Wojna koreańska mogła stać się pierwszym konfliktem po 1945 roku, w którym bomby atomowe zostałyby użyte przeciwko wojskom komunistycznym Korei. Plan generała Douglasa MacArthura przewidywał znacznie więcej niż pojedyncze uderzenie. W najgorętszym momencie konfliktu rozważano ataki na chińskie zaplecze, bazy lotnicze, koncentracje wojsk oraz stworzenie skażonego pasa, który miał odciąć Chiny od frontu. Ostatecznie prezydent Harry Truman nie pozwolił na rozszerzenie wojny, a 11 kwietnia 1951 roku odwołał MacArthura ze stanowisk, które dawały mu wpływ na prowadzenie działań w Azji.
Wojna w Korei wymknęła się spod kontroli
25 czerwca 1950 roku Korea Północna zaatakowała Koreę Południową, rozpoczynając konflikt, który szybko stał się jednym z najpoważniejszych kryzysów wczesnej zimnej wojny. Siły Kim Ir Sena, wyposażone między innymi w radzieckie czołgi i artylerię, początkowo posuwały się bardzo szybko na południe. Wojska południowokoreańskie były słabo przygotowane, a pierwsze oddziały amerykańskie skierowane do walki również poniosły ciężkie straty.
Interwencja Stanów Zjednoczonych nastąpiła w ramach działań dowództwa ONZ, które miało wesprzeć Koreę Południową. Douglas MacArthur, posiadający ogromny autorytet po zwycięstwie nad Japonią i kierujący amerykańską administracją okupacyjną w Japonii, otrzymał dowództwo nad siłami ONZ w Korei.
Sytuacja zmieniła się gwałtownie we wrześniu 1950 roku. Desant pod Inczonem pozwolił wojskom ONZ uderzyć na tyły przeciwnika i odzyskać Seul. Armia północnokoreańska została rozbita, a wojska MacArthura ruszyły na północ. Wkrótce przekroczono 38. równoleżnik, który przed wojną oddzielał obie Koree.
W tym momencie konflikt przestał być wyłącznie walką o utrzymanie Korei Południowej. Waszyngton musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy celem powinno być tylko odparcie agresji, czy także zniszczenie reżimu w Pjongjangu i zjednoczenie półwyspu pod rządami Seulu.
MacArthur należał do zwolenników zdecydowanie bardziej ofensywnej strategii. Jego wojska wkroczyły głęboko na terytorium Korei Północnej, a dowództwo amerykańskie zakładało, że wojna może zakończyć się przed końcem 1950 roku. W Waszyngtonie pojawiło się jednak coraz większe zaniepokojenie, ponieważ armia chińska zaczęła koncentrować się po drugiej stronie rzeki Jalu.
Chińska interwencja zmieniła wszystko
Jesienią 1950 roku nastąpiło wydarzenie, którego konsekwencje MacArthur początkowo wyraźnie niedoszacował. Chińskie wojska wkroczyły do wojny, przechodząc przez granicę z Koreą Północną i uderzając na rozciągnięte jednostki ONZ.
Dla amerykańskich dowódców był to szok. Wcześniejsze zwycięstwa stworzyły przekonanie, że wojna może wkrótce dobiec końca. Zamiast tego wojska ONZ znalazły się w odwrocie, a sytuacja na froncie odwróciła się niemal równie gwałtownie jak kilka miesięcy wcześniej.
Chińska interwencja sprawiła, że wojna koreańska stała się konfliktem, w którym bezpośrednie starcie Stanów Zjednoczonych z Chinami było realnym zagrożeniem. Nad wszystkim wisiała jeszcze groźniejsza możliwość. Chiny Ludowe były wspierane przez Związek Radziecki, a ZSRR od 1949 roku posiadał własną broń atomową.

Właśnie w tych warunkach powrócił pomysł wykorzystania amerykańskiego arsenału nuklearnego. Nie chodziło przy tym wyłącznie o zniszczenie pojedynczych celów na froncie. MacArthur rozpatrywał broń atomową jako narzędzie, które mogłoby radykalnie zmienić sytuację strategiczną.
W grudniu 1950 roku generał przedstawił koncepcję wykorzystania znacznej liczby bomb przeciwko celom w Chinach i Korei Północnej. W jednym z przedstawianych wariantów pojawiała się liczba 30–50 bomb atomowych, przeznaczonych między innymi przeciwko bazom lotniczym i zapleczu logistycznemu przeciwnika.
Jeszcze bardziej konkretna była lista przygotowana 24 grudnia. MacArthur wskazywał w niej 26 celów dla broni jądrowej, obejmujących pozycje wojskowe, lotnictwo oraz instalacje przemysłowe i wojskowe. Nie był to więc luźny pomysł rzucony podczas rozmowy, lecz element poważniejszych rozważań strategicznych.
