Wyobraź sobie, że jako szeregowiec Ludowego Wojska Polskiego musisz przeprowadzić operację, której stawką jest Twój artystyczny prestiż po drugiej stronie żelaznej kurtyny. Twoja misja zaczyna się od odręcznego grypsu, który jest wstępem negocjacji z dowództwem. To tekst o tym, jak rysunki polskiego żołnierza trafiły do wrogiego bloku NATO. Poznaj kulisy wydarzeń, w których satyra, słynna szuflada w redakcji „Szpilek” i tajemniczy list od weterana z Niemiec, tworzą historię, której nikt nie były w stanie sam wymyślić.
Karykaturzysta w kamaszach
Kilkaset rysunków satyrycznych w Kurierze Lubelskim, Szpilkach i innych tytułach prasowych. Nagrody, wystawy w towarzystwie najlepszych polskich karykaturzystów tego okresu… Piszę o tym nie aby się chwalić, ale abyś wszedł w kontekst tego, co za chwilę przeczytasz. Bo choć w Ludowym Wojsku Polskim byłem takim samym żołnierzem jak inni, o tym co robiłem wiedzieli wszyscy i wcale nie miałem lepiej. Rysunki humorystyczne o żołnierzach wisiały na kompanii, udzieliłem wywiadu do wojskowej gazety (dziennikarz specjalnie przyjechał do Modlina), a jeden z kolegów przypadkowo obłożył swój zeszyt w okładkę ogólnopolskiego magazynu, na której była moja twarz i nazwisko, o czym napiszę przy innej okazji.
Czy żołnierz w PRL-u mógł mieć jakiś podejrzany kontakt z imperialistycznym, wrogim krajem NATO? Nie do pomyślenia! Ale u mnie sytuacja była trochę skomplikowana: byłem, rysownikiem prasowym, satyrykiem, w dodatku (że tak napiszę) dosyć znanym. Drukowałem w Szpilkach i nie tylko, zdobyłem Złotą Szpilkę’86, byłem bywalcem Muzeum Karykatury, moje rysunki przedrukowywały magazyny satyryczne różnych krajów i pokazywano je na wystawach zagranicznych. A przynajmniej tak było, zanim trafiłem do wojska.
Kartonik z Muzeum Karykatury, który zmienił wszystko
Któregoś razu odwiedzili mnie rodzice. Miałem kilka godzin oddechu, domowe jedzenie. Do Modlina przyjechali pociągiem z Lublina. Gdy już się najadłem, mama mówi:
– Dostałeś list z Muzeum Karykatury.
To nie był list, ale nieduży kartonik zgięty na pół. Janina Tuora, ówczesna dyrektorka Muzeum Karykatury odręcznie, szybko i nieoficjalnie, napisała prośbę do mnie. Przygotowywano wystawę polskiej karykatury w Niemczech, chcą żeby były też moje rysunki, jednak ich nie mają. Czy mogę im kilka dostarczyć?
Szybka burza mózgu: tutaj nie ma szans, żeby coś wymyślić i spokojnie narysować. Jedyna szansa, to wizyta w redakcji Szpilek, zabranie stąd moich kilku wcześniejszych rysunków i dostarczenie do Muzeum Karykatury. Nie wnikając w szczegóły, to mogłem zrobić tylko ja. Ale jak? Przecież nie ucieknę z wojska, żeby dostarczyć rysunki na wystawę w kapitalistycznym kraju.
Negocjacje z Układem Warszawskim
Jedyna szansą, aby moje rysunki pokazano na wystawie polskiej satyry w Niemczech, było oficjalne załatwienie przepustki – zezwolenie na wyjazd do Warszawy. Taką decyzję mógł podjąć tylko dowódca jednostki. Ale jak zwykły szeregowy miałby dostąpić zaszczytu dopchania się do dowódcy i oficjalnego załatwienia takiej nietypowej sprawy?
W wojsku są procedury i szeregowy nie może gadać z dowódcą, bo ma na to ochotę. Najpierw poszedłem do mojego bezpośredniego przełożonego i poinformowałem o sprawie. Okazało się, że w drodze wyjątku można załatwić „widzenie” i rozmowę, bo temat jest międzynarodowy.
Jak się to mówi, z duszą na ramieniu, jako petent – mróweczka, dostąpiłem zaszczytu bezpośredniej rozmowy z dowódcą, o wyznaczonej porze. To była ekwilibrystyczna rozmowa króla z poddanym. Wyjaśniłem pokrótce w czym rzecz i pokazałem karteczkę od dyrektorki muzeum na dowód, że nie zmyślam. Pojawił się problem: Niemcy to NATO, kraj wrogiego obozu Układu Warszawskiego. Czy żołnierz LWP – polskiej, socjalistycznej armii, może pokazywać swe dzieła we wrogim kraju?
Wojskowy desant w redakcji Szpilek
Moja najważniejsza rozmowa w dotychczasowym życiu, elokwencja i argumenty, zadziałały. Po kilku dniach dostałem przepustkę. Rano, w żołnierskim mundurze galowym, miałem pojechać pociągiem do Warszawy, załatwić co trzeba i na popołudnie wrócić do jednostki.
W Szpilkach wywołałem sensację, a Ilona Leśnodorska na szerokich, krętych schodach redakcji nie rozpoznała mnie. Rozbawiło ją, że żołnierze też czytają Szpilki. Gdy przypomniałem kim jestem, przez chwilę sprawdzała wzrokiem czy to rzeczywiście ja.
