle wszystkiego co wyżej opisałem.

Karykatura przeniosła się na wesela i eventy
Jedyną niszą, w której karykatura obecnie się trzyma, jest branża eventowa i weselna. Ci, którzy mają smykałkę do rysowania ludzkich twarzy i chcą przemieszczać się na kolejne eventy po Polsce, to teraz główni przedstawiciele zanikającej sztuki karykatury. Co ciekawe, szukając informacji o karykaturzystach w Internecie, nie natrafimy na informacje o twórcach (współczesnych i już nie żyjących), ich sukcesach i wystawach. Są oferty rysowania karykatur na żywo, a nad nimi zawsze kilka opłaconych reklam Google, z takimi samymi ofertami. Skoro twórcy inwestują własne pieniądze w promocję swych ofert, to właśnie tutaj są pieniądze i klienci.
Czy karykatura przetrwa XXI wiek?
Nie, nie całkiem, choć z wielu powodów dziś jest w zdecydowanej defensywie i nic nie wskazuje na to, trend zostanie zatrzymany. Tak, jak nie znikną całkiem gazety drukowane na papierze, tak nie zniknie wewnętrzna, ludzka potrzeba uśmiechu oraz oglądania zabawnych scenek i satyrycznych podobizn znanych ludzi. Nie będziemy czytać tylko poważnych informacji i komentarzy, bo natura ludzka sprawia, że potrzebujemy też odskoczni, innego spojrzenia na świat. Satyrycy, karykaturzyści, kabareciarze – wciąż są i będą potrzebni, aby z dystansem spojrzeć na świat.
Jeden z karykaturzystów lata temu zażartował w wywiadzie, że po śmierci powinni go wstawić do Muzeum Karykatury. Dowcipne, ale jakże gorzkie i prawdziwe.
Sztuka karykatury: (c) Szczepan Sadurski / Karykatura . Sadurski.com
Na górnym zdjęciu: wernisaż wystawy w Warszawie, dawno temu. Grzegorz Szumowski, Szczepan Sadurski, Zbigniew Lengren.
Zdjęcia z archiwum Szczepana Sadurskiego.
Tekst jest częścią cyklu na temat karykatury i rysunku satyrycznego, jakie publikują Sadurski.com oraz branżowe serwisy: Karykatury.com i Rysunki.pl. To niezależne spojrzenie na branżę, w przededniu jubileuszy: 50-lecia Muzeum Karykatury (2028) i 40-lecia Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury (2027).
Zobacz też:
> Codziennik Prawny i RPO Janusz Kochanowski. Kulisy współpracy
> Sadurski w Australii – wywiad