Bomby atomowe w Korei miały stworzyć barierę nie do przebycia
Najbardziej niezwykłą częścią koncepcji MacArthura był pomysł wykorzystania radioaktywności jako bariery przeciwko chińskim posiłkom. W planach przypisywanych generałowi pojawiała się idea utworzenia skażonego pasa wzdłuż granicy chińsko-koreańskiej, który utrudniałby przerzucanie ludzi, amunicji i sprzętu na front.
Nie była to wizja ograniczona do jednego miasta czy jednej armii. Chodziło o wykorzystanie skutków promieniowania w taki sposób, aby teren przez dłuższy czas pozostawał trudny do wykorzystania przez przeciwnika.
W praktyce realizacja takiego przedsięwzięcia byłaby niezwykle skomplikowana. Wiatr, warunki atmosferyczne i nieprzewidywalne rozprzestrzenianie się materiałów radioaktywnych sprawiałyby, że skutki skażenia mogłyby dotknąć nie tylko chińskich jednostek. Koreański teatr działań był gęsto zamieszkany, a linia frontu przebiegała przez obszary, na których znajdowały się zarówno wojska, jak i ludność cywilna.
Właśnie tutaj pojawia się zasadnicza różnica między użyciem bomby atomowej w 1945 roku a pomysłem jej zastosowania w Korei. Hiroshima i Nagasaki były pojedynczymi miastami zaatakowanymi w końcowej fazie wojny z Japonią. W Korei broń jądrowa miała zostać użyta w warunkach trwającego konfliktu lądowego, przy bliskości chińskiego terytorium i przy obecności wojsk wielu państw.
Każde kolejne uderzenie mogło więc zwiększyć ryzyko rozszerzenia wojny. Nie istniała pewność, że Pekin ograniczyłby reakcję do wycofania wojsk. Równie poważne było pytanie o zachowanie Moskwy.
W 1950 roku świat znajdował się zaledwie kilka lat po zakończeniu II wojny światowej, a doktryna odstraszania nuklearnego dopiero się kształtowała. Drugi front atomowy mógł oznaczać wejście zimnej wojny na zupełnie nowy poziom.
Dlaczego Truman nie zgodził się na plan MacArthura
Harry Truman i Douglas MacArthur patrzyli na wojnę koreańską z dwóch różnych perspektyw. MacArthur był dowódcą polowym, który widział możliwość osiągnięcia rozstrzygnięcia poprzez rozszerzenie działań przeciwko zapleczu przeciwnika. Truman jako prezydent musiał brać pod uwagę nie tylko sytuację na koreańskim froncie, lecz także ryzyko wojny światowej.
Administracja prezydenta konsekwentnie próbowała ograniczać konflikt. Nie oznaczało to rezygnacji z walki. Chodziło o to, aby wojna w Korei nie przekształciła się w bezpośrednią konfrontację Stanów Zjednoczonych z Chinami i Związkiem Radzieckim.

MacArthur uważał natomiast, że ograniczanie działań wojennych pozbawia Stany Zjednoczone możliwości wykorzystania przewagi militarnej. Coraz otwarciej sprzeciwiał się polityce prowadzonej przez Biały Dom. Spór nie dotyczył już wyłącznie bomb atomowych. Dotykał fundamentalnej kwestii, kto w państwie decyduje o celach wojny: dowódca na froncie czy prezydent.
11 kwietnia 1951 roku Truman pozbawił MacArthura wszystkich najważniejszych stanowisk dowódczych na Dalekim Wschodzie i wyznaczył na jego miejsce generała Matthew Ridgwaya. W oficjalnym uzasadnieniu prezydent wskazał na brak pełnego podporządkowania MacArthura polityce rządu i ONZ.
Decyzja była politycznie bardzo trudna. MacArthur cieszył się w Stanach Zjednoczonych ogromną popularnością, a jego odwołanie wywołało gwałtowne reakcje opinii publicznej. Truman musiał jednak zdecydować, czy podporządkowanie dowództwa wojskowego politycznym decyzjom prezydenta ma zostać utrzymane także wtedy, gdy dowódca na froncie uważa tę politykę za błędną.
Czy broń atomowa mogła zakończyć wojnę w dziesięć dni?
MacArthur po latach utrzymywał, że dysponował planem pozwalającym bardzo szybko zakończyć konflikt. Tego rodzaju deklaracje trzeba jednak oddzielić od tego, co rzeczywiście było możliwe do osiągnięcia w warunkach wojny koreańskiej.