Pozwolono mi na sprawdzenie słynnej, wielkiej szuflady w redakcji, w której były przechowywane rysunki różnych autorów, co tydzień wybierane do publikacji. Wziąłem stąd dwa moje rysunki, wsiadłem w tramwaj i zawiozłem je na Kozią, do Muzeum Karykatury. Tu też wywołałem sensację, ale mniejszą. Poza Tuorą nikt mnie nie rozpoznał.

Giganci satyry i żołnierz z Modlina
W kolejnym roku, gdy już wojsko było wspomnieniem, dostałem pocztą piękny katalog wystawy, w zasadzie książkę formatu A4. 200 stron na kredowanym papierze. Tytuł: Polnische Karikaturisten der Gegenwart czyli Współcześni karykaturzyści polscy. Wystawa odbyła się w Wilhelm-Busch-Museum w Hanowerze
między 30 kwietnia a 18 października 1987.
Na początku publikacji było kilka tekstów, które napisali: Klaus Bussmann, Eryk Lipiński, Jurgen Weichardt i Janina Tuora.
Opisujący wybrane rysunki Jurgen Weichardt, napisał m.in.: „Linear, in der Figuration aber reduziert, sind dieGestalten der Karikaturen von Szczepan Sadurski, der in seinem Beitag mit einem Schriftband die Absurdität unterstreicht, und Robert Szecówka, der Schrauffuren und Dunkelheiten zur plastischen Bereicherung sejner Zeichnungen einsetzt”.
W tłumaczeniu na polski: „Postacie w karykaturach Szczepana Sadurskiego są liniowe i oszczędne w formie, a ich absurdalność podkreśla dodany tekst. Z kolei Robert Szecówka wykorzystuje kreskę i operowanie cieniem, by plastycznie wzbogacić swoje rysunki”.
Na wystawie pokazano prace 71 autorów i tyle właśnie nazwisk znalazło się w katalogu. Są wśród nich giganci polskiej karykatury – wymienię alfabetycznie nazwiska, które uważam za szczególnie warte odnotowania: Julian Bohdanowicz, Antoni Chodorowski, Andrzej Czeczot, Jerzy Doda-Gracz, Karol Ferster, Jerzy Flisak, Zbigniew Jujka, Szymon Kobyliński, Andrzej Krauze, Zbigniew Lengren, Eryk Lipiński, Edward Lutczyn, Gwidon Miklaszewski, Andrzej Mleczko, Jan Młodożeniec, Juliusz Puchalski, Zygmunt Pytlik, Janusz Stanny, Zbigniew Ziomecki. I najmłodszy w tym zacnym towarzystwie, Szczepan Sadurski.

Moje rysunki w katalogu
Na 166 i 167 stronie katalogu znalazły się moje dwa rysunki z 1985 roku: samuraj robiący sepuku czyli tnący siebie mieczem na plasterki, i drugi: idący ze spuszczoną głową mężczyzna, powtarzający w kółko: „Jestem zupełnie normalny, jestem…”. Oba rysunki fachowo, muzealnie opisano (w tym podano format), do tego w kilku zdaniach wyjaśniono po niemiecku o czym są. Zresztą każdy rysunek katalogu tak właśnie był opisany.
Obok rysunków jest też po niemiecku krótka notka o mnie, w tym kilka tytułów prasowych które moje rysunki publikowało (Szpilki, Radar, Polityka, Sztandar Młodych, Tygodnik Kulturalny) oraz informacje o tym, że jestem laureatem Srebrnej Szpilki (katalog z złotą „minął się” czasowo, więc nie ma tu o niej informacji).
List od wroga z NATO, który chciał pomóc
To jeszcze nie koniec tej historii. Wkrótce dostałem pocztą list, napisany po niemiecku. Wolfgang, osoba już niemłoda, był niemieckim żołnierzem podczas II wojny światowej i z tego powodu dręczyły go wyrzuty sumienia. Zdobył mój adres i albo dlatego, że byłem najmłodszym autorem wystawy, albo po prostu moje rysunki najbardziej zapadły mu w pamięć, napisał do mnie kilka zdań, w tym pytanie czy może mi jakoś pomóc. Może chciałbym jakiś prezent, coś, czego w Polsce nie ma?
W tłumaczeniu korespondencji pomagał mi kuzyn Przemek. Wspominam o tym, bo dziś to bajecznie proste, ale wtedy trzeba było nieźle się natrudzić, aby coś przetłumaczyć nie znając języka. Do tego pisanie, wysłanie i wysyłka listu trochę trwała.
Mogłem wymyślać różne towary niedostępne w socjalistycznej, biedniejszej Polsce, w rozsądnych kwotach. Podziękowałem za chęć wsparcia i poprosiłem o szwedzkie zioła (Schwedenbitter), dla mojej mamy. Wielka butla wkrótce dotarła w paczce.
Misja specjalna: (c) Szczepan Sadurski / Sadurski.com
Aktualnie Szczepan Sadurski pisze wspomnieniową książkę. Na jego temat powstaje też film dokumentalny.
Zobacz też:
> Dlaczego musiałem biegać pod radioaktywną chmurą z Czarnobyla
> Elita polskich karykaturzystów we wspomnieniach Szczepana Sadurskiego
> Sadurski, Matejko i inni. Wystawa The Best of Muzeum Karykatury


