W połowie lat 80. o psie Homo mówiła cała Polska. Jedni wierzyli, że potrafi mówić, śpiewać i pisać, inni uważali go za największą mistyfikację PRL-u. O niezwykłym psie z Łukowa pisały gazety, interesowała się nim telewizja, a sprawa zakończyła się interwencją Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, co niektórzy nazywali porwaniem genialnego czworonoga.
Temat Homo obserwowałem z bliska. W tamtym czasie współpracowałem z „Kurierem Lubelskim”, a dziennikarz Władysław Styrczula przez wiele miesięcy zajmował się tą sprawą i publikował kolejne materiały.
Jerzy Podolak i pies Homo z Łukowa
W połowie lat 80. media zaczęły podawać informacje o mówiącym psie imieniem Homo. Prasa publikowała zdjęcia psa oraz wywiady z jego właścicielem. Temat wywołał prawdziwe poruszenie wśród Polaków i przez długi czas nie schodził z czołówek najróżniejszych gazet.
Właścicielem tego podobno niezwykłego psa był Jerzy Podolak, mieszkaniec Łukowa (wtedy woj. siedleckie, obecnie lubelskie). Pracował w firmie Łukbut, mieszkał w hotelu pracowniczym, a jego pasją był pies. Nazwał go imieniem Homo, przedstawiano go jako przedstawiciela rasy inteligentnych psów Homo Canis lub Homo Septimus.
Podolak twierdził, że tresowany przez niego pies przewyższa inteligencją inne psy, co było wynikiem 30-letniej hodowli, którą wcześniej zajmował się jego stryj. Krótko mówiąc, Homo nie pojawił się nagle, lecz był kolejnym potomkiem z konkretnej psiej rodziny.

Co naprawdę potrafił pies Homo?
Co potrafił Homo? Mówił co najmniej pięć słów po angielsku, śpiewał „Summetime”, jazzowy szlagier George’a Gershwina, pisał i rysował łapą figury geometryczne, grał na instrumentach oraz strzelał z pistoletu. A może jeszcze żonglował, bo co najmniej większość powyższych doniesień należy chyba traktować z przymrużeniem oka.
Zainteresowanie jego zdolnościami było ogromne, a dziennikarze z całej Polski chętnie pisali o psie, bo to podnosiło nakłady, a do Łukowa ciągnęły dziennikarskie pielgrzymki z całej Polski.
Jak „Kurier Lubelski” opisywał psa Homo
Specjalistą od tego tematu w „Kurierze Lubelskim” z którym współpracowałem w latach 80. był Władek Styrczula. Sympatyczny dziennikarz (z wielkim wąsem), z którym się lubiliśmy, który nawet zrobił ze mną jeden z wywiadów, opublikowany w „Sztandarze Ludu”.
Gdy temat Homo rozgrzewał wszystkich do czerwoności, on napisał o nim cykl artykułów. Jeśli dobrze pamiętam, osobiście poznał psa Homo, do tego rozmawiał z jego właścicielem, a relacje z tych spotkań regularnie publikował „Kurier Lubelski”.

Porwanie psa Homo
Największa afera wybuchła wtedy, gdy psa Homo odebrali od właściciela działacze Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Jedni mówili wtedy o ratowaniu zwierzęcia, inni o porwaniu. To wydarzenie jeszcze bardziej podsyciło zainteresowanie psem Homo.
Ludzie z TOnZ twierdzili, że właściciel znęca się nad psem, ponoć nawet zlecił przeprowadzenie operacji krtani, aby jego podopieczny mówił. Jak informowały media, dochodzenie w tej sprawie prowadziła prokuratura w Łukowie.

Jak rysowałem niezwykłego psa Homo
Mówiący pies kilkukrotnie pojawił się w moich rysunkach humorystycznych w „Kurierze Lubelskim”, raz nawet jako ilustracja do tekstu Styrczuli o Homo. Napisałem nawet o nim felieton „Homeida”, który opublikował „Tygodnik Chełmski” na str. 12 w numerze 22 z 11 stycznia 1986. Co ciekawe, napisałem go pod pseudonimem Augustyn Kąkolewski, ale przez pomyłkę w druku otrzymał nazwisko było: Kąkolewswi.
Był to pierwszy felieton, jaki napisałem w swoim dotychczasowym 21-letnim życiu. Sam fakt jego napisania oraz publikacji najlepiej pokazuje, jak wielką popularnością cieszył się wówczas pies Homo.

Homeida – fragment felietonu Szczepana Sadurskiego
„Otóż pewna pani – widać zazdrosna o talent psa Homo, który potrafi wszystko poza pisaniem powieści kryminalnych – porwała go. Właściciel psa, pan Podolak z Łukowa na darmo zwracał się o zwrot swego ulubieńca do porywaczy z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz Sądu Wojewódzkiego. Wychodzi na to, że gdybym porwał synka mojej sąsiadki z trzeciego piętra albo Boeinga 707 Polskich Linii Lotniczych, wszyscy mogliby mi naskoczyć. Z powyższego wynika także, że członkowie TOnZ nie mają nic do roboty poza zabieraniem właścicielom ich zwierzątek. (…)
Ale żeby konflikt z Homo jakoś rozwiązać, proponuję:
– z psa Homo zrobić kiełbasę, sprzedawać ją po 3.500 złotych za kilogram i dawać niegrzecznym dzieciom do jedzenia;
– zrównać cały Łuków z Ziemią, żeby nikt nie ważył się trzymać w domu swych ulubionych zwierzątek;
– a panie z TOnZ wysłać do Afryki, żeby mogły się przyjrzeć rozmnażaniu pawianów”.

Dlaczego dziś historia psa Homo jest zapomniana?
Wracając do „Kuriera Lubelskiego” i Władka Stryczuli. Tak się ten cudowny pies po niego przykleił, że wielu czytelników z Lublina kojarzyło go wówczas jako głównego speca od Homo, a koledzy z redakcji z niego żartowali. Nic dziwnego, że gdy na 30-lecie „Kuriera Lubelskiego” gdy redakcja zamówiła u mnie cykl karykatur z kompletem dziennikarzy tego dziennika (ukazała się na całej stronie w numerze 61 z 27-29 marca 1977), Władka narysowałem wraz z psem Homo.
Dziś nagrania z mówiącymi psami można stworzyć w kilka minut za pomocą sztucznej inteligencji. W połowie lat 80. większość Polaków nie miała jednak powodów, by wątpić w to, co pokazywała telewizja i opisywała prasa.
Historia psa Homo niemal zniknęła z pamięci. Być może ten tekst sprawi, że jedna z największych medialnych sensacji PRL-u zostanie na nowo odkryta.
Pies Homo: (c) Szczepan Sadurski / Sensacje . Sadurski.com
Czy pamiętasz psa Homo? A może zachowałeś wycinki prasowe, zdjęcia lub nagrania związane z tą historią? Jeśli tak – napisz. Chętnie uzupełnię ten artykuł o kolejne udokumentowane informacje.
Zobacz też:
> Dlaczego mój rysunek trafił na biurko Jaruzelskiego
> Anegdoty o karykaturzystach
> Reporter Lato. Wakacyjny cykl rysunków w Kurierze Lubelskim