Broń jądrowa mogła zniszczyć określone cele, ale nie rozwiązywała automatycznie problemu chińskiej armii znajdującej się na Półwyspie Koreańskim. Chińczycy mogli ponieść ogromne straty i nadal prowadzić działania lądowe. Wojna koreańska była konfliktem, w którym zdobywanie terenu wymagało piechoty, artylerii, czołgów i logistyki, a nie tylko niszczenia wybranych punktów na mapie.
Jeszcze poważniejszym problemem było to, co nastąpiłoby po pierwszym użyciu broni atomowej. Nie istniała gwarancja, że Chiny zaakceptują nuklearne uderzenia bez eskalacji. Równie niepewna pozostawała reakcja Związku Radzieckiego.
W 1950 roku Stany Zjednoczone miały ogromną przewagę w liczbie bomb atomowych i środków ich przenoszenia, ale nie oznaczało to pełnej swobody działania. Po doświadczeniach II wojny światowej i rozpoczęciu radzieckiego programu atomowego każde użycie broni jądrowej przeciwko Chinom mogło stworzyć precedens o konsekwencjach wykraczających daleko poza Koreę.
Dlatego pytanie, dlaczego półwysep koreański nie podzielił losu Hiroszimy, ma odpowiedź bardziej złożoną niż samo stwierdzenie, że Truman odmówił generałowi. Decyzja była częścią szerszej strategii ograniczania wojny i unikania sytuacji, w której lokalny konflikt w Azji uruchomiłby reakcję łańcuchową między największymi mocarstwami.
Wojna w Korei. Dziewięć bomb na Okinawie i realne przygotowania do wojny nuklearnej
Mimo braku zgody na użycie broni atomowej nie oznaczało to, że Stany Zjednoczone całkowicie wykluczyły taką możliwość. Wiosną 1951 roku na Okinawę skierowano dziewięć bomb atomowych, co pokazuje, że scenariusz nuklearny pozostawał elementem amerykańskiego planowania wojskowego.
Samo rozmieszczenie broni nie oznaczało jednak decyzji o jej użyciu. W arsenale znajdowały się środki, które mogły zostać wykorzystane w określonych warunkach, ale ostateczna decyzja należała do najwyższych władz politycznych.
Tymczasem sytuacja na froncie zaczęła się stabilizować. Po dramatycznym odwrocie zimą 1950 roku siły ONZ odzyskały zdolność do prowadzenia skutecznych operacji. Pod dowództwem Ridgwaya wojska amerykańskie i sojusznicze ponownie ruszyły na północ. Front zaczął oscylować w rejonie 38. równoleżnika.
W takich warunkach argument za użyciem broni atomowej przeciwko Chinom stawał się coraz trudniejszy do obrony z punktu widzenia prowadzenia wojny. Skoro siły konwencjonalne były w stanie zatrzymać chińską ofensywę, otwieranie nowego poziomu konfliktu wiązałoby się z ogromnym ryzykiem bez gwarancji uzyskania proporcjonalnej korzyści militarnej.
Wojna trwała jednak nadal. Walki przybrały charakter wyniszczającego konfliktu pozycyjnego, a rozmowy rozejmowe rozpoczęły się w lipcu 1951 roku. Ostatecznie 27 lipca 1953 roku podpisano rozejm w Panmundżomie. Nie zawarto traktatu pokojowego, dlatego formalny stan wojny między obiema Koreami przez kolejne dekady pozostawał nierozwiązany.
Co mogło się wydarzyć, gdyby zrzucono bomby?
Historia nie daje możliwości przeprowadzenia eksperymentu. Można jednak wskazać kilka realnych konsekwencji, które musieli brać pod uwagę decydenci w Waszyngtonie.
Pierwszą byłaby skala zniszczeń i ofiar. Użycie wielu bomb atomowych na obszarze działań wojennych oznaczałoby nie tylko śmierć żołnierzy i zniszczenie instalacji wojskowych. Korea była krajem zamieszkanym, a linia frontu przesuwała się wielokrotnie. Radioaktywne skażenie mogłoby dotknąć obszarów pozostających poza bezpośrednim celem ataku.
Drugim problemem była reakcja Chin. Pekin mógł zwiększyć zaangażowanie, zamiast się wycofać. Trzecim pozostawała Moskwa. Stalin nie musiał bezpośrednio użyć własnej broni jądrowej, aby eskalacja stała się bardzo poważna. ZSRR mógł zwiększyć pomoc wojskową, presję polityczną lub działania na innych odcinkach zimnej wojny.

Istniało także ryzyko dotyczące europejskich sojuszników Stanów Zjednoczonych. NATO dopiero budowało swoją pozycję, a europejskie rządy obawiały się, że wojna w Azji może stać się początkiem znacznie szerszego konfliktu. Decyzja o użyciu broni jądrowej mogła więc wpłynąć na wiarygodność amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa i relacje z państwami zachodnimi.
