Być może „Dobry Humor” nigdy by nie powstał. Nie byłoby kultowych gazetek rozdzieranych na brzegach, wspomnień z kiosków i dowcipów, na których wychowało się całe pokolenie lat 90. Niewiele brakowało, abym wyjechał do Chicago i tam budował swoje życie. Stało się jednak inaczej. To właśnie dolary z Chicago pomogły mi stworzyć „Dobry Humor” – gazetkę, bez której wielu Polaków dziś nie wyobraża sobie swej młodości
Prasa polonijna na świecie
W epoce przedinternetowej polska gazeta za granicą była czymś więcej niż prasą. Dla emigrantów stawała się kawałkiem kraju — pachniała językiem, polskimi nazwiskami i wiadomościami z miejsc, które zostawili tysiące kilometrów dalej. Po stanie wojennym takich czytelników szybko przybywało, także w Chicago i Nowym Jorku, gdzie polonijne redakcje rosły razem z kolejnymi falami emigracji.
Rysunki Sadurskiego w Chicago. Magazyn Revia
Dziś już nie pamiętam na pewno, skąd dowiedziałem się, że w Chicago drukują moje rysunki – nielegalne przedruki ze Szpilek i innych polskich gazet. W każdym razie wykombinowałem, że takich rysunków potrzebują i mój humor rysunkowy podoba się czytelnikom.
Magazyn polonijny Revia był już łamany komputerowo, miał kilkadziesiąt stron o formacie podobnym do A4. Był drukowany na ładnym papierze offsetowym i wyglądał dosyć elegancko. Lepiej, niż większość ukazujących się wtedy w Polsce tygodników i miesięczników. I miał cenę w USD. Grunt, że Polacy w erze przedinternetowej chcieli czytać wieści z Polski i po polsku, co daje namiastkę obcowania z krajem.
10 dolców za rysunek – kupa pieniędzy
Na pewno wysłałem pocztą (z poczty Głównej na Krakowskim Przedmieściu w Lublinie) moje rysunki oraz książeczkę „Bez Aluzji”, wydaną przez zielonogórski KMPiK, wraz z listem. Wkrótce padła propozycja nie do odrzucania: 10 dolarów za rysunek. A ponieważ w każdym numerze drukowali ich kilka (na rozkładówce, czasem też na stronach redakcyjnych), był to jak na owe czasy, solidny zastrzyk finansowy.
Z czasem wysyłałem także rysunki zrobione specjalnie dla Revii, na tematy polskie, w tym takie co do których miałem podejrzenia, że polska cenzura i tak ich nie puści.
O aktualności publikacji nie było mowy. W epoce, gdy plik trafia w dowolne miejsce świata sekundę po wysłaniu, trudno uwierzyć, że komentarz do aktualnego wydarzenia polskiego ukazywał się w Chicago najwcześniej po trzech tygodniach, w tym 2 tygodnie na lotniczą przesyłkę pocztową. Czy publikacja rysunkowego komentarza wyborów w Polsce po trzech tygodniach dziś miałaby jakiś sens?
Czeki z USA i luksusowy bank polski
Jak trafiały do mnie egzemplarze i honoraria? Wtedy w USA najpopularniejszą metodą płatności było wystawienie czeku bankowego. Co zrobić z taką bankową karteczką z podpisem wystawcy? Był tylko jeden bank w Polsce, który realizował takie czeki – Bank Pekao S.A. Jego Oddział mieścił się na ul. Królewskiej, tuż obok Bramy Krakowskiej.
To nie był zwykły bank, byle kto tu nie wchodził. Czułeś, że jesteś kimś wyjątkowym i niemal pachniało walutami lepszymi niż złotówki. Jak dostałem co jakiś czas czek na 250-350 dolarów, szedłem z nim na Królewską, zostawiałem i tu zajmowano się resztą. Po kilku tygodniach mogłem odebrać pieniądze. W kasie otrzymywałem bony towarowe PeKaO, bo prawo zabraniało wypłaty w obcej walucie.
Dolary za rysunki i narodziny Dobrego Humoru”
Oprócz Revii dostawałem też honoraria z „Kuriera Lubelskiego”, gazet ogólnopolskich, a za rysunek płacono raczej mizernie (w najgorszym momencie za rysunek w Kurierze mogłem kupić 3 piwa). Zarobione pieniądze cały czas odkładałem.
Dziś zdradzę, że wszystko co wtedy zarobiłem i odłożyłem, we wrześniu i październiku 1991 zainwestowałem w „Dobry Humor”. Po miesiącu zapożyczyłem się u rodziny. Warto było. Szybko kupiłem pierwszy komputer, wkrótce samochód, a kilka miesięcy później… mieszkanie w Warszawie.
Dlaczego nie poleciałem za Ocean?
Wracając do polonijnej Revii. Raz zdarzyło się, że po czek oraz pakiet egzemplarzy autorskich pojechałem specjalnie pociągiem do Szczecina, bo okazało się że stamtąd pochodził wydawca, mający w Polsce rodzinę. Czasami dostawałem też egzemplarze pocztą, po ileś sztuk w paczce.
Plany były ciekawe. Może wylot za Ocean? Wtedy każdy o tym marzył. Revia ruszała z czymś w rodzaju agencji reklamowej, miałem projektować reklamy prasowe firm amerykańskich na potrzeby publikacji w Revii, specjalnie do mnie telefonowali. Coś zacząłem projektować, przecież miałem wykształcenie plastyczne.
Z planów jednak nic nie wyszło. Gdybym wtedy poleciał do Chicago i jakoś się zahaczył, świat nie poznałby „Dobrego Humoru”, a moje życie potoczyłoby się całkiem inaczej.
Epilog
Przez kilka pierwszych lat egzemplarze gromadziłem na półkach, na Bernardyńskiej i było tego kilka kilogramów. Jakoś szkoda mi było pozbywać się całych numerów i wycinać z nich jedynie moje rysunki oraz wklejać je do dużych zeszytów, jak wycinki z polskich gazet. Obok powiększała się podobna góra numerów „Szpilek” z moimi rysunkami i z nich też nigdy nie odważyłem się wycinać swoich rysunków nożyczkami.
Nie wiem już, gdzie znikły wszystkie egzemplarze „Revii”. Jedyną namacalną pamiątką po tym wszystkim co opisałem wyżej, jest zafoliowana legitymacja prasowa z moim ówczesnym zdjęciem, imieniem i nazwiskiem, którą trzymam teraz w ręce. I którą przez lata trzymałem jak skarb i nie pozwoliłem jej zginąć.
Na odwrocie jest adres: Global Communication Network, Inc., P.O Box 141. Bristol, WI 53104. Postmaster: Return postage guaranted.
Na pierwszej stronie, pod: TYGODNIK POLONIJNY REVIA Press, jest napisane na maszynie do pisania moje imię i nazwisko oraz informacja:
To whom it may concern: This is to certify, that above mentioned person is a reporter for weekly Revia Magazine published in the United States of America in Chicago.
Sadurski w Chicago: (c) Szczepan Sadurski / Sadurski.com
Zobacz też:
> Jak wysłałem Dobry Humor prezydentowi Lechowi Wałęsie i co było dalej
> Wschodząca gwiazda karykatury – francuski magazyn o Sadurskim, 1990