Najważniejsze jest jednak to, że w 1951 roku świat nie znał jeszcze późniejszej historii zimnej wojny. Decydenci nie wiedzieli, że kolejne konflikty nie doprowadzą automatycznie do wojny nuklearnej. Nie mogli też mieć pewności, czy pierwszy powojenny przypadek użycia bomby atomowej nie stworzy mechanizmu kolejnych eskalacji.
Dlatego bomby atomowe w Korei pozostały bronią przygotowaną do ewentualnego użycia, ale niewykorzystaną. Amerykańska przewaga nuklearna została zachowana jako element odstraszania, natomiast konflikt rozstrzygano przede wszystkim za pomocą sił konwencjonalnych.
Półwysep koreański uniknął nuklearnego przełomu
W przypadku Korei zadziałało kilka czynników jednocześnie. Truman utrzymał cywilną kontrolę nad dowództwem wojskowym, MacArthur został odwołany, a jego następcy prowadzili działania w ramach politycznych ograniczeń narzuconych przez Waszyngton. Jednocześnie sytuacja militarna poprawiła się na tyle, że użycie broni jądrowej nie było konieczne do powstrzymania chińskiej ofensywy.
Istotna była również pamięć o 1945 roku. Hiroshima i Nagasaki pokazały światu niszczycielską moc bomby atomowej, ale doświadczenie wojny koreańskiej przypadło na zupełnie inną epokę strategiczną. ZSRR posiadał już własną broń jądrową, Chiny były bezpośrednio zaangażowane w konflikt, a każde rozszerzenie wojny mogło mieć konsekwencje dla całego układu zimnowojennego.
MacArthur nie był jedynym amerykańskim wojskowym, który dopuszczał możliwość użycia atomu. Wśród części wojskowych i weteranów takie stanowisko utrzymywało się również po zakończeniu wojny. Jednocześnie polityka administracji Trumana zakładała ograniczenie konfliktu i niedopuszczenie do przekształcenia Korei w początek wojny między mocarstwami.
Właśnie dlatego historia bomb atomowych w Korei jest tak niezwykła. Nie chodzi wyłącznie o broń, której nie zrzucono. Chodzi o moment, w którym arsenał nuklearny po raz pierwszy po 1945 roku znalazł się bardzo blisko wykorzystania w realnym konflikcie z udziałem wojsk amerykańskich.
Korea mogła stać się miejscem kolejnego atomowego przełomu. Zamiast tego wojna zakończyła się rozejmem, który utrwalił podział półwyspu. Granica ustanowiona w praktyce po trzech latach walk przetrwała kolejne dekady, a sama wojna stała się jednym z najważniejszych doświadczeń epoki zimnej wojny.
Dopiero z perspektywy czasu widać, jak niewielka była różnica między wojną konwencjonalną a konfliktem, w którym na azjatyckim froncie pojawiłyby się amerykańskie bomby atomowe. W grudniu 1950 roku i na początku 1951 roku taki scenariusz nie należał do fantastyki. Istniały konkretne cele, rozpatrywano konkretne liczby bomb, a część uzbrojenia została nawet przesunięta bliżej teatru działań. Ostatecznie jednak polityczna decyzja pozostała inna.
Półwysep koreański nie podzielił losu Hiroszimy nie dlatego, że broń jądrowa była wówczas technicznie niedostępna. Przeciwnie, była dostępna i stanowiła jeden z elementów amerykańskiego planowania. Nie została użyta, ponieważ ryzyko rozszerzenia wojny poza Koreę uznano za zbyt poważne, a sytuację militarną można było stabilizować bez przekraczania nuklearnego progu. Odwołanie MacArthura 11 kwietnia 1951 roku było najbardziej widocznym symbolem tego wyboru.
W tle tych wydarzeń pozostaje jedna z najważniejszych lekcji wojny koreańskiej. W epoce broni atomowej zwycięstwo na jednym froncie nie zawsze oznaczało możliwość wykorzystania całej dostępnej siły. Czasem największą trudnością dla dowódcy nie było znalezienie sposobu na zniszczenie przeciwnika, lecz przekonanie politycznych przełożonych, że cena takiego zwycięstwa może być nieprzewidywalnie wysoka.
Na polskim rynku szczególnie szeroko temat wojny koreańskiej przedstawia „Wojna koreańska. Wielki konflikt 1950–1953” autorstwa Maxa Hastingsa.
Wojna w Korei: (c) Niesamowite historie . Sadurski.com / CH
Zobacz też:
> Atomowy scenariusz: Czy Polacy mają gdzie się schować?
> Kobiety w rosyjskiej armii. Spełnia się przepowiednia Baba Wangi?


